Przepraszam, że ostatni post był taki pokręcony. Przy czymś dłuższym mam problemy techniczne ;(.
Następny rozdział będzie ciut dłuższy, a w piątym się trochę zdziwicie 8).
*Le Key*
Obudziły mnie skrzeczenie mew i lekka bryza. Była bardzo orzeźwiająca. Leżałem tak sobie z zamkniętymi oczami.
Poczułem, że moje ubranie jest wilgotne. Ale jak? Przecież nie wchodziłem do wody. Ale jednak. Dźwignąłem się na dłonie z zakmniętymi oczami i wtedy poczułem coś dziwnego. A może innego?
W każdym razie, to nie mógł być statek. To co wyczułem pod moimi dłońmi to niewątpliwie piasek.
Otworzyłem oczy i wtedy zobaczyłem plaże. Leżałem na niej, a przede mną rozpościerało się morze. Czy ja coś brałem? To sen, na pewno.
Zamknąłem oczy i znowu położyłem się na piasku. Za chwilę będę na statku, przecież to się nie dzieję naprawdę.
Minęła minuta, dwie, pięć. I nadał byłem tam byłem. Jeśli to nie sen, to jak się tu znalazłem? Otworzyłem szeroko oczy i wciągnąłem trochę powietrza. To jest zbyt realne żeby było snem.
Nagle, tuż nade mną zobaczyłem go. Wyglądał jak jakiś tarzan-ale miał ubranie. Też był realny.
-Nareszcie się obudziłeś!
Usiadłem po turecku, on też usiadł przede mną. Co u diabła ja tu robię?
-Wiesz...-Zacząłem.-Myślałem, że to jakiś sen lub coś, ale to się dzieję naprawdę. Co się stało?
Kiedy go o to zapytałem, jego oczy posmutniały, a wzrok powędrował gdzie indziej. Nie spieszył się z odpowiedzią więc ciągnąłem dalej:
-Pamiętam, że płynęliśmy statkiem i nagle ty do mnie podszedłeś. Usłyszeliśmy huk, uderzyłem się i-i... W tym momencie pamięć mi się urywa. Co się stało?
Powtórzyłem pytanie, ale on nadal wpatrywał się w jakąś pustkę. Ująłem jego brodę, spojrzałem głęboko w oczy i zapytałem znowu:
-Powiesz mi co się stało czy nie?
Ten z ociąganiem zaczął swoją opowieść.
-To może zacznijmy od początku. Nazywam się Kim Jonghyun, a ty?
-Kim Kibum.
-Ładnie. No i cały dzień łaziłem po tym statku żeby cię znaleźć, ale nic z tego. Czułem jakbyśmy się mijali...-Tak było. Jonghyun zatrzymał się i nabrał trochę powietrza by po chwili kontynuować.-No i w końcu zauważyłem ciebie jak się opierałeś o barierkę i patrzałeś na morze. Podszedłem do ciebie i już chciałem coś powiedzieć, ale usłyszeliśmy przeraźliwy huk. I wtedy, statek prawdopodobnie o coś uderzył, nie jestem pewien co dokładnie się stało. Następnie było to uderzenie, złapałem się barierki i nie upadłem, ale ty się o nią uderzyłeś i zemdlałeś. Dlatego nic nie pamiętasz. Zrozumiałem, że statek się topi. Trochę ludzi biegało jak oszalałe, a reszta pewnie spała, bo była nawet późno. Wziąłem ciebie na plecy i gdy statek był już prawie pod wodą, uczepiłem się jakiś desek i płynąłem aż dotarłem tutaj. Wszyscy zaginęli oprócz nas-tym zdaniem zakończył swoją opowieść. Nie mogłem powstrzymać emocji i z moich oczu poleciały łzy. Przytuliłem go mocno.
-Jestem ci bardzo wdzięczny, gdyby nie ty, skończyłbym z tymi ludźmi na dnie. To że mógłbym tak skończyć...Zemdleć i utopić się...To żałosne.
-Znalazłem trochę przydatnych rzeczy na brzegu. Pewnie fale je tu przyniosły.
Wziąłem się w garść i otarłem łzy. Kim Kibum, jesteś facetem.
-Musimy najpierw zrobić szałas-oznajmiłem.
-Wiem. Mam już trochę gałęzi i liści.
Poszliśmy do miejsca, które wybrał na obozowisko. Nie było daleko i ku mojej uciesze, niedaleko było źródełko z wodą, która nadawała się do picia.
Po niepełnej godzinie zbudowaliśmy szałas. Był na solidnej gałęzi metr nad ziemią. Miał ściany i daszek z liści. Było wystarczająco miejsca dla nas obu i jeszcze innych rzeczy. I było przytulnie. Przyniósł tu dwa noże, które zapewne znalazł na brzegu. Były bardzo przydatne.
Przeszliśmy się trochę i znaleźliśmy rzekę. Były w niej ryby.
Musieliśmy bardzo uważać na stopy. Nie wiedzieliśmy jakie licho może się czaić, żeby nas ugryźć.
Pobyt tutaj wydawał mi się tu przerażający. Jak ja tu przetrwam chociaż tydzień?
Z drugiej strony był pociągający. Ja i przystojny kochanek na bezludnej wyspie.
Kibum, stop. Najpierw przetrwaj. Nieważne jak seksowny jest Jonghyun, myśl trzeźwo.
Wieczór spędziłem na plaży, wpatrując się w morze. Zdałem sobie sprawę jakie życie jest ulotne. Wszyscy zginęli oprócz nas... To był cud, jestem szczęściarzem. Nie mogłem sobie zdać z tego sprawy. Tyle osób... A może oni nie zasługiwali na śmierć, tylko ja? Tam było tyle małych dzieci... Nadal widzę ich roześmiane twarze i ich matki, biegnące za nimi.
Pomyślałem o Jinkim. Och jakie on ma szczęście, że ma chorobę morską! W tej chwili też chciałbym ją mieć. Wtedy bym tu się nie znajdował. Pewnie się nie domyśla jaki spotkał mnie los!
Ciepły oddech owiał moją szyję. Jonghyun przyszedł. Poczułem jego silne ramię na moich plecach, objął mnie.
-Jest późno, nie boisz się tu być sam? Wracajmy do obozowiska, musimy się przespać.
Zrobiłem tak jak powiedział.
Ejże... Wy, ludzie, lubicie kończyć w tak ciekawych momentach -,-
OdpowiedzUsuńFajnie się zaczyna, a że uwielbiam JongKey, twoje opowiadanie to jedna z najlepszych perełek. Fajny pomysł, fajnie pisane. Tutaj Jongie wydaje się być troskliwy, lubię to :D
Cóż, szkoda, że trzeba czekać na kolejny pomysł. Przynajmniej nie było jak w Titanicu, tylko to bardziej taki przypadek Jacka Sparrowa, który został sam na wyspie (pomińmy fakt, że został wywalony ze statku... xD). Czekam na kolejną część i ciekawi mnie czym zaskoczysz w 5 rozdziale tak jak powiedziałaś :) dużo weny życzę!
Na kolejny rozdział*. Ten słownik mnie dobija. -,-
UsuńAch, może jeszcze - jeśli chcesz - usuń wpisywanie kodów przy komentarzach, bo sądzę, że to dla niektórych może być męczące i po prostu nie chce im się komentować ;) Albo ma się mało czytelników jak ja ;_;
Fajny rozdział :)
OdpowiedzUsuńKiedy coś wstawisz? ㅠ-ㅠ
Świetne opowiadania piszesz,kiedy następny rozdział?" :)
OdpowiedzUsuń