Kpop Fanfiction

„Dlaczego ludzie muszą być tak samotni? Jaki to ma sens? Na tym świecie żyją miliony ludzi; każdy z nich tęskni, szuka spełnienia u innych, a jednak się izoluje. Dlaczego? Czy Ziemia powstała tylko po to, by pielęgnować ludzką samotność?”?”

wtorek, 6 stycznia 2015

54. Exo Rozdział 11

^.~


Tego wieczora wszyscy(oprócz Tao i Krisa) siedzieliśmy w salonie. Rozmawialiśmy o głupotach. W sumie to oni rozmawiali. Ja głównie słuchałam, bo nie byłam zbyt rozmowna.
Byłam znudzona dopóki nieznajomy numer nie zadzwonił do mnie. Wtedy wszyscy się na mnie spojrzeli i czekali na to co zrobie. Troche niezręcznie jak dla mnie.
Zaakceptowałam połączenie i niepewnie powiedziałam:
-Halo?
Usłyszałam jak ktoś bierze wdech i mówi:
-Halo, tu Ricky. Byłem twoim sąsiadem, ale się szybko wyprowadziłaś, pamiętasz?
Zrobiło mi się gorąco i wyszłam na korytarz, tu było chłodno.
-Jesteś tam?
-Tak, tak pamiętam. Ale skąd masz mój numer?
-Dawałaś mi.
-Ach, tak!-przytaknęłam mimo, że nic takiego nie pamiętałam.
Usiadłam na szafce na buty.
-Słuchaj... Gdzie teraz mieszkasz?
Zdziwiłam się, że tak nagle do mnie zadzwonił. Nie sądziłam w ogóle, że będzie chciał utrzymywać kontakt. Miałam iść do tej samej szkoły co on, nawet do tej samej klasy.
A przez to wszystko kompletnie o nim zapomniałam. Czasami spędzaliśmy czas na jego podwórku.
-Ja... To długa historia... Za długa na telefon-westchnęłam.
-Czyli chcesz się spotkać?
-Hm... Tak. Wiesz gdzie jest szkoła Dareun Byeol? Niedaleko jest fajna kawiarnia.
-No kojarze, to kiedy? Jutro?
-Tak, pasuje Ci o szesnastej?
-Jasne-chyba był w dobrym humorze.
-Okej, to jesteśmy umówieni. Ja muszę już kończyć.
-Tylko nie zapomnij, pa~.
-Pa-powiedziałam i szybko się rozłączyłam.

  Kompletnie mnie zaskoczył. Po tym czasie odnawiać znajomość? W sumie, na pewno jeszcze wydarzy się więcej dziwnych zdarzeń.

  Zapisałam jego numer i wróciłam do salonu. Chłopcy znowu zaczęli się na mnie patrzeć. Mam nadzieję, że tego nie słyszeli. W końcu ile to ja mam już adoratorów...
-Kto dzwonił?-zapytał jak zwykle ciekawski Kai.
-Stary kolega-odpowiedziałam. Nie skłamałam, bo nic dobrego mi nie przyszło do głowy.
-CO?-wrzasnął Luhan.-Zadajesz się ze starymi facetami?
Trzeba być głupim, żeby to tak zrozumieć...
Na mojej twarzy pojawił się ironiczny uśmieszek.
-Stary czyli że kiedyś się z nim zadawałam. Nie o to chodzi, Luhan...
Chłopcy zaczęli się śmiać i wrócili do swoich dziwnych rozmów na temat niczego.

Następny dzień zleciał normalnie, ale bardzo się przedłużał do godziny szesnastej. Nie stroiłam się specjalnie, bo Ricky widział mnie nawet, kiedy to po przebudzeniu wychodziłam na dwór.
Przyszłam wcześniej i zamówiłam cappuccino. Gdy je dostałam zjawił się Ricky. Wstałam, a on mnie przytulił. Ja mu chciałam tylko podać dłoń na powitanie. Nie przypominałam sobie, że byliśmy ze sobą tak blisko.
W każdym razie, włosy zaczesywał teraz do góry przez co wyglądał na starszego. Wcześniej miał grzywke. A teraz wygląda lepiej, musze przyznać.
Zamówił to samo co ja.
-Wiesz, że wyglądasz lepiej niż przedtem?-Powiedział.-Trochę się zmieniłaś. Kiedyś nie dawałaś mi dojść do słowa~.
-No tak, ludzie się zmieniają..
Porozmawialiśmy jeszcze chwile o takich typowych sprawach, a później zadał to pytanie.
-Więc... Dlaczego się przeprowadziłaś?
Odpowiedziałam, że powiem mu na zewnątrz.
Wyszliśmy z kawiarni i poszliśmy do parku. Tak, tego gdzie byłam z Himchanem.
-A więc...-Zaczęłam.-Moja mama umarła, bo… Samochód ją potrącił-nie patrzyłam na niego, ale wiedziałam, że się mocno zdziwił.-No i wiesz... Nie wiadomo kto.
-CO?! To niedorzeczne-wręcz krzyknął. Pamiętam, że nasze mamy były koleżankami.
-I mam teraz nową rodzine. Widzisz tamto wyjście z parku?-wskazałam na odległy punkt.-Wychodzi na ulice na której mieszkam.
-Och, kojarze!-Zatrzymał się, a ja zrobiłam to samo. Spojrzał mi głęboko w oczy.
-__, naprawdę bardzo mi przykro i chciałbym żeby już wszystko było dobrze.
Uśmiechnęłam się mimowolnie.
Oparliśmy się o barierkę i obserwowaliśmy przez chwile rzeke w ciszy.
-Poszedłeś do tamtej szkoły?-Zapytałam.
-Mhm. Myślałem, że Ty też pójdziesz. Wiesz co? Nie podoba mi się tam i w tym miesiącu zmieniam szkołe. Jest tu niedaleko, Dareun Byeol.
Spojrzałam się na niego zdziwiona.
-A jaka klasa?-Zapytałam.
-Hmm, 1a.

...

-...to będziemy razem w klasie.
-Naprawdę? To wspaniale!-zaczął to przeżywać.-Chociaż i tak mieliśmy.
Uśmiechnęłam się miło do niego. Będzie dobrze.
Zbliżała się dziewiętnasta. Było już dość ciemno, więc wracaliśmy.
Rozgadałam się bardziej niż wcześniej.
Odprowadził mnie pod dom, znowu mnie przytulił i pożegnaliśmy się. Poszedł na autobus. Jeśli dobrze pamiętam to z 5-10 minut stąd.
Chyba dobrze mi to spotkanie zrobiło.
W domu zrobiłam sobie płatki i zjadłam w salonie oglądając przy tym telewizję.

Następnego dnia Hansol i Niel przyszli do nas z rana. Nie wiem dlaczego, ale to na pewno była sprawka Chanyeola lub Kai'a.
A ten drugi próbował zrobić śniadanie. Ale tylko próbował. Patelnia spadła na podłoge i rączka się obluzowała. Dobrze, że Tao i Kris tego nie widzieli. Moglibyśmy wziąć drugą patelnie, ale Kyungsoo uparł się przy tej i kazał ją naprawić...
Tak więc musiałam iść do garażu po śrubokręt. Ehh...
Jeszcze tam nie byłam.
Z korytarza weszłam na schody, które prowadziły jeszcze dalej... Nie wiedziałam czy moge tam pójść, ale chłopcy się nie niecierpliwili.
Przełknęłam śline i tam zeszłam. Tuż przy drzwiach był włącznik światła. Gdy to zobaczyłam szczęka mi opadła...
Najdroższe samochody świata!!! Było ich z pięć! Skąd oni mają tyle kasy?!
Oglądałam je wszystkie, ale tylko jeden przykuł moją uwage... A mianowicie Bugatti Veyron, czarny. Miał wgniecenie w środku, na masce...
Chyba nie chciałam tego zobaczyć...

środa, 31 grudnia 2014

53. *Wielki powrót*+ JRen

(A/N) Ile to mnie tu nie było. Przepraszam bardzo, ale nie miałam dostępu do internetu, a telefon był w naprawie... A i tak go nie naprawili. Będę miała dużo do przepisywania z telefonu, który co chwile się wyłącza.
Przepraszam i fighting!!!
Ale powracam jeszcze w tym roku! Czemu ludzie muszą strzelać fajerwerkami o 21?!

*JR*

Kolejny nudny dzień. Inaczej wyobrażałem sobie te wakacje. To dopiero drugi tydzień, a ja cały czas siedzę w domu. Dosłownie nigdzie nie wychodzę. Hm, chyba czas ruszyć dupe.
Zalogowałem się na facebooku. O, aż siedem powiadomień! Ciekawe co... Ach, połowa to tylko zaproszenia do gier! Nie nawidzę tego. Nie wchodzę na fb tylko po to, żeby grać w jakieś bańki! Reszta to tylko polubienia. Aron był dostępny, napisałem do niego.

hej

Hej, kiedy wyjdziesz ze swojej nory? Idziemy dziś z chłopakami do klubu. Idziesz z nami?

Jasne

Zaczynamy u mnie o 23 Czyli tak jak zawsze.

Napijemy się u niego żeby nie iść do klubu na 'sucho'; jak to powiedział Baekho. Aron, Baekho i Minhyun tworzą jakiś dziwny trójkąt, w który ja, nie chce wchodzić. Jestem hetero w stu procentach i nigdy to się nie zmieni. Jestem o tym wielce przekonany.

Dzień zleciał mi jak wczorajszy. Jadłem, surfowałem po internecie i oglądałem telewizję. Czas jest cenny. A ja go marnuję. Tymbardziej że wakacje wcale nie są takie długie. Dostaję coś do rąk, a ja pozwalam temu czemuś uciec. To marnotractwo; nie wykorzystuje tego w pełni. Później będę żałować, zdaję sobie z tego sprawe.
  Ubrałem swoje obcisłe, czarne spodnie, które uwydatniały mój tyłek. Te które tak lubi Aron. A do tego biała koszulka z podwiniętymi rękawami.
Co do włosów, postawiłem na artystyczny nieład. Tak wyglądałem bardzo męsko. Stu procentowy facet, który lubi laski i tylko laski. Żadnych facetów. Nie dam się przeciągnąć na tamtą stronę.

Wyszedłem z domu dziesięć minut przed dwudziestą trzecią. Było ciemno, mimo to, że miasto odżywało na nowo w nocy. Nocą było inne. Nie było uśmiechniętych ajumm, tylko wyzywające prostytuki. Sprzedawców zastępywali jacyś dilerzy. Pijacy walali się gdzieniegdzie na ulicy.
Noc jest pociągająca, magiczna. Ludzie, których spotykamy w nocy-nie.

Doszedłem do domu Arona w ciągu dziewięciu minut. Odczekałem jeszcze tą minute i zapukałem do drzwi. 
Jego posiadłość była piękna, o wiele lepsza od mojego skromnego mieszkanka. Ciekawe skąd ma tyle kasy. Na pewno nie jest męską dziwką lub striptizerem. Powiedziałby mi. Może.

Otworzył mi uśmiechnięty, ubrany cały na czarno, świetne wyczucie mody. Też się uśmiechnąłem. Kiedy widzę mojego przyjaciela, pijanego w trzy dupy, twarz sama mi się cieszy.
Oczywiście(jeszcze) nie jest pijany. No może jednego kielicha wypił.
Słyszę rozmowe i chichoty chłopaków. Aron objął mnie, wprowadził do środka, zamknął drzwi kopniakiem i poszliśmy do salony, gdzie chłopcy pili. Powiedziałem "Cześć" i usiadłem na kanapie.
W sumie wypiłem trzy mocne kielichy. Zaczęło mi szumieć w głowie, ale ignorowałem to. Postanowiłem się zabawić. Tyle dni siedziałem w mieszkaniu, pora się wyszaleć i niczego nie żałować.
Drzwi wywalić okna wstawić, heh.
W końcu są wakacje. Wyszliśmy z domu o pół do dwunastej. Chłopcy wybierali klub, bałem się trochę. Kolejny klub dla geji? Nie mam ochoty iść do takiego. Nie znowu! Pamiętam jak mnie raz do takiego zabrali. Och, ile facetów się lubieżnie na mnie gapiło! Gdybym stamtąd nie uciekł , pewnie zgwałciliby mnie. Na sucho.
Szliśmy w nieznanym dla mnie kierunku. I do tego było ciemno jak w dupie, straciłem orientację. Po paru minutowym spacerze pomiędzy budynkami, stanęliśmy przed klubem.
Szyld był różowy, a nazwa mi wiele nie podpowiadała. Słyszałem głośną k-popową muzyke. Aron zapłacił za wszystkich i weszliśmy do środka.
Do moich nozdrzy od razu dotarł zapach kobiecych perfum, alkoholu i spoconych ciał.
Zdziwiłem się-kobiece perfumy?
Rozejrzałem się dokoła. Klub ze striptizerkami. Aron, nareszcie dobry wybór!!! Chociaż raz! Byłem szczęśliwy jak biedak, który dostał pare drobnych na chleb.
Chłopcy rozeszli się w swoje strony, chyba byli tu bywalcami. Nie wiem, przecież są gejami...

Zauważyłem, że tancerka miała dziwne nogi, kelnerka nie miała wcięcia w talii, a jakaś dziewczyna, która zabawiała klientów, miała monobrew. W sumie, te dziewczyny nie są zbyt urodziwe. Przez to trochę posmutniałem. W takich klubach powinny być ładne dziewczyny, a nie takie, które wyglądają jak mężczyźni! Ci, którzy je zatrudnili na pewno są ślepi. Poszedłem do baru żeby zapomnieć o moim rozczarowaniu. Obsłużył mnie facet(o dziwo!). Zacząłem sączyć mojego drinka i przyglądać się mu. Miał na sobie bardzo obcisłe spodnie(chyba zobaczyłem przez materiał jego przyrodzenie!). Włosy miał przylizane, chyba był gejem, ale nie moge wierzyć pozorom. Nie chce go oceniać po wyglądzie. Uśmiechał się do półgębkiem, gdy go tak obserwowałem. W oddali dostrzegam Arona. Jakaś blondynka pindrzy się przed nim, a mu się to podoba. Ten babsztyl jest brzydki, ma wielkie barki. Czemu on tego nie dostrzega?! Chyba musi być dobra w łóżku, że nie zwraca uwagi na jej wygląd.
Zaraz, mówię jakbym był zazdrosny!
-Co tu robisz sam?-usłyszałem po mojej prawej stronie. Ten głos na pewno należał do kobiety! Byłem o tym przekonany. Był słodki jak miód, ale nie był piskliwy. Był przesycony seksapilem, pewnie tu pracuję.
Ten głos był tak piękny, że od razu zapragnąłem go słuchać codziennie. Słuchałbym go od rana do wieczora. Pewnie właścicielka tego głosu też musi być piękna! A co jak nie? Co jak ma monobrew, niezgrabne nogi lub szerokie bary? Hm, może za to jest inteligentna? Nie, skoro tutaj pracuje... Może jednak szczęście mi dopiszę i trafi mi się ładna laska, nie taka jak laska Arona? Odwróciłem się powoli na obrotowym krześle. Zobaczyłem ją i osłupiałem. Przede mną stał prawdziwy anioł! Uśmiechała się do mnie, nie wiem czym sobie zasłużyłem na tak piękny uśmiech! I był tylko dla mnie, bo nie widziałem nikogo innego wokół. Usta podkreśliła różową szminką, a oczy eyelinerem. Były czarne, skrywały w sobie tajemnice. Jej skóra była strasznie biała, pewnie zazdrości jej wiele dziewczyn. Miała włosy do ramion, jasny blond.
A jej sylwetka...cudna. Nogi były uroczo krzywe(tylko trochę). Na sobie miała czarną bluzkę z wyciętym tyłem(co zobaczyłem dopiero później) i białe szory przez, które prawie widziałem jej pośladki. Miała buty na obcasie, ale i tak była niższa ode mnie.
A jej spojrzenie zdawało się mówić "Bierz mnie i gwałć"; choć nie wiem, nie umiem czytać ze spojrzenia. Była interesująca, pociągająca i magiczna-czyli jak noc. Zapragnąłem jej całym swoim umysłem i ciałem. Usiadła na krześle obok. Poruszała się z gracją, jej ruchy były naturalne i zdecydowane.
-Ja tu...-Zacząłem.-Znaczy...Jak się nazywasz?
-Mówią na mnie Min. Napijemy się czegoś razem?-zaproponowała.
  Jej imię było krótkie i ładne. Zaskoczyło mnie to, że nie zapytała o moje, ale pewnie od razu chciała przejść do rzeczy. Przyjąłem ofertę. Barman nalał alkoholu do kieliszków, spoglądając przy tym na Min. Szybko to wypiliśmy, a potem, Min zaciągnęła mnie w głąb pomieszczenia. Przylgnęła do mnie. Kątem oka spojrzałem w miejsce, gdzie wcześniej siedział Aron. Teraz go tam nie ma. Hm, pewnie była chętna. Powodzenia, przyjacielu.
Po drugiej stronie sali dostrzegłem Baekho. Koło niego siedziała szczupła szatynka, trochę brzydsza od Min. Nie chodzi o to, że jest brzydka-jest ładna, ale na drugim miejscu. Na pierwszym jest Min. Nigdy nie widziałem piękniejszej kobiety od niej. Zaczęła mnie całować. Podobało mi się to lecz po chwili zaczęło mi szumieć w głowie. Najpierw zobaczyłem mroczki przed oczami, ale nie zaprzestaliśmy czynności, którą wykonywaliśmy. Później straciłem świadomość.

   Obudziłem się w swoim łóżku, cudownie wypoczęty. Byłem w samych bokserkach czyli tak jak zawsze sypiam.  Ktoś krzątał się w kuchni. Hm, czy to Aron? Poszedłem to sprawdzić.
Osłupiałem.
To była Min! Jak my tu przyszliśmy? Czy my... robiliśmy to co robią ze sobą mąż i żona?! Boże, ja nic nie pamiętam!
Zrobiła śniadanie, teraz parzy kawę.  Tak jakbyśmy byli małżeństwem! Jest taka kochana! Kiedy mnie zauważyła, odsunęła krzesło i tym zachęciła mnie do usiąścia przy stole. Hm, najpierw pora na jedzenie, później na wyjaśnienia. Ubrana był tak samo, tylko teraz była bez makijażu. Jest naturalnie piękna, wygląda tak samo ładnie z makijażem i bez.  Nic nie jadła.
-Czy Ty możesz chodzić po pracy do swoich k-klientów?-zapytałem po skończonym posiłku.
-Jestem tam najlep...sza. Moge robić co chce i nie muszę iść z klientem do łóżka jeśli nie chce.
  Hm, czyli jest dobra. Nadal nie pamiętam co się wczoraj stało. Byłem pijany czy dostałem tabletke gwałtu? Jak tu przyszliśmy?
-Szef kazał mi się tobą zająć, a ty... spodobałeś mi się. W twoim portfelu... Sprawdziłam adres, nie martw się nic nie zniknęło.
   Sprytna jest. No znalazłem kobiete idealną!  Ze święcą takiej szukać! Min została jeszcze pare godzin u mnie i lepiej się poznaliśmy. Nie przeszkadzało mi to, że jest... No wiecie kim. Wydała mi się bardzo inteligentna, więc nie wiem czemu pracuje w takim miejscu.

   Spotkaliśmy się z 7 razy zanim zaczęliśmy ze sobą być na poważnie. Czułem się najszczęliwszym facetem pod słońcem.
Było nam ze sobą dobrze. Bardzo mocno się pokochaliśmy, uzupełnialiśmy się. Spędzaliśmy ze sobą bardzo dużo czasu, w dzień i w nocy. Oczywiście nie doszło między nami do tego co robią ze sobą mąż i żona. Była wspaniałą dziewczyną, ale nie łatwą. Połowe miesiąca przed zakończeniem wakacji zaproponowałem wyjazd w góry. Min się zgodziła, ale pod jednym warunkiem-będziemy spać w osobnych pokojach. Zdziwiłem się, ale wyraziłem zgodę na jej warunki. Może ma jakiś uraz przez ten klub?

  Dotarliśmy do naszego domku w górach po jakiś kilku godzinach. Min zakazała mi wchodzić do jej pokoju. Wcale nie próbowałem się do niej dobierać, ale cóż...
  Było trochę późno więć poszliśmy spać. W łóżku, przez godzinę walczyłem z wielką pokusą. Ale nie mogę złamać obietnicy. Zasnąłem.

   Obudziłem się wcześniej niż planowaliśmy. Podszedłem do drzwi Min-śpi. Teraz pokusa była największa. Tylko zerkne i nawet się nie obudzi!
Otworzyłem drzwi, nie wydając przy tym jakiegokolwiek dźwięku i osłupiałem.
Tam leżał stanik, tam wkładki żelowe(?!); a na szafce była... peruka. Przyjrzałem się jej. To jest facet! Jak ona mo... znaczy się, on!
   Wybiegłem stamtąd z głośnym hukiem, przez co Min(ciekawe czy to jej prawdziwe imię?) obudziła się. Zamknąłem się w swoim pokoju. Przespałem się godzinę, a później przemyślałem to wszystko.
Czemu mi nie powiedział, bał się odrzucenia?
Kocham ją.
Go.
Ważniejsze jest to, co do niego czuję. Teraz już nie zważam na płeć. Tak, zostane dla niego gejem!
Poszedłem do małej kuchni, gdzie Min przygotowywał śniadanie.
-Wytłumaczysz mi to?-zaproponowałem.
-Ja... nie chciałem żeby to wszystko tak wyszło. Ten klub, to klub transwestytów.-Moje oczy stały się wielkie jak talerz z którego jadłem.Jak mogłem tego nie zauważyć?!-Ty o tym nie wiedziałeś. Traktowałeś mnie jak dziewczyne więc udawałem ją. Naprawdę nazywam się Minki, a w klubie mówią na mnie Ren. Ja... naprawdę cię kocham. Jeśli już nie chcesz ze mną być, ja to zrozumiem.
  Usiadłem koło niego i mocno objąłem ramieniem, co go zdziwiło. Zacząłem się śmiać, a on, dołączył do mnie i przytulił się tak, że stykaliśmy się policzkami.
-Kocham Cię.-Wyszeptałem mu do ucha i zaczęliśmy się całować tak namiętnie jak nigdy. Wziąłem go na ręcę i zaniosłem do mojego pokoju. Moge powiedzieć tylko dwie rzeczy-seks z facetem jest niezwykły, a Ren w tych rzeczach jest najlepszy.

  Wkrótce potem Minki znalazł nową pracę, a dziś mija rok odkąd jesteśmy razem...
2014.12.31 22:54

poniedziałek, 30 czerwca 2014

52. Lost-Wyjaśnienie JongKey Rozdział 2

Przepraszam, że ostatni post był taki pokręcony. Przy czymś dłuższym mam problemy techniczne ;(.
Następny rozdział będzie ciut dłuższy, a w piątym się trochę zdziwicie 8).

*Le Key*

  Obudziły mnie skrzeczenie mew i lekka bryza. Była bardzo orzeźwiająca. Leżałem tak sobie z zamkniętymi oczami.
Poczułem, że moje ubranie jest wilgotne. Ale jak? Przecież nie wchodziłem do wody. Ale jednak. Dźwignąłem się na dłonie z zakmniętymi oczami i wtedy poczułem coś dziwnego. A może innego?
W każdym razie, to nie mógł być statek. To co wyczułem pod moimi dłońmi to niewątpliwie piasek.
Otworzyłem oczy i wtedy zobaczyłem plaże. Leżałem na niej, a przede mną rozpościerało się morze. Czy ja coś brałem? To sen, na pewno.
Zamknąłem oczy i znowu położyłem się na piasku. Za chwilę będę na statku, przecież to się nie dzieję naprawdę.
Minęła minuta, dwie, pięć. I nadał byłem tam byłem. Jeśli to nie sen, to jak się tu znalazłem? Otworzyłem szeroko oczy i wciągnąłem trochę powietrza. To jest zbyt realne żeby było snem.
Nagle, tuż nade mną zobaczyłem go. Wyglądał jak jakiś tarzan-ale miał ubranie. Też był realny.
-Nareszcie się obudziłeś!
Usiadłem po turecku, on też usiadł przede mną. Co u diabła ja tu robię?
-Wiesz...-Zacząłem.-Myślałem, że to jakiś sen lub coś, ale to się dzieję naprawdę. Co się stało?
Kiedy go o to zapytałem, jego oczy posmutniały, a wzrok powędrował gdzie indziej. Nie spieszył się z odpowiedzią więc ciągnąłem dalej:
-Pamiętam, że płynęliśmy statkiem i nagle ty do mnie podszedłeś. Usłyszeliśmy huk, uderzyłem się i-i... W tym momencie pamięć mi się urywa. Co się stało?
Powtórzyłem pytanie, ale on nadal wpatrywał się w jakąś pustkę. Ująłem jego brodę, spojrzałem głęboko w oczy i zapytałem znowu:
-Powiesz mi co się stało czy nie?
Ten z ociąganiem zaczął swoją opowieść.
-To może zacznijmy od początku. Nazywam się Kim Jonghyun, a ty?
-Kim Kibum.
-Ładnie. No i cały dzień łaziłem po tym statku żeby cię znaleźć, ale nic z tego. Czułem jakbyśmy się mijali...-Tak było. Jonghyun zatrzymał się i nabrał trochę powietrza by po chwili kontynuować.-No i w końcu zauważyłem ciebie jak się opierałeś o barierkę i patrzałeś na morze. Podszedłem do ciebie i już chciałem coś powiedzieć, ale usłyszeliśmy przeraźliwy huk. I wtedy, statek prawdopodobnie o coś uderzył, nie jestem pewien co dokładnie się stało. Następnie było to uderzenie, złapałem się barierki i nie upadłem, ale ty się o nią uderzyłeś i zemdlałeś. Dlatego nic nie pamiętasz. Zrozumiałem, że statek się topi. Trochę ludzi biegało jak oszalałe, a reszta pewnie spała, bo była nawet późno. Wziąłem ciebie na plecy i gdy statek był już prawie pod wodą, uczepiłem się jakiś desek i płynąłem aż dotarłem tutaj. Wszyscy zaginęli oprócz nas-tym zdaniem zakończył swoją opowieść. Nie mogłem powstrzymać emocji i z moich oczu poleciały łzy. Przytuliłem go mocno.
-Jestem ci bardzo wdzięczny, gdyby nie ty, skończyłbym z tymi ludźmi na dnie. To że mógłbym tak skończyć...Zemdleć i utopić się...To żałosne.
-Znalazłem trochę przydatnych rzeczy na brzegu. Pewnie fale je tu przyniosły.
   Wziąłem się w garść i otarłem łzy. Kim Kibum, jesteś facetem.
-Musimy najpierw zrobić szałas-oznajmiłem.
-Wiem. Mam już trochę gałęzi i liści.
Poszliśmy do miejsca, które wybrał na obozowisko. Nie było daleko i ku mojej uciesze, niedaleko było źródełko z wodą, która nadawała się do picia.
Po niepełnej godzinie zbudowaliśmy szałas. Był na solidnej gałęzi metr nad ziemią. Miał ściany i daszek z liści. Było wystarczająco miejsca dla nas obu i jeszcze innych rzeczy. I było przytulnie. Przyniósł tu dwa noże, które zapewne znalazł na brzegu. Były bardzo przydatne. 
Przeszliśmy się trochę i znaleźliśmy rzekę. Były w niej ryby.
Musieliśmy bardzo uważać na stopy. Nie wiedzieliśmy jakie licho może się czaić, żeby nas ugryźć.
Pobyt tutaj wydawał mi się tu przerażający. Jak ja tu przetrwam chociaż tydzień?
Z drugiej strony był pociągający. Ja i przystojny kochanek na bezludnej wyspie.
Kibum, stop. Najpierw przetrwaj. Nieważne jak seksowny jest Jonghyun, myśl trzeźwo.

Wieczór spędziłem na plaży, wpatrując się w morze. Zdałem sobie sprawę jakie życie jest ulotne. Wszyscy zginęli oprócz nas... To był cud, jestem szczęściarzem. Nie mogłem sobie zdać z tego sprawy. Tyle osób... A może oni nie zasługiwali na śmierć, tylko ja? Tam było tyle małych dzieci... Nadal widzę ich roześmiane twarze i ich matki, biegnące za nimi.
Pomyślałem o Jinkim. Och jakie on ma szczęście, że ma chorobę morską! W tej chwili też chciałbym ją mieć. Wtedy bym tu się nie znajdował. Pewnie się nie domyśla jaki spotkał mnie los!
Ciepły oddech owiał moją szyję. Jonghyun przyszedł. Poczułem jego silne ramię na moich plecach, objął mnie.
-Jest późno, nie boisz się tu być sam? Wracajmy do obozowiska, musimy się przespać.
Zrobiłem tak jak powiedział.

niedziela, 29 czerwca 2014

51. Rozpoznajesz mnie? (Taoris)

(A/N) Ale będę się nudzić w te wakacje. Nie będę tu pieprzyć, że mam więcej czasu, o mam go tyle samo i już wszystko zależy od lenistwa. *Le Kris* Tao znam już niepełny rok. Trudno mi powiedzieć, poczułem do niego coś więcej. Nie wiem czemu nie zdradziłem mu tego co czuję. To ja-unikam nowych dla mnie sytuacji, przez co żałuję. Czasami nawet bardzo. Tao-brzoskwinia, bo takie jest znaczenie jego imienia, mieszkał w tym samym mieście co ja. Mimo tego, nigdy nie spotkałem się z nim w cztery oczy. Poznałem się z nim w sieci, na internecie. Studiował medycynę w Kanadzie. Może to głupie, ale ja naprawdę coś do niego poczułem. Jeszcze głupsze było odrzucenie jego uczuć. Wyznał mi miłość, ale ja,bojącysię nowych sytuacji, odrzuciłem je. Nigdy się nie spotkaliśmy. Było wiele okazji do tego, ale nie. Zawsze gdy proponował spotkanie, odrzucałem zaproszenie. Byłem cholernie nieśmiały już od dziecka. I to była moja największa wada...Ale i tak nie mogłem nic z tym zrobić. Gdy się poznaliśmy, nie sądziłem, że ta osoba tak bardzo zmieni bieg mojego życia. Nawet nie liczyłem na to, że ta znajomość przetrwa tydzień. Ba! A co dopiero miesiąc. Rozmawialiśmy i pisaliśmy ze sobą codziennie, ale nadal jako przyjaciele. Rozmawialiśmy ze sobą intymniej niż kochankowie. Czasami dzwonił do mnie w środku nocy, po jakąś radę, a ja starałem mu udzielić sensownej odpowiedzi. Widzieliśmy się tylko raz, właściwie to przez przypadek, a i tak nie stanęliśmy przed sobą bezpośrednio. Byłem w galerii handlowej, kupiłem sobie nowe ciuchy i takie tam. Udało mi się wyprosić bliskiego kolegę, by ze mną poszedł. Dlatego nie musiałem iść sam. Zapewniał mi towarzystwo i doradzał przy wyborze ciuchów. Lepiej jest iść z kimś niż samemu. Kiedyś, gdy sam poszedłem na zakupy, t-shirt, który zakupiłem był inny w sklepie i w domu. No i wylądował w czeluściach mojej szafy, nigdy jej nie ubrałem. Do tego jest z kim porozmawiać. Po zakupach, czekaliśmy w metrze pogrążeni we własnych myślach. Gdy nadjechał pociąg(?), YiXing zamiast wsiąść, patrzył się na na coś po jego prawej stronie. Wepchnąłem go na chama do środka i nadal zachowałem milczenie. Gdy drzwi się zamknęły, wydusił z siebie te słowa: -Czy to nie był ten Tao? Chińczyk? Mówiłem mu o nim dużo. Oczywiście pominąłem to, co do niego czuję. Już zaczęliśmy odjeżdżać, gdy spojrzałem przez okno. To on. Stał i wpatrywał się w odjeżdżający pociąg(?), ale nasze spojrzenia się nie spotkały. -Tak, to był on-wysapałem do YiXinga. Dalszą podróż spędziliśmy w milczeniu. Przed wakacjami totalnie spieprzyłem sprawę. Pokłóciliśmy się i to bardzo. Kiedy wreszcie się pogodziliśmy, on wyjechał... Na zawsze wrócił do Chin. Czułem pustkę. Było mi z tym źle. Popełniłem straszny błąd, nie mówiąc mu o tym co czuję. Po około 2 tygodniach, wyjechałem do QingDao i wynająłem małe mieszkanko. Szybko znalazłem dobrze płatną pracę. Na początku byłem skupiony na mieszkaniu i pracy, ale później, musiałem zrobić to, po co tu przyjechałem-odnaleźć Tao. Nie mieliśmy ze sobą kontaktu, więc to graniczyło z cudem. Ale musiałem spróbować. Tak więc, codziennie chodziłem w miejsca o których opowiadał mi Tao i w miejsca w które mógł pójść. Trwało to przez dziewięć lat. Miałem wrażenie, że codziennie się mijamy, ale nadal nie traciłem nadziei. W między czasie zacząłem pracować jako strażak. Często jeździliśmy na miejsca wypadków, pomagaliśmy ludziom itp. Poświęcaliśmy swoje życia, by im pomagać. Ja czasami bardziej. Tym razem byłem bardzo zmęczony i nie zauważyłem deski, która mnie uderzyła w głowę. Zemdlałem. Obudziłem się w szpitalu, paru ludzi odetchnęło z ulgą, gdy otworzyłem oczy. W tym Wang kolega z pracy, pielęgniarka i jacyś lekarze. Obraz mi się rozmazywał i znowu zasnąłem. Nie wiem o której się obudziłem, ale koło mnie nikogo nie było. Chciałem stąd wyjść. Odpiąłem wszystkie urządzenia do których byłem podpięty i wstałem z łóżka szpitalnego. Przez gwałtowne wstanie, zakręciło mi się w głowie i upadłem. Przewróciłem się na plecy i tak sobie patrzyłem na sufit. Byłem wycieńczony, nie miałem nawet siły by się podnieść i wrócić do tego łóżka. Wyglądało to tak, jakbym czekał na śmierć. Ile to już tak leże? Dwie minuty? Pięć? Nareszcie przyszedł lekarz. Trochę na mnie nakrzyczał, ale w końcu zaniósł mnie do łóżka. Był cholernie silny, skoro uniósł takiego byka jak ja. Znowu podpiał te wszystkie urządzenia. Jaki on opiekuńczy, naprawdę. Rankiem obudziłem się trochę bardziej wypoczęty. Wyszedłem na korytarz. Mijali mnie starsi i młodsi ludzie, zdrowsi i bardziej chorzy. W tym miejscu ratowali ludzi. Ja też to robiłem, ale w trochę inny sposób. Teraz jestem zupełnie bezużyteczny, do czasu kiedy wyzdrowieję. Nagle usłyszałem za sobą głos tego doktora: -Co ty tu robisz? Powinieneś odpoczywać, inaczej nigdy stąd nie wyjdziesz! Nie podobało mi się to jego rozkazywanie, ale wiedziałem, że robi to dla mojego dobra. Gdy go mijałem, potajemnie spojrzałem na plakietkę na jego kitlu(x'D). Nazywał się Edison Hu. Co to za amerykańskie imię, przecież jest chińczykiem? Może studiował w Ameryce. W sumie co mnie to obchodzi? W tym szpitalu nudziłem się jak nigdy, aż w końcu zasnąłem. Obudziłem się następnego dnia rano. Naprawdę świetnie się czułem. Jeszcze tego samego dnia wypisali mnie ze szpitala. Szedłem wolno, nie spieszyło mi się do wyjścia. Wzrokiem żegnałem się ze wszystkimi przedmiotami, pielęgniarkami, pacjentami... W pewnym momencie, do szpitala, przywieziono jakiegoś obcokrajowca, bardzo bolał go brzuch. Pielęgniarki od razy go obskoczyły, po chwili, przyszedł lekarz, ten sam co zajmował się mną. -To ty, Huang ZiTao?-Pacjent niespodziewanie krzyknął, jakby zapomniał już o bólu.-Pamiętasz mnie? Uczyłem cię na studiach! Edison nie odpowiadał. Powoli przeniosłem spojrzenie na jego twarz. On zrobił to samo i nasze spojrzenia się skrzyżowały. Pacjent szarpał go za rękaw, ale ten nie reagował. Kiedy pielęgniarki przywołały go do porządku, ja wyszedłem stamtąd. Nie wiedziałem co mam zrobić, w mojej głowie panowała burza jak na polu ryżowym. Huang ZiTao... To imię tak wiele mi mówiło... Jak mogłem go nie rozpoznać?! Zmienił się i to bardzo. Miał teraz blond włosy, jaśniejszą skórę, był bardziej umięśniony... Jego oczy nie były tak roześmiane jak kiedyś, twarz nabrała poważnego wyrazu. Wyglądał zupełnie inaczej niż dziewięć lat temu, nie dziwie się, że go nie poznałem. Nawet głos miał bardziej męski. Ale ja, pomimo upływu tylu lat, nie zmieniłem się. Oczywiście zyskałem trochę odwagi, co było konieczne w moim zawodzie. Tyle że... On mnie rozpoznał, tylko czemu nic nie powiedział? Pewnie już dawno o mnie zapomniał i nie zaprzątał sobie mną głowy. Czułem się tak jakby ktoś mną wstrząsnął i wszystkie moje organy były na złym miejscu. Po paru dniach powróciłem do pracy. Dostaliśmy zlecenie, doszło do wypadku samochodowego. Szybko przyjechaliśmy. Kobieta była cała we krwi, ale miała puls. Pojechałem z nią do szpitala, czasami bywałem tam ze względu na niektóre wypadki. Gdy weszliśmy do niego, zobaczyłem Tao. Odrazu zerwał się, razem z pielęgniarkami, żeby pomóc pacjentce. Był tak przejęty, że mnie nie zauważył. Obserwowałem go z pewnej odległości oparty o ścianę. Wszystko wykonywał starannie, szybko i dobrze. Tak za nim tęskniłem, codziennie go szukałem... A teraz stoję i wpatruję się w niego. Jestem pewny, że to on, wiem to. On też to wie. Mimo tego...I tak zachowujemy się jakbyśmy nigdy się znali. To rozrywało mnie od środka. Po paru minutach współpracownik zawołał mnie. I wtedy Tao(a może Edison?) spojrzał się na mnie, ale już musiałem wychodzić. W szpitalu bywałem mniej więcej co dwa dni, czasami częściej. I ciągle wpadałem na Tao. Gdy udawał obojętność przede mną, czułem jakby rozszarpywali moje wnętrzności. Dzisiaj dostaliśmy poważniejsze zadanie. Paliło się mieszkanie, a w nim przebywało dziecko. Musieliśmy się spieszyć. Gdy przyjechaliśmy, płomień zdawał się zjadać dom. Szybko wkroczyliśmy do akcji i zaczęliśmy gasić płomienie przy drzwiach. Wszedłem do środka, musiałem poszukać tego dziecka. Nie wiem czy to było dobre posunięcie. Na dole go nie było, nie było też dużo dymu. Przeszłem parę schodków, gdy nagle do moich nozdrzy, dostał się duszący zapach dymu. Zakryłem nos i usta i wtedy stanąłem na złym schodku. Złamał się, przez co upadłem i zemdlałem. Obudziłem się w szpitalu, mocne światło mnie oślepiło i zakryłem oczy ramieniem. Chciałem usiąść, ale nie miałem wystarczająco sił by się podnieść. Tak jakby wyssali ze mnie całą energię. I wtedy przypomniałem sobie co się stało. Zerwałem się na równe nogi, co było złym posunięciem. Dostałem zawrotu głowu i wypadłem z łóżka. Ale nie upadłem. Ktoś mnie w porę przytrzymał. Czyjeś silne ramiona czule i ostrożnie objęły mnie jakby bały się, że rozbiję się na podłodze niczym porcelanowa lalka. Spojrzałem na niego, to był on... Edison Hu. W swoim białym kitlu(xD) wyglądał na wiele poważniejszego. Momentalnie się do niego przytuliłem, ale ten mnie odrzucił i położył znowu do łóżka. Moje serce pękło na małe kawałeczki, które rozsypały się po całym pokoju. On na pewno mnie nie już nie chciał. Po co robiłem sobię nadzieję? Jestem okropny. Ale w sumie, nie powiedział mi tego wprost, że nie chce mnie znać. Resztkami sił, wybiegłem na korytarz. Podążyłem za nim. -Tao!-krzyknąłem.-Tao, stój! Ten gdy to usłyszał, zatrzymał się, ale nie odwrócił się. Podeszłem do niego i uczepiłem się jego ramienia. -Tao, myślisz że cię już nie kocham? Jak myślisz, co tu robię? Dziewięć lat cię tu szukam! Wreszcie cię odnalazłem, a ty mi nic nie powiesz! -A kto mnie wtedy odrzucił? Jak myślisz, czemu teraz się do ciebie nie odzywałem? -Tao, to był mój błąd! Wyjechałem tu za tobą i wreszcie cię znalazłem! Wybacz mi! Tao objął mnie i zatonąłem w jego uścisku. Znowu byliśmy razem. Ale to nie było takie łatwe. Najpierw musieliśmy pozbyć się jego faceta. Nazywał się Oh Sehun i był od Tao trochę młodszy. Naprawdę go nie kochał i był jego 'kołem zapasowym' kiedy tylko chciał seksu. Przez cały czas myślał o mnie i chciał mnie zobaczyć, ale to nie było takie łatwe. Uwierzyłem, bo mu ufałem. Kiedy wreszcie ten młody się wreszcie wyniósł, ja się wprowadziłem. Szkoda mi go było, ale go nie przygarnę. Czułbym się na jego miejscu poniżony. I to bardzo. Ale takie jest życie, co mogę jeszcze powiedzieć? Wprowadziłem się do niego, było nam razem cudownie. Mieliśmy trochę mało czasu dla siebie przez pracę, ale w końcu, po 4 latach bycia razem, przyzwyczailiśmy się...

piątek, 27 czerwca 2014

50. JongKey Rozdział 1

(A/N) Zaczęłam pisać w poniedziałek i już mam 4 rozdziały, heh. Za dużo 'Nagiego Instynktu Przetrwania' na Discovery Channel xD. Przepraszam, że takie krótkie, ale nie wiedziałam jak się bardziej rozpisać i nie chciałam odrazu zdradzać co się stanie >.<.
Udanych wakacji, enjoy!

*Le Key*

Tak bardzo wyczekiwałem dzisiejszego dnia. No i nareszcie się doczekałem!
Dzisiaj wyruszałem w rejs eskluzywnym statkiem. Nigdy wcześniej nie płynąłem statkiem, dlatego byłem bardzo podekstcytowany. Ciekawe co może mnie spotkać! I ile mogę zawrzeć nowych znajomości! Szkoda że nie pojedzie ze mną mój przyjaciel Jinki-ma chorobę morską. Na początku nad tym ubolewałem, ale w końcu, przyjąłem to do świadomości.
Na pewno kogoś tam poznam, to już nie będę samotny.
Rejs miał trwać około jeden i pół tygodnia. Już dawno się spakowałem, więc teraz już tylko odliczałem godziny do odpływu.
Wziąłem swoją czarną walizeczkę i pojechałem do portu.

Byłem już na statku, odpływaliśmy. Podziwiałem oddalający się port, oparty o barierkę, dopóki całkowicie nie zniknął z mojego pola widzenia. Było już późne popołudnie co dodawało pewnej atmosfery. Powietrze było gęste i ciepłe. Morze zdawało się szeptać moje imię. Byłem w białej, przewiewnej koszuli.
Hmm, chyba pójdę napić się jakiegoś drinka-pomyślałem.
Przy barze było dużo ludzi, ale ja zwróciłem uwagę tylko na jednego osobnika...
Był bardzo umięśniony i wyglądał na bardzo pewnego siebie. Jednak w jego oczach nie ujrzałem pewności.
Wyglądał na trochę nieporadnego i nieśmiałego, co mi się spodobało.
W pewnej chwili, chłopak poszedł, ale przedtem, przeszedł koło mnie. Posłałem mu szarmancki uśmieszek. On też to odwzajemnił. Kiedy przeszedł obejrzałem się za nim i...Wow, co za tyłek!
Mocno się powstrzymałem, żeby go nie klepnąć. Och, jak ja bym chciał zbadać te niezwiedzone miejsca!
Ale w sumie...Chłopak wyglądał na niedostępnego i skrytego w sobie. Ale i tak go pożądałem. Nie wiem ile mi zajmie uwiedzenie go, ale muszę to zrobić przed końcem rejsu!

Następnego dnia, wieczorem, spacerowałem po statku. Lekki wiaterek rozwiewał moje włosy.
Dzisiejszego dnia ani razu nie zobaczyłem tego chłopaka. A byłem w każdym możliwym miejscu po parę razy. I nic!
Wodziłem wzrokiem po wodzie, która otaczała nas ze wszystkich stron. Fale znowu szeptały moje imię. Kilka mew podążało za statkiem. Stałem oparty o barierkę aż do zmroku.
Usłyszałem jakieś kroki po mojej lewej stronie więc odrwóciłem głowę by zobaczyć kto to. To był on...
Znowu zacząłem patrzeć się na fale, może nie zauważył, że to ja. Spojrzeć na niego znowu? Tak czy nie? To silniejsze ode mnie!
Gdy znowu się obejrzałem, on był tuż koło mnie! Ujrzałem jego uśmieszek, lekko igrający ze mną. Też chciałem odwzajemnić uśmiech, ale usłyszeliśmy huk, który prawie nas ogłuszył. Rozejrzałem się wokoło w celu zlokalizowania miejsca huku, ale wtedy odrzuciło mnie do tyłu. Uderzyłem głową o barierkę, a później przywitałem się z ziemią.
Zemdlałem.

środa, 25 czerwca 2014

49. Białe Kłamstwa R3

*Poprzedni rozdział*

Wciąż nie mogę zdać sobie sprawy, że widziałam moich dwóch biasów! Kto wie, co się stanie, jeśli zobaczę SHINee!?! Niech to szlag!
Ogarnęłam się i wyszłam z łazienki... Zbadałam cały budynek SME... Boże, jaki on wielki! Gdybym się tu zgubiła nie narzekałabym. Potem weszłam do  znajomego miejsca...

To była sala do tańca SHINee! Gdzie nakręcili wersję taneczną Lucifera!! Matko! Trzeba...to jakoś upamiętnić.Wyjęłam telefon i zrobiłam sobie zdjęcia z salą w tle...Głupie myśli powróciły do ​​mojej głowy... Spojrzałam czy nikogo nie ma w pobliżu. Zamknąłem drzwi i włączyłam  "Lucifer" na moim telefonie i zaczęłam tańczyć do niej, biorąc miejsce Minho ..

Neoui nunbichi nal sarojabda nali jinalsurok nalkaroweojyeotda Neoeui jibchake jichyeotda manhi eotda mame Piga Nanda Na sseureojil Jjeum doimyeon dagawaseo cheonsagati "Saranghae" ral mal Nu ga jinjja neoyeotneunji aldagado haetgallige mandeunda

Trzask.. Odwróciłam się, aby zobaczyć...

KIM Jonghyun!! Święta Boża Rodzicielko! Jest taki HAWT! Z tymi ramionami...OMAYGAD On...on mnie zobaczył, gdy tańczyłam...

Zobaczył jak TAŃCZĘ!! Ukłoniłam się i uciekłam...wpadając na inną osobę .. Spojrzałam do góry...To był Key!!! och Boże zabij mnie teraz!! Ukłoniłam się i odszedłam szybko.

OMAYAGAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!! ZABIĆ MNIE! TERAZ!! KIM Jonghyun zobaczył jak tańczę!! MOJE życie jest zrujnowane! Moja reputacja jest zniszczona! ! Pozwólcie mi umrzeć!
To było żenujące! Widział jak tańczę! Wpadłam na Key'a! asdasldadakdajdgadlkadlakdl! Dobry Boże!

Po tym, jak uspokoiłam się, wyciągnęłam rękę do kieszeni...GDZIE JEST MÓJ TELEFON?!

---------------------------------------------------------------------------------------------------------

-Kto to był?-Jjong zapytał się o dziewczynę, który właśnie wybiegła. Tańczy całkiem dobrze. Jeśli przyszła by na casting tutaj, na pewno zostałaby gwiazdą.
-Yo-Key przywitał się i upuścił torbę na podłogę.
-Gdzie są inni?
-Onew Hyung i Minho są w drodze... Taemin...Nie wiem
-Och...dobra..
-Hyung... Co to za dziewczyna, która była tu wcześniej?
-Jaka dziewczyna?
-Widziałem dziewczynę, która stąd wyszła... W rzeczywistości, wpadła na mnie, a następnie odeszła bardzo szybko, jakby chciała mnie uniknąć...
-Nie wiem...Po prostu zobaczyłem jak tańczyła do Lucifera tutaj, byłem tak zaskoczony, że rzuciłem torbę na podłogę...Spojrzała na mnie, a potem pobiegła-Jonghyun podszedł do miejsca, gdzie tańczyła.
-Zostawiła telefon-powiedział i podniósł urządzenie.

wtorek, 24 czerwca 2014

48. Welcome in Seoul School-Pierwszy tydzień Rozdział 1

Napisałam to w maju i już mam kilka części. Chciałam żeby to było lekkie, letnie opowiadanie, heh.

To ja, Chu Harumi w skrócie Haru.
Polka urodzona w Korei Południowej.
Całe życie spędziłam w Busan, z rodziną lecz w te wakacje musieliśmy się przeprowadzić. Nie było to daleko.
A mianowicie to był Seul. Miasto w którym byłam tylko trzy razy.
Na początku przestraszyłam się.
Czy poradziłabym sobie w nowym otoczeniu? Jak mogłabym zostawić moich przyjaciół? A może będzie lepiej?

Wprowadziliśmy się tydzień przed końcem sierpnia. Dom był piękny. Od bramy prowadziły schody do drzwi domu. Taras był na podwyższeniu, na garażu. Na piętrze miałam własny pokój.
Poznaliśmy tu dużo osób(głównie sąsiadów). Codziennie zwiedzałam nowe miejsca.
Od jakiegoś pół tygodnia zaczęłam to robić z kimś...
Pierwszym razem spotkaliśmy się w parku. Byłam sama.
Szłam wzdłuż ścieżki i słyszałam, że ktoś za mną idzie. Starałam się to ignorować i zakładać, że nic mi nie zrobi.
Jednak to ja popełniłam gafę. Nasłuchując jak daleko może być, potknęłam się o kamień. Nie upadłam.
Chłopak w porę podbiegł i mnie złapał.
Obejmował mnie w pasie i czułam jego oddech..tuż na mojej szyi.
Pierwszy raz byłam z kimś tak blisko.
Oprzytomniał i opuściłam jego objęcia.
Wydukałam jakieś 'dziękuję' i chciałam odejść, ale chłopak nie poddał się.
-Gdzie idziesz! Może pójdziemy razem?
-Dla twojej wiadomości, idę już do domu.
-To idziemy w tym samym kierunku.-blondyn uśmiechnął się promiennie, ukazując przy tym jego słodkie dołeczki.
Nie dało się nie odwzajemnić uśmiechu.
-Jak to?
-Przecież mieszkam naprzeciwko ciebie! Ostatnim razem ci nawet pomachałem, ale mnie nie zauważyłaś!
-Naprawdę?-nie mogłam go sobie przypomnieć.
-Tak.
-W tym niebieskim domu?
-Tak.
-...-nie odpowiedziałam mu, bo było mi zbyt głupio. Jak mogłam go nie zauważyć? Przecież taki przystojniak rzuca się w oczy!
-To gdzie idziesz...?-zapytał.
-Tak sobie spaceruję...
Rozmawialiśmy ze sobą i do tego pokazał mi rzekę, która była niedaleko.
Miał na imię Kim Namjoon, chodził do klasy 3a, tej samej szkoły do której ja miałam zacząć chodzić. Wychodziło na to, że miałam już jednego przyjaciela w nowej szkole. I to takiego przystojniaka.
Spotykaliśmy się codziennie. Dowiedziałam się, że pisze piosenki i je komponuję.Nawet zarapował mi jedną.
Dzień przed nowym rokiem szkolnym, podarował mi coś specjalnego.
A mianowicie branslotkę, różowy sznurek(nie wiem jak to opisać ._.) do którego była zaczepiona złota zawieszka w kształcie serca. Wręczył mi ją w pudełeczku.
Powiedziałam, że nie mogę jej przyjąć, pewnie była droga, ale on tylko się zaśmiał i powiedział, że ta bransoletka będzie przypominać mi o nim. Zawiesiłam mu się na szyi i podziękowałam.

Dziś było rozpoczęcie roku szkolnego. Ubrałam białą sukienkę do kolan, na grubych ramiączkach, z koronką na plecach. Włosy delikatnie zakręciłam i zgarnęłam na bok. Nie malowałam się mocno, nałożyłam tylko krem BB i błyszczyk na usta. Oczywiście moją bransoletkę postanowiłam nosić codziennie.
Namjoon czekał na mnie przed moim domem, ubrany w szarą marynarkę, szare spodnie i koszulę. Wyglądał bardziej elegancko, inaczej niż zwykle.
Skomplementował mnie i ruszyliśmy w stronę szkoły. Jako, że nie byłam w niej jeszcze, to on prowadził.

Poszłam do swojej klasy i musieliśmy się rozstać. Spotkaliśmy się na sali gimnastycznej, gdzie odbył się apel. Dyrektor nas powitał, wygłosił mowę i takie tam... Nudy. Stałam tam i patrzyłam się w jeden punkt. Potem poszliśmy do klasy, dostaliśmy plan lekcji, omawialiśmy jakieś sprawy i przedstawialiśmy się.
Park Yeonlin
Oh Taewon
Jeon Jeongkook
Lee Hyosung
Min Yonggi
I Kim Haesung. Tyle udało mi się zapamiętać. Klasa wydawała się być tak samo miła jak i nudna.
Strasznie mi się nudziło nic nie robiąc i marzyłam o tym by już wyjść.

Nareszcie mogliśmy wyjść.Gdy byłam na korytarzu jakiś koleś do mnie podbiegł.
-Haru, tak?-on nazywał się... Yonggi? Chyba dobrze zapamiętałam...
-Mhm...a ty...?
-Min Yonggi, ale możesz mówić Suga-jak słodko.-Miło mi Cię poznać.
Chciał mi podać dłoń na powitanie, gdy wtem usłyszałam głos za sobą.
-Taa, mi też.
Obróciłam się i zobaczyłam Namjoona. Chciałam się uśmiechnąć, ale to co przed chwilą zrobił, nie było miłe.
Zamiast tego, zaczęłam patrzeć na ziemie z rękoma podniesionymi przy brzuchu, jak to robiłam.
-Czy ja Ci kiedykolwiek przeszkadzałem?
Namjoon otworzył usta, by coś powiedzieć lecz ktoś nagle zawołał Suge. Podbiegł do nas i spojrzał na nas wszystkich.
-Ach, Miło mi Cię poznać Haru!-powiedział do mnie-Mów mi Jungkook.
-Mi też miło Cię poznać-przyznałam z uśmiechem. Jungkook chciał coś powiedzieć, ale Namjoon mu przerwał.
-Musimy już iść-złapał mnie za rękę i wybiegliśmy ze szkoły.

Gdy wracaliśmy panowała niezręczna cisza.
-C-czy ty byłeś zazdrosny?-zapytałam.
-A jak myślisz?-powiedział spokojnie i spojrzał mi wymownie w oczy...