Kpop Fanfiction

„Dlaczego ludzie muszą być tak samotni? Jaki to ma sens? Na tym świecie żyją miliony ludzi; każdy z nich tęskni, szuka spełnienia u innych, a jednak się izoluje. Dlaczego? Czy Ziemia powstała tylko po to, by pielęgnować ludzką samotność?”?”

poniedziałek, 30 czerwca 2014

52. Lost-Wyjaśnienie JongKey Rozdział 2

Przepraszam, że ostatni post był taki pokręcony. Przy czymś dłuższym mam problemy techniczne ;(.
Następny rozdział będzie ciut dłuższy, a w piątym się trochę zdziwicie 8).

*Le Key*

  Obudziły mnie skrzeczenie mew i lekka bryza. Była bardzo orzeźwiająca. Leżałem tak sobie z zamkniętymi oczami.
Poczułem, że moje ubranie jest wilgotne. Ale jak? Przecież nie wchodziłem do wody. Ale jednak. Dźwignąłem się na dłonie z zakmniętymi oczami i wtedy poczułem coś dziwnego. A może innego?
W każdym razie, to nie mógł być statek. To co wyczułem pod moimi dłońmi to niewątpliwie piasek.
Otworzyłem oczy i wtedy zobaczyłem plaże. Leżałem na niej, a przede mną rozpościerało się morze. Czy ja coś brałem? To sen, na pewno.
Zamknąłem oczy i znowu położyłem się na piasku. Za chwilę będę na statku, przecież to się nie dzieję naprawdę.
Minęła minuta, dwie, pięć. I nadał byłem tam byłem. Jeśli to nie sen, to jak się tu znalazłem? Otworzyłem szeroko oczy i wciągnąłem trochę powietrza. To jest zbyt realne żeby było snem.
Nagle, tuż nade mną zobaczyłem go. Wyglądał jak jakiś tarzan-ale miał ubranie. Też był realny.
-Nareszcie się obudziłeś!
Usiadłem po turecku, on też usiadł przede mną. Co u diabła ja tu robię?
-Wiesz...-Zacząłem.-Myślałem, że to jakiś sen lub coś, ale to się dzieję naprawdę. Co się stało?
Kiedy go o to zapytałem, jego oczy posmutniały, a wzrok powędrował gdzie indziej. Nie spieszył się z odpowiedzią więc ciągnąłem dalej:
-Pamiętam, że płynęliśmy statkiem i nagle ty do mnie podszedłeś. Usłyszeliśmy huk, uderzyłem się i-i... W tym momencie pamięć mi się urywa. Co się stało?
Powtórzyłem pytanie, ale on nadal wpatrywał się w jakąś pustkę. Ująłem jego brodę, spojrzałem głęboko w oczy i zapytałem znowu:
-Powiesz mi co się stało czy nie?
Ten z ociąganiem zaczął swoją opowieść.
-To może zacznijmy od początku. Nazywam się Kim Jonghyun, a ty?
-Kim Kibum.
-Ładnie. No i cały dzień łaziłem po tym statku żeby cię znaleźć, ale nic z tego. Czułem jakbyśmy się mijali...-Tak było. Jonghyun zatrzymał się i nabrał trochę powietrza by po chwili kontynuować.-No i w końcu zauważyłem ciebie jak się opierałeś o barierkę i patrzałeś na morze. Podszedłem do ciebie i już chciałem coś powiedzieć, ale usłyszeliśmy przeraźliwy huk. I wtedy, statek prawdopodobnie o coś uderzył, nie jestem pewien co dokładnie się stało. Następnie było to uderzenie, złapałem się barierki i nie upadłem, ale ty się o nią uderzyłeś i zemdlałeś. Dlatego nic nie pamiętasz. Zrozumiałem, że statek się topi. Trochę ludzi biegało jak oszalałe, a reszta pewnie spała, bo była nawet późno. Wziąłem ciebie na plecy i gdy statek był już prawie pod wodą, uczepiłem się jakiś desek i płynąłem aż dotarłem tutaj. Wszyscy zaginęli oprócz nas-tym zdaniem zakończył swoją opowieść. Nie mogłem powstrzymać emocji i z moich oczu poleciały łzy. Przytuliłem go mocno.
-Jestem ci bardzo wdzięczny, gdyby nie ty, skończyłbym z tymi ludźmi na dnie. To że mógłbym tak skończyć...Zemdleć i utopić się...To żałosne.
-Znalazłem trochę przydatnych rzeczy na brzegu. Pewnie fale je tu przyniosły.
   Wziąłem się w garść i otarłem łzy. Kim Kibum, jesteś facetem.
-Musimy najpierw zrobić szałas-oznajmiłem.
-Wiem. Mam już trochę gałęzi i liści.
Poszliśmy do miejsca, które wybrał na obozowisko. Nie było daleko i ku mojej uciesze, niedaleko było źródełko z wodą, która nadawała się do picia.
Po niepełnej godzinie zbudowaliśmy szałas. Był na solidnej gałęzi metr nad ziemią. Miał ściany i daszek z liści. Było wystarczająco miejsca dla nas obu i jeszcze innych rzeczy. I było przytulnie. Przyniósł tu dwa noże, które zapewne znalazł na brzegu. Były bardzo przydatne. 
Przeszliśmy się trochę i znaleźliśmy rzekę. Były w niej ryby.
Musieliśmy bardzo uważać na stopy. Nie wiedzieliśmy jakie licho może się czaić, żeby nas ugryźć.
Pobyt tutaj wydawał mi się tu przerażający. Jak ja tu przetrwam chociaż tydzień?
Z drugiej strony był pociągający. Ja i przystojny kochanek na bezludnej wyspie.
Kibum, stop. Najpierw przetrwaj. Nieważne jak seksowny jest Jonghyun, myśl trzeźwo.

Wieczór spędziłem na plaży, wpatrując się w morze. Zdałem sobie sprawę jakie życie jest ulotne. Wszyscy zginęli oprócz nas... To był cud, jestem szczęściarzem. Nie mogłem sobie zdać z tego sprawy. Tyle osób... A może oni nie zasługiwali na śmierć, tylko ja? Tam było tyle małych dzieci... Nadal widzę ich roześmiane twarze i ich matki, biegnące za nimi.
Pomyślałem o Jinkim. Och jakie on ma szczęście, że ma chorobę morską! W tej chwili też chciałbym ją mieć. Wtedy bym tu się nie znajdował. Pewnie się nie domyśla jaki spotkał mnie los!
Ciepły oddech owiał moją szyję. Jonghyun przyszedł. Poczułem jego silne ramię na moich plecach, objął mnie.
-Jest późno, nie boisz się tu być sam? Wracajmy do obozowiska, musimy się przespać.
Zrobiłem tak jak powiedział.

niedziela, 29 czerwca 2014

51. Rozpoznajesz mnie? (Taoris)

(A/N) Ale będę się nudzić w te wakacje. Nie będę tu pieprzyć, że mam więcej czasu, o mam go tyle samo i już wszystko zależy od lenistwa. *Le Kris* Tao znam już niepełny rok. Trudno mi powiedzieć, poczułem do niego coś więcej. Nie wiem czemu nie zdradziłem mu tego co czuję. To ja-unikam nowych dla mnie sytuacji, przez co żałuję. Czasami nawet bardzo. Tao-brzoskwinia, bo takie jest znaczenie jego imienia, mieszkał w tym samym mieście co ja. Mimo tego, nigdy nie spotkałem się z nim w cztery oczy. Poznałem się z nim w sieci, na internecie. Studiował medycynę w Kanadzie. Może to głupie, ale ja naprawdę coś do niego poczułem. Jeszcze głupsze było odrzucenie jego uczuć. Wyznał mi miłość, ale ja,bojącysię nowych sytuacji, odrzuciłem je. Nigdy się nie spotkaliśmy. Było wiele okazji do tego, ale nie. Zawsze gdy proponował spotkanie, odrzucałem zaproszenie. Byłem cholernie nieśmiały już od dziecka. I to była moja największa wada...Ale i tak nie mogłem nic z tym zrobić. Gdy się poznaliśmy, nie sądziłem, że ta osoba tak bardzo zmieni bieg mojego życia. Nawet nie liczyłem na to, że ta znajomość przetrwa tydzień. Ba! A co dopiero miesiąc. Rozmawialiśmy i pisaliśmy ze sobą codziennie, ale nadal jako przyjaciele. Rozmawialiśmy ze sobą intymniej niż kochankowie. Czasami dzwonił do mnie w środku nocy, po jakąś radę, a ja starałem mu udzielić sensownej odpowiedzi. Widzieliśmy się tylko raz, właściwie to przez przypadek, a i tak nie stanęliśmy przed sobą bezpośrednio. Byłem w galerii handlowej, kupiłem sobie nowe ciuchy i takie tam. Udało mi się wyprosić bliskiego kolegę, by ze mną poszedł. Dlatego nie musiałem iść sam. Zapewniał mi towarzystwo i doradzał przy wyborze ciuchów. Lepiej jest iść z kimś niż samemu. Kiedyś, gdy sam poszedłem na zakupy, t-shirt, który zakupiłem był inny w sklepie i w domu. No i wylądował w czeluściach mojej szafy, nigdy jej nie ubrałem. Do tego jest z kim porozmawiać. Po zakupach, czekaliśmy w metrze pogrążeni we własnych myślach. Gdy nadjechał pociąg(?), YiXing zamiast wsiąść, patrzył się na na coś po jego prawej stronie. Wepchnąłem go na chama do środka i nadal zachowałem milczenie. Gdy drzwi się zamknęły, wydusił z siebie te słowa: -Czy to nie był ten Tao? Chińczyk? Mówiłem mu o nim dużo. Oczywiście pominąłem to, co do niego czuję. Już zaczęliśmy odjeżdżać, gdy spojrzałem przez okno. To on. Stał i wpatrywał się w odjeżdżający pociąg(?), ale nasze spojrzenia się nie spotkały. -Tak, to był on-wysapałem do YiXinga. Dalszą podróż spędziliśmy w milczeniu. Przed wakacjami totalnie spieprzyłem sprawę. Pokłóciliśmy się i to bardzo. Kiedy wreszcie się pogodziliśmy, on wyjechał... Na zawsze wrócił do Chin. Czułem pustkę. Było mi z tym źle. Popełniłem straszny błąd, nie mówiąc mu o tym co czuję. Po około 2 tygodniach, wyjechałem do QingDao i wynająłem małe mieszkanko. Szybko znalazłem dobrze płatną pracę. Na początku byłem skupiony na mieszkaniu i pracy, ale później, musiałem zrobić to, po co tu przyjechałem-odnaleźć Tao. Nie mieliśmy ze sobą kontaktu, więc to graniczyło z cudem. Ale musiałem spróbować. Tak więc, codziennie chodziłem w miejsca o których opowiadał mi Tao i w miejsca w które mógł pójść. Trwało to przez dziewięć lat. Miałem wrażenie, że codziennie się mijamy, ale nadal nie traciłem nadziei. W między czasie zacząłem pracować jako strażak. Często jeździliśmy na miejsca wypadków, pomagaliśmy ludziom itp. Poświęcaliśmy swoje życia, by im pomagać. Ja czasami bardziej. Tym razem byłem bardzo zmęczony i nie zauważyłem deski, która mnie uderzyła w głowę. Zemdlałem. Obudziłem się w szpitalu, paru ludzi odetchnęło z ulgą, gdy otworzyłem oczy. W tym Wang kolega z pracy, pielęgniarka i jacyś lekarze. Obraz mi się rozmazywał i znowu zasnąłem. Nie wiem o której się obudziłem, ale koło mnie nikogo nie było. Chciałem stąd wyjść. Odpiąłem wszystkie urządzenia do których byłem podpięty i wstałem z łóżka szpitalnego. Przez gwałtowne wstanie, zakręciło mi się w głowie i upadłem. Przewróciłem się na plecy i tak sobie patrzyłem na sufit. Byłem wycieńczony, nie miałem nawet siły by się podnieść i wrócić do tego łóżka. Wyglądało to tak, jakbym czekał na śmierć. Ile to już tak leże? Dwie minuty? Pięć? Nareszcie przyszedł lekarz. Trochę na mnie nakrzyczał, ale w końcu zaniósł mnie do łóżka. Był cholernie silny, skoro uniósł takiego byka jak ja. Znowu podpiał te wszystkie urządzenia. Jaki on opiekuńczy, naprawdę. Rankiem obudziłem się trochę bardziej wypoczęty. Wyszedłem na korytarz. Mijali mnie starsi i młodsi ludzie, zdrowsi i bardziej chorzy. W tym miejscu ratowali ludzi. Ja też to robiłem, ale w trochę inny sposób. Teraz jestem zupełnie bezużyteczny, do czasu kiedy wyzdrowieję. Nagle usłyszałem za sobą głos tego doktora: -Co ty tu robisz? Powinieneś odpoczywać, inaczej nigdy stąd nie wyjdziesz! Nie podobało mi się to jego rozkazywanie, ale wiedziałem, że robi to dla mojego dobra. Gdy go mijałem, potajemnie spojrzałem na plakietkę na jego kitlu(x'D). Nazywał się Edison Hu. Co to za amerykańskie imię, przecież jest chińczykiem? Może studiował w Ameryce. W sumie co mnie to obchodzi? W tym szpitalu nudziłem się jak nigdy, aż w końcu zasnąłem. Obudziłem się następnego dnia rano. Naprawdę świetnie się czułem. Jeszcze tego samego dnia wypisali mnie ze szpitala. Szedłem wolno, nie spieszyło mi się do wyjścia. Wzrokiem żegnałem się ze wszystkimi przedmiotami, pielęgniarkami, pacjentami... W pewnym momencie, do szpitala, przywieziono jakiegoś obcokrajowca, bardzo bolał go brzuch. Pielęgniarki od razy go obskoczyły, po chwili, przyszedł lekarz, ten sam co zajmował się mną. -To ty, Huang ZiTao?-Pacjent niespodziewanie krzyknął, jakby zapomniał już o bólu.-Pamiętasz mnie? Uczyłem cię na studiach! Edison nie odpowiadał. Powoli przeniosłem spojrzenie na jego twarz. On zrobił to samo i nasze spojrzenia się skrzyżowały. Pacjent szarpał go za rękaw, ale ten nie reagował. Kiedy pielęgniarki przywołały go do porządku, ja wyszedłem stamtąd. Nie wiedziałem co mam zrobić, w mojej głowie panowała burza jak na polu ryżowym. Huang ZiTao... To imię tak wiele mi mówiło... Jak mogłem go nie rozpoznać?! Zmienił się i to bardzo. Miał teraz blond włosy, jaśniejszą skórę, był bardziej umięśniony... Jego oczy nie były tak roześmiane jak kiedyś, twarz nabrała poważnego wyrazu. Wyglądał zupełnie inaczej niż dziewięć lat temu, nie dziwie się, że go nie poznałem. Nawet głos miał bardziej męski. Ale ja, pomimo upływu tylu lat, nie zmieniłem się. Oczywiście zyskałem trochę odwagi, co było konieczne w moim zawodzie. Tyle że... On mnie rozpoznał, tylko czemu nic nie powiedział? Pewnie już dawno o mnie zapomniał i nie zaprzątał sobie mną głowy. Czułem się tak jakby ktoś mną wstrząsnął i wszystkie moje organy były na złym miejscu. Po paru dniach powróciłem do pracy. Dostaliśmy zlecenie, doszło do wypadku samochodowego. Szybko przyjechaliśmy. Kobieta była cała we krwi, ale miała puls. Pojechałem z nią do szpitala, czasami bywałem tam ze względu na niektóre wypadki. Gdy weszliśmy do niego, zobaczyłem Tao. Odrazu zerwał się, razem z pielęgniarkami, żeby pomóc pacjentce. Był tak przejęty, że mnie nie zauważył. Obserwowałem go z pewnej odległości oparty o ścianę. Wszystko wykonywał starannie, szybko i dobrze. Tak za nim tęskniłem, codziennie go szukałem... A teraz stoję i wpatruję się w niego. Jestem pewny, że to on, wiem to. On też to wie. Mimo tego...I tak zachowujemy się jakbyśmy nigdy się znali. To rozrywało mnie od środka. Po paru minutach współpracownik zawołał mnie. I wtedy Tao(a może Edison?) spojrzał się na mnie, ale już musiałem wychodzić. W szpitalu bywałem mniej więcej co dwa dni, czasami częściej. I ciągle wpadałem na Tao. Gdy udawał obojętność przede mną, czułem jakby rozszarpywali moje wnętrzności. Dzisiaj dostaliśmy poważniejsze zadanie. Paliło się mieszkanie, a w nim przebywało dziecko. Musieliśmy się spieszyć. Gdy przyjechaliśmy, płomień zdawał się zjadać dom. Szybko wkroczyliśmy do akcji i zaczęliśmy gasić płomienie przy drzwiach. Wszedłem do środka, musiałem poszukać tego dziecka. Nie wiem czy to było dobre posunięcie. Na dole go nie było, nie było też dużo dymu. Przeszłem parę schodków, gdy nagle do moich nozdrzy, dostał się duszący zapach dymu. Zakryłem nos i usta i wtedy stanąłem na złym schodku. Złamał się, przez co upadłem i zemdlałem. Obudziłem się w szpitalu, mocne światło mnie oślepiło i zakryłem oczy ramieniem. Chciałem usiąść, ale nie miałem wystarczająco sił by się podnieść. Tak jakby wyssali ze mnie całą energię. I wtedy przypomniałem sobie co się stało. Zerwałem się na równe nogi, co było złym posunięciem. Dostałem zawrotu głowu i wypadłem z łóżka. Ale nie upadłem. Ktoś mnie w porę przytrzymał. Czyjeś silne ramiona czule i ostrożnie objęły mnie jakby bały się, że rozbiję się na podłodze niczym porcelanowa lalka. Spojrzałem na niego, to był on... Edison Hu. W swoim białym kitlu(xD) wyglądał na wiele poważniejszego. Momentalnie się do niego przytuliłem, ale ten mnie odrzucił i położył znowu do łóżka. Moje serce pękło na małe kawałeczki, które rozsypały się po całym pokoju. On na pewno mnie nie już nie chciał. Po co robiłem sobię nadzieję? Jestem okropny. Ale w sumie, nie powiedział mi tego wprost, że nie chce mnie znać. Resztkami sił, wybiegłem na korytarz. Podążyłem za nim. -Tao!-krzyknąłem.-Tao, stój! Ten gdy to usłyszał, zatrzymał się, ale nie odwrócił się. Podeszłem do niego i uczepiłem się jego ramienia. -Tao, myślisz że cię już nie kocham? Jak myślisz, co tu robię? Dziewięć lat cię tu szukam! Wreszcie cię odnalazłem, a ty mi nic nie powiesz! -A kto mnie wtedy odrzucił? Jak myślisz, czemu teraz się do ciebie nie odzywałem? -Tao, to był mój błąd! Wyjechałem tu za tobą i wreszcie cię znalazłem! Wybacz mi! Tao objął mnie i zatonąłem w jego uścisku. Znowu byliśmy razem. Ale to nie było takie łatwe. Najpierw musieliśmy pozbyć się jego faceta. Nazywał się Oh Sehun i był od Tao trochę młodszy. Naprawdę go nie kochał i był jego 'kołem zapasowym' kiedy tylko chciał seksu. Przez cały czas myślał o mnie i chciał mnie zobaczyć, ale to nie było takie łatwe. Uwierzyłem, bo mu ufałem. Kiedy wreszcie ten młody się wreszcie wyniósł, ja się wprowadziłem. Szkoda mi go było, ale go nie przygarnę. Czułbym się na jego miejscu poniżony. I to bardzo. Ale takie jest życie, co mogę jeszcze powiedzieć? Wprowadziłem się do niego, było nam razem cudownie. Mieliśmy trochę mało czasu dla siebie przez pracę, ale w końcu, po 4 latach bycia razem, przyzwyczailiśmy się...

piątek, 27 czerwca 2014

50. JongKey Rozdział 1

(A/N) Zaczęłam pisać w poniedziałek i już mam 4 rozdziały, heh. Za dużo 'Nagiego Instynktu Przetrwania' na Discovery Channel xD. Przepraszam, że takie krótkie, ale nie wiedziałam jak się bardziej rozpisać i nie chciałam odrazu zdradzać co się stanie >.<.
Udanych wakacji, enjoy!

*Le Key*

Tak bardzo wyczekiwałem dzisiejszego dnia. No i nareszcie się doczekałem!
Dzisiaj wyruszałem w rejs eskluzywnym statkiem. Nigdy wcześniej nie płynąłem statkiem, dlatego byłem bardzo podekstcytowany. Ciekawe co może mnie spotkać! I ile mogę zawrzeć nowych znajomości! Szkoda że nie pojedzie ze mną mój przyjaciel Jinki-ma chorobę morską. Na początku nad tym ubolewałem, ale w końcu, przyjąłem to do świadomości.
Na pewno kogoś tam poznam, to już nie będę samotny.
Rejs miał trwać około jeden i pół tygodnia. Już dawno się spakowałem, więc teraz już tylko odliczałem godziny do odpływu.
Wziąłem swoją czarną walizeczkę i pojechałem do portu.

Byłem już na statku, odpływaliśmy. Podziwiałem oddalający się port, oparty o barierkę, dopóki całkowicie nie zniknął z mojego pola widzenia. Było już późne popołudnie co dodawało pewnej atmosfery. Powietrze było gęste i ciepłe. Morze zdawało się szeptać moje imię. Byłem w białej, przewiewnej koszuli.
Hmm, chyba pójdę napić się jakiegoś drinka-pomyślałem.
Przy barze było dużo ludzi, ale ja zwróciłem uwagę tylko na jednego osobnika...
Był bardzo umięśniony i wyglądał na bardzo pewnego siebie. Jednak w jego oczach nie ujrzałem pewności.
Wyglądał na trochę nieporadnego i nieśmiałego, co mi się spodobało.
W pewnej chwili, chłopak poszedł, ale przedtem, przeszedł koło mnie. Posłałem mu szarmancki uśmieszek. On też to odwzajemnił. Kiedy przeszedł obejrzałem się za nim i...Wow, co za tyłek!
Mocno się powstrzymałem, żeby go nie klepnąć. Och, jak ja bym chciał zbadać te niezwiedzone miejsca!
Ale w sumie...Chłopak wyglądał na niedostępnego i skrytego w sobie. Ale i tak go pożądałem. Nie wiem ile mi zajmie uwiedzenie go, ale muszę to zrobić przed końcem rejsu!

Następnego dnia, wieczorem, spacerowałem po statku. Lekki wiaterek rozwiewał moje włosy.
Dzisiejszego dnia ani razu nie zobaczyłem tego chłopaka. A byłem w każdym możliwym miejscu po parę razy. I nic!
Wodziłem wzrokiem po wodzie, która otaczała nas ze wszystkich stron. Fale znowu szeptały moje imię. Kilka mew podążało za statkiem. Stałem oparty o barierkę aż do zmroku.
Usłyszałem jakieś kroki po mojej lewej stronie więc odrwóciłem głowę by zobaczyć kto to. To był on...
Znowu zacząłem patrzeć się na fale, może nie zauważył, że to ja. Spojrzeć na niego znowu? Tak czy nie? To silniejsze ode mnie!
Gdy znowu się obejrzałem, on był tuż koło mnie! Ujrzałem jego uśmieszek, lekko igrający ze mną. Też chciałem odwzajemnić uśmiech, ale usłyszeliśmy huk, który prawie nas ogłuszył. Rozejrzałem się wokoło w celu zlokalizowania miejsca huku, ale wtedy odrzuciło mnie do tyłu. Uderzyłem głową o barierkę, a później przywitałem się z ziemią.
Zemdlałem.

środa, 25 czerwca 2014

49. Białe Kłamstwa R3

*Poprzedni rozdział*

Wciąż nie mogę zdać sobie sprawy, że widziałam moich dwóch biasów! Kto wie, co się stanie, jeśli zobaczę SHINee!?! Niech to szlag!
Ogarnęłam się i wyszłam z łazienki... Zbadałam cały budynek SME... Boże, jaki on wielki! Gdybym się tu zgubiła nie narzekałabym. Potem weszłam do  znajomego miejsca...

To była sala do tańca SHINee! Gdzie nakręcili wersję taneczną Lucifera!! Matko! Trzeba...to jakoś upamiętnić.Wyjęłam telefon i zrobiłam sobie zdjęcia z salą w tle...Głupie myśli powróciły do ​​mojej głowy... Spojrzałam czy nikogo nie ma w pobliżu. Zamknąłem drzwi i włączyłam  "Lucifer" na moim telefonie i zaczęłam tańczyć do niej, biorąc miejsce Minho ..

Neoui nunbichi nal sarojabda nali jinalsurok nalkaroweojyeotda Neoeui jibchake jichyeotda manhi eotda mame Piga Nanda Na sseureojil Jjeum doimyeon dagawaseo cheonsagati "Saranghae" ral mal Nu ga jinjja neoyeotneunji aldagado haetgallige mandeunda

Trzask.. Odwróciłam się, aby zobaczyć...

KIM Jonghyun!! Święta Boża Rodzicielko! Jest taki HAWT! Z tymi ramionami...OMAYGAD On...on mnie zobaczył, gdy tańczyłam...

Zobaczył jak TAŃCZĘ!! Ukłoniłam się i uciekłam...wpadając na inną osobę .. Spojrzałam do góry...To był Key!!! och Boże zabij mnie teraz!! Ukłoniłam się i odszedłam szybko.

OMAYAGAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!! ZABIĆ MNIE! TERAZ!! KIM Jonghyun zobaczył jak tańczę!! MOJE życie jest zrujnowane! Moja reputacja jest zniszczona! ! Pozwólcie mi umrzeć!
To było żenujące! Widział jak tańczę! Wpadłam na Key'a! asdasldadakdajdgadlkadlakdl! Dobry Boże!

Po tym, jak uspokoiłam się, wyciągnęłam rękę do kieszeni...GDZIE JEST MÓJ TELEFON?!

---------------------------------------------------------------------------------------------------------

-Kto to był?-Jjong zapytał się o dziewczynę, który właśnie wybiegła. Tańczy całkiem dobrze. Jeśli przyszła by na casting tutaj, na pewno zostałaby gwiazdą.
-Yo-Key przywitał się i upuścił torbę na podłogę.
-Gdzie są inni?
-Onew Hyung i Minho są w drodze... Taemin...Nie wiem
-Och...dobra..
-Hyung... Co to za dziewczyna, która była tu wcześniej?
-Jaka dziewczyna?
-Widziałem dziewczynę, która stąd wyszła... W rzeczywistości, wpadła na mnie, a następnie odeszła bardzo szybko, jakby chciała mnie uniknąć...
-Nie wiem...Po prostu zobaczyłem jak tańczyła do Lucifera tutaj, byłem tak zaskoczony, że rzuciłem torbę na podłogę...Spojrzała na mnie, a potem pobiegła-Jonghyun podszedł do miejsca, gdzie tańczyła.
-Zostawiła telefon-powiedział i podniósł urządzenie.

wtorek, 24 czerwca 2014

48. Welcome in Seoul School-Pierwszy tydzień Rozdział 1

Napisałam to w maju i już mam kilka części. Chciałam żeby to było lekkie, letnie opowiadanie, heh.

To ja, Chu Harumi w skrócie Haru.
Polka urodzona w Korei Południowej.
Całe życie spędziłam w Busan, z rodziną lecz w te wakacje musieliśmy się przeprowadzić. Nie było to daleko.
A mianowicie to był Seul. Miasto w którym byłam tylko trzy razy.
Na początku przestraszyłam się.
Czy poradziłabym sobie w nowym otoczeniu? Jak mogłabym zostawić moich przyjaciół? A może będzie lepiej?

Wprowadziliśmy się tydzień przed końcem sierpnia. Dom był piękny. Od bramy prowadziły schody do drzwi domu. Taras był na podwyższeniu, na garażu. Na piętrze miałam własny pokój.
Poznaliśmy tu dużo osób(głównie sąsiadów). Codziennie zwiedzałam nowe miejsca.
Od jakiegoś pół tygodnia zaczęłam to robić z kimś...
Pierwszym razem spotkaliśmy się w parku. Byłam sama.
Szłam wzdłuż ścieżki i słyszałam, że ktoś za mną idzie. Starałam się to ignorować i zakładać, że nic mi nie zrobi.
Jednak to ja popełniłam gafę. Nasłuchując jak daleko może być, potknęłam się o kamień. Nie upadłam.
Chłopak w porę podbiegł i mnie złapał.
Obejmował mnie w pasie i czułam jego oddech..tuż na mojej szyi.
Pierwszy raz byłam z kimś tak blisko.
Oprzytomniał i opuściłam jego objęcia.
Wydukałam jakieś 'dziękuję' i chciałam odejść, ale chłopak nie poddał się.
-Gdzie idziesz! Może pójdziemy razem?
-Dla twojej wiadomości, idę już do domu.
-To idziemy w tym samym kierunku.-blondyn uśmiechnął się promiennie, ukazując przy tym jego słodkie dołeczki.
Nie dało się nie odwzajemnić uśmiechu.
-Jak to?
-Przecież mieszkam naprzeciwko ciebie! Ostatnim razem ci nawet pomachałem, ale mnie nie zauważyłaś!
-Naprawdę?-nie mogłam go sobie przypomnieć.
-Tak.
-W tym niebieskim domu?
-Tak.
-...-nie odpowiedziałam mu, bo było mi zbyt głupio. Jak mogłam go nie zauważyć? Przecież taki przystojniak rzuca się w oczy!
-To gdzie idziesz...?-zapytał.
-Tak sobie spaceruję...
Rozmawialiśmy ze sobą i do tego pokazał mi rzekę, która była niedaleko.
Miał na imię Kim Namjoon, chodził do klasy 3a, tej samej szkoły do której ja miałam zacząć chodzić. Wychodziło na to, że miałam już jednego przyjaciela w nowej szkole. I to takiego przystojniaka.
Spotykaliśmy się codziennie. Dowiedziałam się, że pisze piosenki i je komponuję.Nawet zarapował mi jedną.
Dzień przed nowym rokiem szkolnym, podarował mi coś specjalnego.
A mianowicie branslotkę, różowy sznurek(nie wiem jak to opisać ._.) do którego była zaczepiona złota zawieszka w kształcie serca. Wręczył mi ją w pudełeczku.
Powiedziałam, że nie mogę jej przyjąć, pewnie była droga, ale on tylko się zaśmiał i powiedział, że ta bransoletka będzie przypominać mi o nim. Zawiesiłam mu się na szyi i podziękowałam.

Dziś było rozpoczęcie roku szkolnego. Ubrałam białą sukienkę do kolan, na grubych ramiączkach, z koronką na plecach. Włosy delikatnie zakręciłam i zgarnęłam na bok. Nie malowałam się mocno, nałożyłam tylko krem BB i błyszczyk na usta. Oczywiście moją bransoletkę postanowiłam nosić codziennie.
Namjoon czekał na mnie przed moim domem, ubrany w szarą marynarkę, szare spodnie i koszulę. Wyglądał bardziej elegancko, inaczej niż zwykle.
Skomplementował mnie i ruszyliśmy w stronę szkoły. Jako, że nie byłam w niej jeszcze, to on prowadził.

Poszłam do swojej klasy i musieliśmy się rozstać. Spotkaliśmy się na sali gimnastycznej, gdzie odbył się apel. Dyrektor nas powitał, wygłosił mowę i takie tam... Nudy. Stałam tam i patrzyłam się w jeden punkt. Potem poszliśmy do klasy, dostaliśmy plan lekcji, omawialiśmy jakieś sprawy i przedstawialiśmy się.
Park Yeonlin
Oh Taewon
Jeon Jeongkook
Lee Hyosung
Min Yonggi
I Kim Haesung. Tyle udało mi się zapamiętać. Klasa wydawała się być tak samo miła jak i nudna.
Strasznie mi się nudziło nic nie robiąc i marzyłam o tym by już wyjść.

Nareszcie mogliśmy wyjść.Gdy byłam na korytarzu jakiś koleś do mnie podbiegł.
-Haru, tak?-on nazywał się... Yonggi? Chyba dobrze zapamiętałam...
-Mhm...a ty...?
-Min Yonggi, ale możesz mówić Suga-jak słodko.-Miło mi Cię poznać.
Chciał mi podać dłoń na powitanie, gdy wtem usłyszałam głos za sobą.
-Taa, mi też.
Obróciłam się i zobaczyłam Namjoona. Chciałam się uśmiechnąć, ale to co przed chwilą zrobił, nie było miłe.
Zamiast tego, zaczęłam patrzeć na ziemie z rękoma podniesionymi przy brzuchu, jak to robiłam.
-Czy ja Ci kiedykolwiek przeszkadzałem?
Namjoon otworzył usta, by coś powiedzieć lecz ktoś nagle zawołał Suge. Podbiegł do nas i spojrzał na nas wszystkich.
-Ach, Miło mi Cię poznać Haru!-powiedział do mnie-Mów mi Jungkook.
-Mi też miło Cię poznać-przyznałam z uśmiechem. Jungkook chciał coś powiedzieć, ale Namjoon mu przerwał.
-Musimy już iść-złapał mnie za rękę i wybiegliśmy ze szkoły.

Gdy wracaliśmy panowała niezręczna cisza.
-C-czy ty byłeś zazdrosny?-zapytałam.
-A jak myślisz?-powiedział spokojnie i spojrzał mi wymownie w oczy...

poniedziałek, 23 czerwca 2014

47. Jak ja ich nie nawidzę (JongKey)

*Le Key*

Nazywam się Kim Kibum i jestem w popularnym zespole SHINee. Fani sadzą, że mamy świetne życie, jesteśmy dobrymi przyjaciółmi, tworzą pairingi... Ale jest inaczej.
Zostaliśmy wrzuceni do jednego worka i rywalizujemy ze sobą. Maknae musi spełniać wszystkie zachcianki swoich hyungów i nawet nie może odsapnąć. Te wszystkie uśmiechy, kiedy jesteśmy na koncertach, fanmeetingach są fałszywe. Silimy się na to, ale czasem się nie da. Harujemy jak woły.
Nie o takiej karierze marzyłem, ale musiałem się tego spodziewać. Koreański show-biznes robi pranie mózgu. Naprawdę.
Niedługo mamy rozpocząć promocję nowej piosenki. Znowu jakiś wyczerpujący układ. Nie zwracają uwagi na to jak śpiewamy, tylko na to jak wyglądamy. I to tego te ciągłe teledyski w dance boxach... SM nie umie nakręcić porządnego teledysku, a YG...Och ja mogę tylko pomarzyć o takim świetnym teledysku.
Byłem w kuchni w naszym małym, skromniutkim dormie. Siedziałem przy stole i jadłem ostatnią nóżkę kurczaka. Och, Onew chyba dziś nie zjesz kolacji. Ha, dobrze ci tak.
W jednym uchu, miałem słuchawkę. Słuchałem ostatniej piosenki SHINee.
-Znowu słuchasz tej piosenki?-gdy usłyszałem jego głos, zląkłem się i mało co, żebym nie spadł z krzesła.
Zignorowałem go i nadal pałaszowałem kurczaka Onew.
-Czemu to jesz? Onew będzie zły!
-No i dobrze-wysyczałem z pełną buzią, wyginając moje usta w złowieszczym uśmiechu.
-Wiesz co? Dla mnie to zawsze ty byłeś najwredniejszą osobą z całego zespołu-mówił to całkiem rozbawiony i spokojny. Mnie puściły nerwy i po chwili znaleźliśmy się na ziemi.
-Bijesz jak dziewczyna!
Złapałem go za kołnierz i już chciałem mu zrobić śliwę pod okiem, ale ten mnie przytrzymał i odepchnął, przez co leżałem tuż koło niego. Patrzeliśmy sobie w oczy tak przez chwilę.
I właśniej po tej chwili, zorientowałem się jaka ta sytuacja jest niekomfortowa. Szybko wstałem, wziąłem moje jedzenie, słuchawki i pobiegłem do innego pokoju. Czy on lubi wpędzać człowieka w zakłopotanie?! Boże, ile on razy już mi to robił... Nienawidziłem tego, gdy zdzieraliśmy sobie gardła przy kłótniach, a później on mi czule patrzył w oczy. Wyglądało to jakby był gejem... Rzecz jasna, ja byłem hetero. Chyba...
Przez te nasze 'fanki' zraziłem się do dziewczyn i to bardzo. No ale chłopacy? No może...
Tak jak powiedziałem, fani stworzyli pairingi. I zgadnijcie jaki jest najpopularniejszy w SHINee! JongKey!
Połączenie naszych imion! A gdy bardzo lubisz jakiś pairing, mówi się, że go 'shipujesz'. Ja shipowałem OnChickena.
No ale JongKey?! Ja nawet nigdy na niego nie spojrzałem! Chyba...
Mam tyle pracy, że nawet nie mogę się rozerwać. Ehh, ten Sooman. Tylko raz miałem na to czas i zabłądziłem na pewnej stronie...
Na stronie, na której były amatorskie opowiadania z gwiazdami k-popu. Tyle że to było o gejach! I zgadnijcie co tam było. JongKey!
Już nigdy więcej tego nie przeczytam!
Opowiadało o tym, że Jonghyun był we mnie zakochany, a ja tego nie zauważałem. Miał depresję i w końcu popełnił samobójstwo! To nawet nie miało sensu! Ale za to co pisali o '2min'!
Ale gdy teraz tak myśle...Pozbycie się Jonghyuna nie było by złe. Oczywiście, nie zamierzam tego zrobić. Chodzi mi o to, że było by o wiele spokojniej bez niego. He, aż się uśmiechnąłem na tą myśl. Chyba miał rację-jestem najwredniejszą w całym zespole.
-Co się tak uśmiechasz?-zapytał Jonghyun, gdy wszedł do pokoju w którym byłem. W rzeczywistości, wyobrażałem sobie jakby to było, gdyby Jonghyuna naprawdę nie było. W moim sercu zagościłby spokój, ale jeszcze zostałby Taemin i Minho...
-Na niebosa, nie łaź za mną!
-Uspokój się, K i b u m. Przecież nasz dorm jest na tyle mały, że co chwilę będziemy na siebie wpadać.
-Ale...ty to robisz częściej! To na ciebie ciągle wpadam w drzwiach, a nie na przykład Taemina!
-Nie zaprzeczę.
Ale mnie tym wkurzył! Właściwie to całe dnie mnie denerwował. Ciągle chodził za mną, a ja nawet nie wiedziałem jaki ma w tym cel. To stawało się coraz bardziej męczące i jeszcze bardziej chciałem się go pozbyć.

Nie wiem jak ten głupek to sobie zrobił, ale tuż przed nagrywaniem nowego teledysku, złamał sobie nos!
Przez to musieliśmy nagrywać niektóre partię od nowa! No i oczywiście partię Jonghyuna, zaśpiewał Taemin! Mi powinna przypaść chociaż połowa, przecież też mam świetny głos!
Nagraliśmy teledysk bez niego, podczas, gdy on był w szpitalu. We czwórkę było zdecydowanie ciężej. Do tego antyfani zaczęli SHINee nazywać 'Taemin i trójka innych'.
Bez Jonghyuna poczułem się samotny, nawet jeśli go nie cierpiałem, brakowało mi go. Tak jakby coś co mnie przytrzymywało, zniknęło. Nie miałem się z kim kłócić, z Minho, czy Taeminem, wolałem nawet nie próbować.
Nie mogłem się dalej oszukiwać, ja naprawdę tęskniłem za Jonghyunem.
Poszedłem odwiedzić go w szpitalu, na szczęście żadna 'fanka' mnie nie rozpoznała.
Leżał na łóżku, a gdy mnie zauważył, na jego twarzy pojawił się słaby uśmiech. Gdy zobaczyłem jego uśmiech, pokój szpitalny nie wydawał mi się już taki szary.
Usiadłem na krzesełku, które stało koło łóżka. Chciał coś powiedzieć, ale był zbyt słaby, więc machnięciem ręki dałem mu znak żeby zamknął usta.
-Przyniosłem ci tu takie owoce, ciuszki na zmianę i gazetki, żeby ci się nie nudziło-powiedziałem, jednocześnie pokazując mu to wszystko.
-Jak będziesz tu ze mną, to nie będzie mi się nudzić-powiedział, wręcz niesłyszalnym szeptem. Trochę się zdziwiłem, ale postanowiłem spełnić jego prośbę. Ucieszyło go to.
Od tamtego dnia codziennie przychodziłem do szpitala(oczywiście kiedy miałem czas). Czytałem mu i opowiadałem co tam słychać w wielkim świecie. Powiedziałem mu też, że Sooman w ogóle się nim nie przejął. Wyglądał na zmartwionego tą wiadomością, ale musi wreszcie zrozumieć jaki jest Sooman. Musi zrozumieć jakie jest SM i w co się pakował. Oczywiście, kiedy my debiutowaliśmy było trochę spokojniej niż dzisiaj.
Teraz ta wytwórnia zeszła na psy. Ale teraz nie o tym.
Gdy przychodziłem, Jonghyun był uśmiechnięty. Ja też zacząłem odwzajemniać uśmiech. Uświadomiłem sobie, że Jonghyun nie jest taki, jakim go sobie wyobrażałem. A teraz musiałem się nim zaopiekować.
W końcu, gdy już wyszedł ze szpitala, dostaliśmy parę dni wolnego. No nareszcie!

Głodny, otworzyłem lodówkę. Był w niej tylko kurczak i mleko bananowe, a tak pozatym, świeciło pustkami. No cóż Onew-ty mnie nie zabijesz, a Taemin tak. Powiem Ci później jak wspaniale smakował!
-Znowu jesz kurczaka Onew?!-Usłyszałem głos Jonghyuna.
-Nie ma nic w lodówce, mam padnąć z głodu?-Krzyknąłem z pełną buzią. Nie odpowiedział. Za to, przysiadł się i zaczął jeść nóżkę kurczaka. Kiedy skończyliśmy, zaczął coś mówić:
-Wiesz, dla mnie to ty zawsze byłeś najwre...
Nie dałem mu dokończyć. Złapałem go za kołnierz, z mordem w oczach.
On tylko się uśmiechnął pobłażliwie. Po chwili wziął moją twarz w dłonie i skradł mi słodki, długi pocałunek.
Teraz mogę powiedzieć, że JongKey is real~

niedziela, 22 czerwca 2014

46. Tylko 3 dni (JongKey!)

Dwa lata później *Soundtrack 5*

Pracowałem w pewnej, dużej koreańskiej firmie. Tak, dużo zarabiałem.
Moim współpracownikiem był Jinki, który codziennie błagał mnie o wyjście. Zauważyłem, że jest samotny, w pracy też nie za bardzo go lubili. Ale za to był dobrym, sumiennym pracownikiem. W sumie był mi najbliższy w tej firmie.
Niedługo miała odbyć się impreza firmowa. Gdy Jinki dowiedział się, że będą tam kurczaki, zaczął się drzeć jak fanka na koncercie Justina Biebera. Był dziwakiem, ale i tak go lubiłem.

Wybraliśmy się razem, ubrany byłem w czarny garnitur. Było dużo alkoholu, jedzenia i ludzi z naszej i innych, mniejszych firm.
Oczywiście Jinki odrazu rzucił się by zeżreć kurczaka. Jedzeniem czy delektowaniem to ja bym tego nie nazwał. Siedziałem koło niego i zdegustowany patrzyłem jak to żre.
Po jedym zachłannym kęsie, odwróciłem głowę i zauważyłem, że ktoś przygląda mi się. Nasze spojrzenia skrzyżowały się zanim zaczął uciekać. Szybko wstałem z miejsca i ruszyłem w pogoń za nim.
-Ej, gdzie idziesz? Nie zostawiaj mnie!-krzyknął do mnie Jinki z pełnymi ustami, gdy odbiegałem. Jaki z niego dziwak...
Starałem się nie stracić mężczyzny z oczu. Wybiegł na zewnątrz, wtedy go dogoniłem. Udało mi się go złapać za dłoń i wtedy z całej siły pociągnąłem go do siebie i odwróciłem tak żeby zobaczyć jego twarz. Nasze ciała i twarze były tuż koło siebie. Spojrzałem mu głęboko w oczy i wtedy zrozumiałem kim jest. Jonghyun...
Z moich oczy wypłynęły łzy szczęścia, bo wreszcie go odnalazłem, ale też i łzy obawy, bo mógł przecież mnie znowu odrzucić.
Pogładziłem jego ciepłe policzki, tak żeby się upewnić czy aby na pewno jest prawdziwy.
Ale to nie jest sen! Stał tu przede mną!
-Chciałem cię przeprosić-szeptał-Kiedy cię poznałem...Podobałeś mi się, ale ja nie mogłem zrozumieć moich uczuć. Teraz to rozumiem. I j-ja..nadal..Ja..Kibum kocham cię.
-Ja też cię kocham-powiedziałem pomiędzy łzami. Naprawdę go kochałem. Była to miłość prawdziwa. Mimo rozłąki, niepewności czy jeszcze się spotkamy, innych pokus nadal go kochałem. I wtedy to zrobiliśmy-nasz pierwszy pocałunek.
Objął mnie w pasie i przysunął do siebie. Poczułem jego wilgotne, słodkie wargi na swoich. Czas się dla nas zatrzymał. Złożył na moich ustach łapczywy, namiętny pocałunek.
Z trudem oderwaliśmy się od siebie. Spojrzeliśmy sobie w oczy uśmiechając się. Nadal obejmował mnie w pasie.
Wtedy przed budynkiem pojawił się Jinki-ze skrzydełkiem[kurczaka oczywiście xD] w dłoni i nóżką kurczaka w ustach. Gdy zobaczył nas objętych, nóżka wypadła mu z ust. Ten dziwak...
To było jak z jakiejś komedii. Zaczęłem się śmiać, później usłyszałem też słodki śmiech Jonghyuna. Tylko Jinki pozostawał niewzruszony.

Parę lat później...

Obudziłem się w objęciach tego wspaniałego mężczyzny. Znowu przeżyliśmy kolejną wspaniałą noc.
Trzeci cel osiągnięty-dotknąć każdy skrawek jego ciała...


(A/N) Bardzo przepraszam, że jest to w dwóch częściach >.< Przepraszam, za kłopoty, ale nie mogłam dać tego w jednym poście. Będę nad tym pracować.
Nikomu nie znudził się mój spam? W poniedziałek było 2000 wyświetleń, za co serdecznie dziękuję! Między innymi, dlatego był codziennie jakiś post. A pozatym mam dużo napisane, to czemu by nie opublikować od razu?
Zapraszam na parodię z Key'em w której jest pokazana cała prawda xD! A co do nowego tła... OnTae też jest real! Oglądam sobie mecz. Jest Korea 2:4 Algeria. Mam małą nadzieję, że trochę nadrobią ^~^. Victory Korea!

45. Tylko 3 dni (JongKey)

(Wyjaśnie o co chodzi w następnym poście!!!)

Chociaż dzielą nas tysiące mil,
ten sam księżyc świeci nad nami.

Su Dongpo(1036-1101), poeta z dynastii Song

*Le Key* *Soundtrack 1* (Wczujcie się trochę w muzykę, żeby chociaż do połowy dojść)

Dziś było strasznie ciepło, postanowiłem pójść na plażę. Studiowałem w San Francisco, to mój ostatni rok. Miałem tu zostać, ale kompletnie mi się tu nie podobało. Planowałem od razu wracać do Korei-tam czułem się najbezpieczniej.
Irytowali mnie już ci gangsterzy i prostytuki na każdym kroku. Cóż, chciałem jak najszybciej skończyć studia i się stąd wynieść.
Szedłem po deptaku, delikatna bryza rozwiewała moje ciuchy i włosy.
Zatrzymałem się i zacząłem patrzeć przed siebie.
Koło mnie zatrzymał się jakiś chińczyk z torbą i apartem zawieszonym na szyi. Nie wiedziałem czy to naprawdę jest chińczyk. Zacząłem twierdzić jak ci wszyscy biali ludzie, że każdy azjata to chińczyk.
Był bardzo umięśniony i rozglądał się dookoła uśmiechnięty. Wiatr rozwiewał jego brązową grzywkę.
-Będziesz tu zdjęcia robić czy pływać...-zadrwiłem z niego po koreańsku. Usłyszał to i odwrócił się w moją stronę.
-Myślisz, że nie rozumiem?
A więc to był koreańczyk...
-Mam mało czasu, więc nie pójdę pływać-powiedział zrezygnowany i zrobił zdjęcie morzu.
Poczułem...smutek? Że musiał już iść?
Chciałem z nim pobyć chwile więcej, zamienić kilka słów więcej, popatrzeć na niego chwilkę dłużej...
Wyrwałem się z zamyślenia i dogoniłem go. Zapytałem się go ile będzie w San Francisco.
-Jeszcze trzy dni.
Zapytałem go czy nie potrzebuję przewodnika, a on skorzystał oferty.

Dzień zleciał nam szybko. Zdecydowanie za szybko. Ale było przyjemnie. Opowiedział mi o sobie, a ja mu o mnie.
Zwiedziliśmy kilka ciekawych miejsc, a na koniec odprowadziłem go do hotelu. Wymieniliśmy się numerami i umówiliśmy na jutro.
Do późna wpatrywałem się w księżyc. Rozmyślałem o Jonghyunie-bo tak się nazywał. Cholernie mi się podobał. Każdy jego ruch, spojrzenie, wypowiedziane słowo przyprawiały mnie o dreszcze. I to jak seksownie wyginał swoje ciało... Pragnąłem dotknąć każdy skrawek jego ciała, upajać się jego zapachem i czochrać jego włosy.
Czochrać jego włosy? Kibum, co ten facet z tobą zrobił?
Uśmiechnąłem się na tą myśl.
Szalenie go pożądałem, ale bałem się. Co jeśli nie pociągają go chłopcy tylko dziewczyny z długimi nogami?
Podniecony zasnąłem.

Dzień 1 *Soundtrack 2*

Czekałem przed jego hotelem, miał za chwilę przyjść.
Po dwóch minutach, przyszedł uśmiechnięty, ubrany w białą koszulę i białe spodenki do kolan. Świetnie kontrastowały z jego ciemną skórą. Na nosie miał okulary przeciwsłoneczne. Wyglądał seksownie, ale mu tego nie powiedziałem. Od kiedy faceci mówią sobie, że seksownie wyglądają? I znałem go dopiero od wczoraj...
Ja miałem na sobie biały t-shirt i czarne, obcisłe rurki. Dobrze podreślały mój tyłek.
-Dobrze wyglądasz-skomplementował mnie przez co się zarumieniłem. Na mojej twarzy zagościł uśmiech, ale odwróciłem głowę tak by Jonghyun tego nie zauważył.

Byliśmy w kilku ciekawych miejscach, w zoo i koreańskiej restauracji.
W zoo najbardziej podobały mi się tygrysy-moje ulubione zwierzę. Chciałem w nie wpatrywać się godzinami, ale nie mogłem.
Przez godziny otwarcia i Jonghyuna, bo chciał zwiedzić całe zoo, nie tylko tygrysy. Chociaż podobały mu się.
Rozprzestrzeniały wokół siebie władczą aurę, były takie silne, a ja słaby.
W pewnym momencie jeden odwrócił łeb w moją stronę. Myślałem, że patrzy mi wprost w oczy, zagląda do mojej duszy i odkrywa moje uczucia.
Wtedy odwrócił łeb z przękąsem.
Poszliśmy dalej, jak wywnioskowałem, do ulubionego zwierzęcia Jonghyuna. A mianowicie to była puma.
To zwierzęcie wydawało się bardzo tajemnicze i pociągające. Patrzał na nas i znikał za krzakami na swoim wybiegu.
Jego sierść była koloru głębokiej czerni, błyszczała w słońcu.
Później poszliśmy oglądać foki. Ich wybieg był w ziemi, widzieliśmy je z góry. Miały tam dużo wody w której pływały. Była też wysepka na której pare fok się wygrzewało.
Pochyliłem się by lepiej przyjrzeć się jednej. Nagle straciłem równowagę.
W porę, ramiona Jonghyuna zacisnęły się wokół mojego pasa. Łapczywie powąchałem(tak żeby nie zauważył) jego prawe ramię. Wyczułem trochę potu, pomarańczy no i oczywiście zapach męskości. Upoiłem się tym.
No więc jeden cel wykonany-upoić się jego zapachem.
Szybko wróciłem do rzeczywistości. Jonghyun wpatrywał się we mnie zatroskany i trzymał dłonie na moich barkach. Uwolniłem się od jego dotyku i spojrzałem w inną stronę. Byłem cały czerwony. Jonghyun spowodował to swoją bliskością.
Później poszliśmy do koreańskiej restauracji. Pracowali tu sami koreańczycy, więc na pewno doskonale znali się na koreańskiej kuchni.
Obsłużyła nas urodziwa dziewczyna. Wyglądała na studentkę, też była koreanką. Jak każdy facet spojrzałem na jej piersi, które wręcz wylewały się z dekoltu jej bluzki. Kiedy odchodziła zwróciłem uwagę na jej zgrabne nogi. Miała do tego krótką spódniczkę. Cóż, musiała uwydatniać to co miała najlepsze...
Co mnie zdziwiło,  to to, że Jonghyun nie raczył nawet spojrzeć na tę dziewczynę.
Zamiast na nią, wpatrywał się we mnie. To było chyba dobrze dla mnie.
Niech to szlag! Taka natura faceta, że patrzy na piersi... No nie wszystkich, przykładem był Jonghyun. Źle zrobiłem, bo pewnie pomyślał, że lubię dziewczyny. A było przeciwnie!

Pożegnaliśmy się po dwudziestej, odprowadziłem go do hotelu.
Tego wieczoru znowu wpatrywałem się w księżyc. Rozmyślałem o tym co robi Jonghyun, czy może on tego myśli o mnie? Bardzo tego bym chciał, pragnąłem tego.

Dzień 2 *Soundtrack 3*

Dziś postanowiliśmy się bardziej odprężyć. Najpierw wybraliśmy się na plażę. Zarumieniłem się, gdy zobaczyłem go w koszulce na ramiączkach. Teraz lepiej widziałem jego umięśnione ramiona i trochę pleców. Był boski.
Jeszcze bardziej się zarumieniłem, gdy ją zdjął. Patrzyłem na niego zahipnotyzowany. Odparł, że nie będzie pływać w koszulce.
Też odkryłem swoje niezbyt umięśnione ciało. Gruby nie byłem. Jonghyun przeszył mnie wzrokiem, ale nic nie powiedział. Zauważyłem, że jeden jego kosmyk włosów źle się ułożył przez wiatr. Podeszłem do niego i poprawiłem to. Patrzał na mnie zdezorientowany.
Drugi cel osiągnięty-poczochrać jego włosy! 
Może ich nie czochrałem, ale dotknąłem ich. To było coś. Były takie mięciutkie i puszyste, szkoda, że nie mogłem dłużej ich dotykać.
Gdy weszliśmy do wody, Jonghyun mocno mnie ochlapał. Nie pozostając mu dłużny, też to zrobiłem. Chlapaliśmy się wodą, zupełnie jak dzieci, śmiejąc się przy tym. Pływaliśmy i nurkowaliśmy.
Gdy wyszliśmy z wody, osuszyliśmy się i kupiliśmy lody.
Później zaprowadziłem go do innego miejsca, daleko od tego miejskiego zgiełku. Było już późno, niedługo miało się ściemniać.
Wreszcie doszliśmy do łąki, która znajdowała się koło lasu. Była tu też mała altanka. Poszliśmy tam usiąść.
Jonghyunowi bardzo podobało się to miejsce.
Był zachód słońca, niezauważalnie przysunąłem się bliżej do chłopaka. Było tak romantycznie, gdyby Jonghyun wiedział jak mi się podoba...
Byliśmy tam do późna. Rozmawialiśmy, żartowaliśmy, w pewnym momencie zamieniło to się w gonitwę. Jonghyun gonił mnie, przedzierając się przez wysoką trawę. Kiedy był tuż koło mnie, upadłem, a on razem ze mną. Gdy otworzyłem oczy, jego cudowna twarz była tuż przed moją. Leżeliśmy w trawie, nie było nas widać. Poczułem się trochę zażenowany tą sytuacją, co zdradzała moja mina. Jonghyun zauważył to i po chwili jego dłoń zaczęła gładzić mój policzek. Zdziwiło mnie to, ale uśmiechnęłem się. On zrobił to samo.
Ale to jeszcze nie było spełnienie marzeń. On tylko gładził mój policzek. Ja...chciałem czegoś więcej.
Zwróciłem uwagę na księżyc. Była pełnia więc błyszczał jak perła. Patrzyliśmy tak na niego przez chwilę, zastanawiając się co myśli ten drugi.
Nagle wyrecytowałem wers z chińskiego wiersza:

Półksiężyc budzi melancholię, pełnia sprzyja zakochaniu.

Tego się nie spodziewał. Spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy. Pomyślałem sobie, że to moja szansa, muszę spróbować, teraz albo nigdy.
Powoli zaczęłem przybliżać swoje wargi do ust Jonghyuna. Po chwili usłyszałem jak wstaję. Zrozumiałem, że wszystko zepsułem. Sylwetka Jonghyuna znikała w oddali, mimo moich krzyków, próśb nadal się oddalała.
Zrobiłem najgorszą rzecz, jaką mogłem zrobić...

Dzień 3 *Soundtrack 4*

Dziś nie obudziły mnie ptaki, śpiewające pieśni o poranku. Zastąpiły je cisza.
I wtedy sobie przypomniałem.
Muszę o coś zawalczyć. O kogoś.
W ciągu pięciu minut opuściłem swoje skromniutkie mieszkanie. W hotelu go nie było, wymeldował się, nie zdążyłem. Ale może nie wszystko stracone?
Wsiadłem do pierwszej taksówki. Dałem kierowcy więcej pięniędzy, by był szybciej na lotnisku.
Sprawdziłem wszystkie godziny odlotów... Właśnie jeden samolot leciał do Korei! Pobiegłem tam gdzie była odprawa i..i...
Wtedy zobaczyłem go jak wchodzi do samolotu. Twarz miał smutną nawet bardzo. Do tego mnie nie zauważył...
Czułem taki ból jakby ktoś obdzierał mnie ze skóry. Straciłem coś cennego...
Miłość nie boli. Boli to, że nie możesz być z ukochaną osobą.
Przypomniałem sobie wszystko spędzone chwilę z Jonghyunem. Było ich mało, ale wiele dla mnie znaczyły.
Przez te dwa dni spędzone z nim, odżyłem na nowo. Teraz on odszedł bez pożegnania, nawet nie mogliśmy wyjaśnić sobie niektórych kwestii. To bolało.
Miałem jego numer! Nie, przecież to jego tymczasowy numer podczas pobytu w San Francisco...Nawet nie znałem jego nazwiska, adresu zamieszkania. Kompletnie nic.
Bez słowa pokazał mi czym jest miłość i bez słowa odszedł.

Dni upływały, a ja żyłem ze świadomością, że już go nie ma. Spędziłem wiele samotnych, cichych dni. Wieczorami zawsze wpatrywałem się w księżyc i recytowałem ciągle ten sam wiersz Su Dongpo:

Tyle lat we mgle pomiędzy życiem i śmiercią;
Nawet jeśli nie chcę myśleć, nie mogę zapomnieć.
Samotny grób oddalony o tysiąc mil nie znajduje słów dla swojej melancholii.
Boję się, że kiedy się spotkamy, moja twarz będzie szara, a włosy białe.

sobota, 21 czerwca 2014

44. Wizyta R10

Jutro będzie JongKey, hehe. Trochę dłuższy, heh.

   Na dworze było coraz zimniej, przez co nie mogłam długo siedzieć na balkonie i wpatrywać się w niebo. Zamiast tego przesiadywałam wraz z Chanyeolem w pokoju Kai'a.
Gdy wróciłam także zobaczyłam czy nie śpią. Chan był w pokoju Kai'a.
-A wy nie śpicie...?-zapytałam niepewnie wchodząc do pokoju.
-Ooo nareszcie przyszłaś! Gdzie to się było?-Powiedział złośliwie Kai.
-W kawiarni wiesz.
-Kris z Kyungsoo i Luhanem cię szukali! Kris mówił coś że pójdzie z Kyungsoo do parku.
Zaczerwieniłam się. Przypomniało mi się jak przewróciłam się, a Himchan ze mną. Gdy patrzałam mu w oczy, a on mnie przytulał. Gdyby nas Kris zobaczył...
-W parku? Szłam inną drogą-powiedziałam. Byłam pewna, że się nie nabiorą.
-To czemu się rumienisz?-zapytał Chan.
-Ja się nie rumienię!-Głośno zaprzeczyłam.
-No wcale!-Powiedział Kai.
Powiedzieć im czy nie? Może tą część bez Himchana?
-Przy okazji twój telefon dzwonił jak oszalały kilka minut temu.
Poszłam to sprawdzić. Mój pokój był naprzeciwko pokoju Kai'a. Wróciłam do jego pokoju z telefonem.
Były 4 nieodebrane połączenia i 2 wiadomości od nieznanego numeru.

Hej tu Himchan!

Miałaś o mnie nie zapomnieć!

Uśmiechnęłam się na widok tych sms-ów. Kai i Chanyeol patrzeli na mnie zaciekawieni.
-Dasz zobaczyć?-Kai wychylił się, żeby coś zobaczyć.
-Ej! To prywatne!-przycisnęłam telefon do brzucha by ten nic nie zobaczył.
Usłyszałam dzwonek przychodzącego połączenia. Spojrzałam na wyświetlacz.
Numer Himchana.
Przygotowałam się w duchu. Nie chciałam pokazać, że się denerwuję.
-Halo?
-Hej, myślałem, że zasnęłaś!
-No widzisz, jednak nie.
-A to kto znowu?-Kai się wtrącił.
Machałam ręką żeby nic nie mówił.
-Mówiłam ci, że mam duże rodzeństwo, hehe-śmiałam się nerwowo.
-I to jaaaakie duże-dodał Chanyeol.
-W sumie ma piątke braci!-wykrzyczał Kai do słuchawki rzucając mi się na ramię.-A to nie wszystko!
-Zamknij się już Kai!-odrzuciłam go i pobiegłam do mojego pokoju. Domyśliłam się, że chodzi o tą część o rodzicach. Ja chciałam mu ją powiedzieć...
Rzuciłam się na łóżko i weszłam pod kołdrę.
-Jesteś tam jeszcze?-usłyszałam.
-Tak.
-O co chodziło Kai'owi?-zaakcentował jego imię.
-No wiesz..może wyda ci się to..mhm..ale mam innych rodziców.
-Możesz mi powiedzieć. Zaakceptuję to.
-Mam dwóch ojców. Są homoseksualni.
-To...ja..znaczy..
-Wiem, że jesteś zaskoczony. Ja po pewnym czasie się przyzwyczaiłam. I w sumie cieszę się, że mam taką rodzinę, a nie inną.
-Rozumiem..
-Ale ty mało o sobie mówisz!
-Hmm..nie wiem od czego zacząć.. Mieszkam z rodzicami i chodzę do prywatnej szkoły. Przez całe życie miałem w sumie jednego przyjaciela. Nadal mam. Jest w moim wieku i chce zostać raperem.
-Miałeś mówić o sobie!
  Rozmawiałam z nim tak do ok. 2 w nocy. To co mnie zdziwiło, to to, że nie chciało mi się spać.
Zeszłam do salonu, było po 11. Wszyscy byli już na nogach. Nie widziałam nigdzie Luhana.
-Gdzie jest Luhan?-zapytałam zaciekawiona.
-Poszedł do kogoś. Nawet nie mówił do kogo.-Oznajmił Tao.
Poszłam do kuchni i zrobiłam sobie płatki. Usiadłam do stołu koło Kai'a i Sehuna. Jedliśmy w całkowitej ciszy.
Tą niedziele spędze na odpoczywaniu.

                    *Luhan*
  Wyszedłem z domu jeszcze zanim __ się obudziła. Naprawdę mnie ciekawiło gdzie była, ale nie zdążyłem jej o to zapytać. Nie wiedziałem czy nie przyszedłem za szybko do niego, ale nie mogłem wytrzymać. Chłopak mnie zaintrygował. Chciałem poznać jego historię i przede wszystkim GO.
  Zatrzymałem się przed drzwiami jego domu i przygotowałem się mentalnie.
Głośno zapukałem i czekałem.
Drzwi otworzyły się nieufnie i wolno, a za nimi stał Xiumin. Uśmiechnąłem się jakby miało to znaczyć, że przyszedłem w pokojowych zamiarach.
-Hej, ja miałem przyjść i..Czy mogę wejść?
Xiumin potrząsnął głową i otworzył szeroko drzwi, zapraszając mnie do środka. Było ciemno, a okna były zasłonięte nie pozwalając przedostać się światłu do pomieszczeń. Szedł pierwszy zaprowadzając mnie do swojego pokoju. Tu okna zasłonięte były do połowy. Naprzeciwko łóżka była komoda z telewizorem, a na ścianie wisiała półka z książkami. Na biurku był włączony laptop. Była też książka pt. 'Życie po śmierci'. Po okładce odrazu się zniechęciłem. Zobaczyłem też kilka srebnych żyletek.
Chłopak usiadł na łóżku, więc i ja tak zrobiłem.
-Ja..czy moge ci jakoś pomóc?-zapytałem, nie bardzo wiedząc jak zacząć.
-Już wystarczająco dla mnie zrobiłeś. Dzięki tobie zrozumiałem że mam po co żyć.-Podniósł głowe patrząc na mnie swoimi zaszklonymi oczami.-Ja...każdy traktuję mnie jak śmiecia...W szkole mnie gnębią...Matka się puściła i nie wie z kim ma dziecko..Dorabia jako prostytutka i nigdy jej nie widzę w domu..ja..-mówił przez łzy-jestem nikim.
Nie wiedząc co powiedzieć objąłem go i przytuliłem. Siedzieliśmy tak pare minut dopóki nie przestał płakać.
-Nie myślałeś nad zmianą szkoły i porozmawianiem z psychologiem? To naprawdę może pomóc.
-Nie myślałem nad tym...ale..możesz mi pomóc?
-Zrobię wszystko-powiedziałem, po czym Xiumin przytulił mnie mocniej, przez co stykaliśmy się policzkami..

piątek, 20 czerwca 2014

43. You+Me=Yehet (SeKai)

*Druga część*

Kiedy dokończe wszystkie opowiadania postaram się pisać dłużej. Mam już ok. 7 pomysłów na one shoty i 2 na paro-rozdziałowe, z BTS i EXO(razem z nim Taemin).
Po koniec pozwoliłam sobie użyć bardziej wyszukanych określeń, nie miejcie mi tego za złe.
Heh.

*Le Sehun*

Ciągle byłem traktowany jak śmieć.
Nie wiedziałem, co robiłem źle. Czy to przez mój charakter? Jeśli tak, to co mam zmienić?
A może to ludzie byli tacy źli? Życie jest okrutne, a moje szczególne. Nie ma nic gorszego niż być opuszczonym przez osoby, które kochasz. Ale co na to poradzić? Świat nadal będzie cię ranił, ty po prostu musisz iść dalej.
Mam iść dalej. Hm, no to czym by się tu zająć żeby zapomnieć o tym wszystkim?
Chyba powinienem rozwinąć moje umiejętności taneczne? Powinienem zająć się tym już dawno! Rozwijałbym się, a przy okazji zapomniał! Nie, nie zapomnę... Mogę przestać myśleć o nim, ale nie zapomnę.
Na kursie pojawiło się sporo osób. Wreszcie zjawił się nauczyciel tańca. Był całkiem...przystojny.
Nie, Sehun ogarnij się! To jakiś facet po dwudziestce, a ty jesteś w liceum! A pozatym nie widzisz jak lubieżnie patrzy się na te dziewczyny! Na pewno jest hetero!
W pewnym momencie skierował wzrok na mnie. Moje serce zadrżało, a gdy się uśmiechnął, stanęło. Wysiliłem się na najpiękniejszy uśmiech, bo byłem lekko sparaliżowany. Wytrzymałem jeszcze seksowne spojrzenie jego głębokich oczu.
Był to kurs dla zaawansowanych, a ja raczej nie przeceniłem się, idąc na nie.
Panowała na nim przyjemna atmosfera, muzyka była energiczna przez co nabierałem ochoty do dalszego życia. No i coraz bardziej zapominałem o Luhanie-a co dopiero o Tao. I samo tańczenie sprawiało mi przyjemność.
Gdy byłem w sali i tańczyłem w rytm muzyki, czułem jakbym odrywał się od tego świata i był w innym.
Byłem coraz lepszy i nawet jeździłem na zawody. Oczywiście u boku Kai'a-mojego nauczyciela, który tak mi się podobał. Myślałem, że już nikomu nie zaufam i pozostanę samotnikiem, a tu proszę! Zakochałem się we własnym nauczycielu, który w dodatku jest starszy ode mnie o pare lat! Ja jestem jakimś gówniarzem z liceum, w dodatku facetem! On na pewno jest hetero.
Czy on mógłby spojrzeć na mnie tak samo jak ja niego?

Dziś postanowiłem zostać trochę dłużej i jeszcze poćwiczyć do jutrzejszych zawodów. Byłem trochę zdenerwowany-bałem się, że przegram, ale pocieszało mnie to, że Kai będzie mnie wspierał.
Ćwiczyłem układ piosenki, którą jutro mieliśmy zatańczyć. Musiałem przećwiczyć tylko jeden fragment, który wychodził mi źle. Może nie tak źle, wychodził byle jak, a ja chciałem być perfekcyjny w tym co robię. Kai na pewno też by to zauważył i tak już nazywał mnie najlepszym tancerzem(no, zaraz po nim). Schlebiało mi to i to bardzo. Często czułem na sobie spojrzenia zazdrosnych dziewczyn,  kiedy gawędziłem z Kai'em. Czułem też spojrzenie Kai'a gdy tańczyłem. Czasami mnie to onieśmielało.
-Nadal nie umiesz tego fragmentu?-Zapytał mnie ktoś. Obróciłem się na pięcie i zobaczyłem Kai'a, który wchodził do sali. Panował w niej pół mrok.
Był ubrany w czarne rurki i czarną bluzę. Wyglądał strasznie podniecająco, do twarzy mu w czerni.
-Patrz jak ja to robię-nakazał mi i zatańczył fragment, który mi nie wychodził.
-Patrz jak to zrobić-gdy to powiedział, stanął za mną i nakierował moje ciało, które pierwszy raz dobrze wykonało ten ruch. Jego ciało było tak blisko mnie... I zmysłowo pocierało się o moje... Chyba zauważył jak to na mnie zadziałało. Złapał mnie od tyłu za biodra i zaczął nimi kołysać. Byłem strasznie onieśmielony i nie wiedziałem co robić, ale jednocześnie, podobało mi się to. Teraz mogły spełnić się moje wszystkie erotyczne fantazje z Kai'em! Nie, na wszystkie zabrakłoby czasu...
Szybko się obróciłem i spojrzałem na jego usta, które teraz wydawały się być bardziej ponętne. Prosiły mnie, żebym się nie ociągał i złożył na nich pocałunek. Jednak Kai zrobił to szybciej. Przed skradnięciem mi pocałunku, wyszeptał 'Ty i Ja'.
Pomiędzy pocałunkami, rzuciliśmy się na materac, który był w sali.
-Myślisz, że nikt nas nie przyłapie?-Wyszeptałem, odrywając się od ust Kai'a.
-Wszystko zamknąłem.-Powiedział z tym swoim zabójczym uśmiechem i powrócił do całowania mnia, tym razem zjeżdżał coraz niżej.
-Yehet!-Krzyknąłem, w chwili najwyższego uniesienia. Nasienie wytrysło z mojej nefrytowej łodygi, jego nasienie było w mojej złotej bramie. Kai pieprzy jak zwierzak, jeszcze lepiej niż Tao czy Luhan.

-Yehet!-Krzyknął Kai do mojego ucha. Gdy chciał mnie zawstydzić, zawsze wymawiał to słowo. Przypominało nam to o naszej pierwszej wspólnej nocy. Właśnie dzisiaj mija rok odkąd jesteśmy razem...

czwartek, 19 czerwca 2014

42. Nieporozumienie (JongKey)

Krótkie, heh.

Znowu cię widzę... Ale ty nawet nie zwracasz na mnie uwagi...

  Nazywam się Kim Kibum i studiuję. Mieszkam w akademiku, dzielę pokój z moim bliskim przyjacielem Jinkim. Dla przyjaciół Onew.
Jestem gejem, ale umiem to ukryć. Czasami.
Nie mogę przestać ślinić się na widok pewnej osoby... Jest nią Kim Jonghyun, chłopak z pokoju obok.
Problem w tym, że boję się wyznać mu co czuję, boję się, że może odrzucić moje uczucia. Że jest hetero. 
Codziennie dla niego ubierałem najlepsze ciuchy i starałem się wyglądać jak najlepiej. Tyle, że on nawet tego nie zauważał... Ale nie poddawałem się, trzeba było próbować! I łudzić się, że wreszcie na mnie spojrzy...

Schodziłem schodami na dół, do klasy, gdzie miałem zajęcia i wtedy go zauważyłem. Ubranego w t-shirt, który świetnie uwydatniał jego seksowne mięśnie, które tak na mnie działały.
Szedł do góry, za chwilę mieliśmy się minąć. Starałem się iść z gracją,(powstrzymując uśmiech podniecenia) niczym jakiś chiński Cesarz, ale w środku i tak byłem tym namiętnym wieśniakiem.
Patrzałem na niego, nawet odwróciłem się za nim, ale on i tak zachowywał się jakby mnie nie widział. Coś mnie zabolało. Ale trzeba próbować! Jak głupek...

Następne podejście było na stołówce, tym razem ze znajomymi. Próbowałem zagadać do wszystkich, ale najbardziej do Jonghyuna. Ale on i tak odpowiadał jednym słowem. Próbuj!

-Jinki!-wydarłem się do przyjaciela zrozpaczony-Czemu on nie chce na mnie spojrzeć?!
-Mnie się pytasz?
-Tak. Nawet kurczaki mają ciebie dość!
Nie odpowiedział mi...

Poszedłem po radę do Taemina. Zaczął wykład o tym jak poznał się z Minho, o tym, że pieprzyli się jak zwierzęta. Zaczął dawać rady o seksie analnym i inne tego typu rzeczy... Nie tego chciałem.
-Za dużo gejostwa!-krzyknąłem i uciekłem z jego pokoju. Zdecydowanie za dużo gejostwa, jak dla mnie.
Opowiadał o tym wszystkich fantazjach seksualnych jakie spełnili. Wyszedłem czym prędzej, żeby nie słuchać o tych fantazjach, które zamierzają spełnić.
Bałem się tego, co ten dzieciak mógł mieć w głowie.

Nigdy nie zauważyłem żeby Jonghyun spędzał czas w towarzystwie dziewczyn. A to chyba dobrze(dla mnie)?
Próbowałem jeszcze jakichś typowych sztuczek z książkami, ale gdy je upuszczałem, on uciekał i nie zwracał na mnie uwagi.
Czułem się z tym źle. Wszystkie obmacujące pary nie pocieszały mnie.
Coraz bardziej się załamywałem. 
Tylko Jinki wysłuchiwał moich smętów.
Cóż, chyba taki jest nasz los. Razem z Jinkim jesteśmy za głupi i za dziwni, żeby ktoś zwrócił na nas uwagę.
Jonghyun nawet nie raczył na mnie spojrzeć. Bolało mnie to. Zawsze gdy przechodził i nawet nie spojrzał na mnie, moje serce pękało. A pękało przynajmniej parę razy dziennie. Ale i tak nie odpuszczałem, miałem nadzieję, że kiedyś, w końcu ze sobą chociaż porozmawiamy. Wierzyłem w to, mimo że było już dużo okazji do porozmawiania. I nic.
W przedostatnim stadium(ostatnie to zrezygnowanie), stałem się najbardziej zdesperowanym człowiekiem na ziemi.
Wymyśliłem pewien plan...Jinki był mi do tego potrzebny. Domyślacie się?
-Wywołując u niego zazdrość, nic nie zdziałasz!-krzyknął,  gdy przedstawiłem mu mój plan.
-Jeśli się nabierze to pomyśli, że musi działać!-przekonywałem.
-No nie wiem...
Plan był prosty. Kiedy Jonghyun będzie wracał z ostatnich zajęć, ja wraz Jinkim będziemy obmacywać się jak zakochani, przed naszyn pokojem. Chaotyczne, wiem. Ale można spróbować.

Czekaliśmy przed naszym pokojem, stojąc blisko siebie. Onew chyba słyszał jak mocno wali mi serce. Ciekawe jak zareaguję Jonghyun. Może przejdzie zniesmaczony? Pewnie tak.
-Gotowy?-zapytałem Jinkiego, gdy usłyszałem, że idzie. Gdy przytaknął objąłem go w pasie i przyciągnąłem do siebie. Wplotłem mu palce we włosy i opuszkami palców zacząłem gładzić jego wargi. Wiedziałem, że jest tym wszystkim zniesmaczony, ale dobrze grał. Też trochę byłem.
Kątem oka zauważyłem jak Jonghyun przechodzi koło nas i wtedy się zdziwiłem. Zamiast obojętnie przejść, on krzyknął.
-Wiedziałem, że jesteście razem!-gdy to usłyszałem, oderwałem się od Jinkiego i już chciałem pobiec za Jonghyunem, ale on już zamknął się w swoim pokoju.

Chyba całą noc sterczałem pod jego drzwiami. Oczywście po jakiejś godzinie, osunąłem się na ziemie. A po jakichś dwóch godzinach, usłyszałem głos Jonghyuna.
-Po co tu jeszcze jesteś?
-Otwórz mi, proszę. Wyjaśnię to.
Po tym zamilkł na następną godzinę, ale ja nadal byłem pod jego drzwiami i prosiłem żeby wyszedł lub mnie wpuścił.
Zrezygnowany, już chciałem pójść, gdy wtem, drzwi rozwarły się i ujrzałem Jonghyuna. Wyglądał na jakiegoś zamulonego, włosy miał poczochrane, a oczy spuchnięte.
-Wyjaśnij mi to proszę.-Poprosił.
-Z Jinkim nic mnie nie łączy, jest moim przyjacielem. Zrobiliśmy to żebyś był zazdrosny, rozumiesz? Jonghyun, to ty mi się podobasz!
-Czuję się upokorzony-przyznał, patrząc na mnie lodowatym wzrokiem. Zmroził mnie tak bardzo, że nie mogłem nic powiedzieć przez parę sekund.
-Ty nawet nie wiesz jak ja się czułem kiedy mnie ignorowałeś!
-Jesteś z Jinkim. Nie chciałem wam przeszkadzać.
-A kto ci niby to powiedział?!
-...ludzie tak mówią...
-To tylko plotki. Następnym razem pytaj się mnie. Nie zrozumiałeś, że to ty mi się podobasz?
Jego twarz oblał rumieniec. Pokazałem mu wtedy mój najpiękniejszy uśmiech. Podeszłem do niego i przytuliłem.
No nareszcie mnie zauważyłeś...

środa, 18 czerwca 2014

41. Nowy post! (KrisYeol[Koniec])

Nie wiem czemu, ale kiedy dodałam nowy post, nie dodało się dzisiaj, tylko 15 maja! I pewnie dlatego, że wtedy zaczęłam pisać i miała to jako robocze. Nie wiem jak to dodać na dzisiaj, naprawdę przepraszam...

KrisYeol

wtorek, 17 czerwca 2014

40. Znowu to samo (HunHan&XiuHan)

*Pierwsza część*

(A/N) Zdaję sobie sprawę ile jest błędów w pierwszej części...Ale mam nadzieję, że z każdym kolejnym opowiadaniem będę pisała coraz lepiej! Spodziewajcie się jeszcze trzeciej części, bo przecież nie zostawimy Sehuna samego!


*Le Sehun*

Tao już w ogóle się do mnie nie odzywał. Zamiast ze mną, spędzał czas z Krisem. A jeszcze niedawno tak go nienawidził... A teraz? Nie widzi świata poza nim. Denerwowało mnie to, bo potraktował mnie jak śmiecia. Jak rzecz, którą wyrzucasz, kiedy jest niepotrzebna. To bardzo boli. A ja cierpiałem tak bardzo, że nie mogłem tego wyrazić. W niczym nie znajdowałem pocieszenia. Czy to bubble tea, nowy odcinek dramy, muzyka, tańczenie, nic nie zmieniało mojego humoru.
Zawsze gdy widziałem ich siedzących razem w ławce, uśmiechniętych, ogarniała mnie furia. Aż chciałem temu Krisowi wydłubać oczy. Ale nie mogłem tego zrobić, Tao i tak już by do mnie nie wrócił.
Picie bubble tea zawsze sprawiało mi przyjemność lecz teraz, czułem jakby to była zwykła kranówka. Picie ją samemu to nie to samo...
-Hej, coś ty taki smutny?-jakiś chłopak przysiadł się do mnie. Zdziwiłem się, bo wcześniej go nie zauważyłem. Wyglądało to jakby wyrósł z ziemi. Niechętnie mu odpowiedziałem, bo byłem zbyt przybity żeby coś z siebie wydusić.
-Nic...-wyszeptałem, prawie niesłyszalnie. Musiał się nachylić, żeby to usłyszeć.
-Czy można być smutnym bez powodu?-zapytał. Chciałem mu odpowiedzieć że nie.
Stałem się taki od rozstania z Tao. Tak jakby słońce, które oświetlało mi drogę, nagle zgasnęło i nie wiedziałem, co mam dalej robić. Mój wyraz twarzy był ciągle taki sam i nie zmieniał się nawet na sekundę.
-Nie można...
-No to czemu jesteś smutny?
Opowiedziałem mu całą historię. Gdy słuchał, jego twarz nie zmieniała wyrazu, przez co nie mogłem dowiedzieć się co myśli. Może obawiał się, że jakimś grymasem, urazi mnie? No nie wiem czy ktoś ucieszyłby się, gdyby usłyszał, że jestem gejem.
-W sumie...rozumiem cię. Mnie spotkało coś podobnego. Chłopak też mnie zostawił.
-Naprawdę jesteś gejem?!
-Mhm. Gdybym nie był to czy podszedł bym do ciebie?
-No nie wiem...
Porozmawaliaśmy ze sobą jeszcze. Nazywał się Xiao Lu, ale kazał na siebie mówić Luhan. Nie wiem czemu, bo jego imię było ładne. Był chińczykiem, a w Korei mieszkał już od dziecka, dlatego tak dobrze posługiwał się koreańskim. Był miły i sympatyczny, przez zwykłą rozmowę z nim, poprawił mi się humor.
No i oczywiście, że mi się spodobał. Był taki chudziutki, przez co wyglądałem na bardziej męskiego niż on. I pochlebiało mi to, he.
Radość jednak nie trwała długo.
Po któryśtam już spotkaniu, zupełnie sobą zauroczeni, Luhan zaroponował chodzenie ze sobą(Nie, nie po bułki). Poważny związek. I oczywiście się zgodziłem. Byłem tak zauroczony, że nie wiedziałem co robię. A takie decyzje podjęte na szybko, źle wychodzą.
Po trzech tygodniach zaczęło się wszystko walić, aż wszystko się skończyło. Luhan mnie zostawił.
Znowu ktoś mnie zostawił. Kolejny raz ktoś wykorzystał mnie, zgniótł i wyrzucił do śmietnika-jak śmiecia.

*Le Luhan*

Znowu wywinąłem się od spotkania z Sehunem. A wszystko przez osobę, która niedawno tak namieszała mi w życiu.
W końcu przestaniesz o niej myśleć...
Ale nie zapomnisz o niej. Nigdy.
On tak mi zawrócił w głowie...A mianowicie tym chłopakiem był Xiumin, mój były, który teraz wrócił. Nie umiałem go odrzucić, pewnie dlatego, że nadal coś do niego czułem. I jednocześnie wiedziałem jak bardzo niedługo zranię Sehuna. Czułem coś do niego, ale nie było to tak silne jak uczucie do Xiumina. Zachowywałem się samolubnie, ale miłość do byłego zwyciężyła. Dziś się z nim spotykałem.
Był tak samo przystojny jak wcześniej-a nawet jeszcze bardziej! Jeszcze większą przyjemność sprawiało mi, wyłapywanie zazdrosnych spojrzeń dziewczyn, gdy spacerowaliśmy po parku. W końcu, po paru minutach chodzenia, usiedliśmy na ławce z której był widok na jezioro. Było w nim dużo rzęsy. Na środku była mała wysepka, na której zbierały się wszystkie kaczki i mewy. Szlag mnie trafiał, gdy słyszałem te pokrzykiwania mew. Brzmiało to tak jakby zrobiły konkurs na kto, najgłośniej i najbrzydziej się wydrze. Jednak zbytnio nie przeszkadzała naszej rozmowie.
Xiumin zaczął mi opowiadać o tym czemu mnie opuścił.
-Tata wymyślił, że wyprowadzimy się do Ameryki. Kazał mi opuścić wszystkich moich bliskich i wyjechaliśmy nawet bez słowa...Ale nie poszczęściło nam się tam i wróciliśmy. Chciałem cię przeprosić.Bardzo za tobą tęskniłem.
   Nie miałem serca, żeby mu nie wybaczyć. Padliśmy sobie w ramiona jeszcze tego samego dnia. No i doszło do złączenia nieba z ziemią(jeśli wiecie o co chodzi). Było wspaniale, czułem jakby to był nasz pierwszy raz...

poniedziałek, 16 czerwca 2014

39. Znamy się od zawsze (WonYe)

(A/N) No więc...Długo mnie tu nie było, no ale to był ostatni tydzień na poprawy w szkole. Teraz będę miała więcej czasu. Dziękuję za ostatnie komentarze, na które nie odpowiedziałam. Bardzo się cieszę, że ktoś to czyta, a co dopiero komentuję.

Znamy się od zawsze...

*Le Yesung*

Nie lubię poniedziałków... Wtedy najczęściej spotykają mnie jakieś nieszczęścia.
Szedłem do pracy, do mojego biura. Zapowiadał się ciężki dzień.
Usłyszałem dzwonek mojego telefonu-dzwonił Ryeowook, mój szef.
Zaakceptowałem połączenie i już chciałem coś powiedzieć, ale ktoś krzyknął 'uwaga' i mnie zatrzymał. Spojrzałem przed siebie i dotarło do mnie co się stało. Prawie weszłem na jezdnię, na czerwonym świetle. Serce zaczęło bić mi jak oszalałe. Dlatego nie lubię poniedziałków.
Spojrzałem na mojego wybawcę.
Ujrzałem jego brązowe, dobrze ułożone włosy i ciemne, tajemnicze oczy. Czy to mógł być...
Mężczyzna, który zawsze ratował mój tyłek? Mężczyzna, który był moim cieniem, chociaż i tak go nie zauważałem? Nie zdążyłem go o to zapytać.
Gdy nasze spojrzenia się skrzyżowały, on uciekł. Ehh... A tak chciałem go poznać, dziś byłem tak blisko.
Oddzwoniłem do Ryeowooka.
-No co chciałeś?
-Szybciej ruszaj tą dupę! Gdzie jesteś, spóźniłeś się 10 minut! A dziś musisz zostać jeszcze dłużej!
-Prawie mnie samochód przejechał, ale jest w porządku. Już idę-odparłem.
Tak koreańczycy są pracowici...ale nie ja. Przez ciągłą pracę nie miałem nawet czasu żeby się rozerwać, odpocząć czy nawet oglądnąć dramę.
Moje dni toczyły się tak samo. Praca, jedzenie, spanie, praca, jedzenie, spanie, praca, jedzenie, spanie, pójście do sklepu...Nie zapominajmy o dojazdach do pracy. Ciągłe harowanie i dzień, no może czasami dwa dni wolnego. Całe życie poświęcałem pracy. W sumie...i tak nie mam nic innego do roboty. Lepsze to niż nic.

-No, Yesung, podpisujemy dziś umowę z jedną firmą.
-Mhm, pamiętam-powiedziałem Ryeowookowi. Był na stanowisku o jeden stopień wyższym od mojego. Byliśmy ze sobą blisko. Oczywiście w pracy był szefem-skurwielem. Pozą biurem był całkiem miły.

Sobota
Dzisiaj znowu zostawałem dłużej, tak jak kazał mi Ryeowook. Jeszcze więcej papierkowej roboty i siedzenia na fotelu. Nie żeby siedzenie na fotelu było złe, ale jeśli cały dzień na nim siedzę, to już tyłek zaczyna mnie boleć. Do tego słyszałem w telewizji, że od siedzenia kształt tyłka zmienia się. Dziwne.
Wyszedłem z biura tak po dwudziestej drugiej. Myślałem, że wyjdę jeszcze później. Normalnie zostawałem do 16-19. Jutro miałem wolne. Nareszcie! Z tego powodu nie musiałem wracać do domu wcześnie. Znaczy...Nie wiem czy dwudziesta druga to wcześnie. No, ale wiadomo o co mi chodzi.
Poszedłem do jakiegoś klubu nocnego. Zamówiłem drinka i zapaliłem fajkę. Dym podrażniał moje gardło. Miałem z tym skończyć, ale z uzależnieniem nie jest tak łatwo skończyć. Z czymś z czym jesteś bardzo związany, nie jest tak łatwo opuścić tego. Lub z kimś. No ale ja nie mam tego 'kogoś' kogo nie chciałbym opuścić. Nie zwracałem na nikogo uwagi i nikt nie zwracał uwagi na mnie.
Ja myślałem tylko o jednej osobie.
Ten mężczyzna, który zawsze ratuję mnie z tarapatów.
Czy zakochanie to dobre określenie? Nawet nie widziałem jego twarzy... No tylko raz, dzisiaj. Był bardzo przystojny, ale nie zapamiętałem dokładnie jego twarzy. Widziałem ją zaledwie przez pięć sekund. To za mało żeby zapamiętać jak wyglada czyjaś twarz. A może to ja miałem coraz słabszą pamięć?
Ach, latka lęcą, a ja nadal nie wiem kim on jest.
Ale jaki był sposób, że zjawiał się koło mnie dokładnie wtedy, kiedy miałem kłopoty? Jakaś tajemnicza moc dawała mu znak, a może to on cały dzień mnie śledził? Nie, na pewno nie może mnie śledzić cały dzień. Musi jakoś zarabiać na siebie. A może jest jakimś tajniakiem, który musi mnie chronić? A kto by zawracał sobie mną głowę, żeby mnie chronić. Rodzice? Nie, na pewno nie...
To absurd.
Hmm, może zbadamy tą jego moc?
Chlałem jak szalony, gdy byłem już pijany, wyszedłem z klubu i zacząłem się drzeć jak głupi. Zaczepiałem przypadkowych ludzi(było ich trochę mało) i skakałem po ławkach, murkach, po czym się dało. Właściwie nie wiem dokąd szedłem. Ten tajniak mógł być wszędzie. Byłem zdesperowany.
Po kilkunastu minutach moje powieki zaczęły być niewyobrażalnie ciężkie. Nie zdziwiłem się. Dwanaście godzin pracy, a po alkoholu zawsze zasypiałem i budziłem się trzeźwy.
Wskoczyłem i nieelegancko położyłem się na jakiejś ławce w parku. Głupek ze mnie-ktoś mógł mnie okraść. Ale w końcu byłem pijany.

Kiedy się obudziłem, moje oczy przypominały spodki. Byłem we własnym łóżku! Boże! Czy ja...się teleportowałem?
Nie to nie dzieję się naprawdę, pewnie to jeszcze sen.
Uszczypnęłem się. Nie, to nie sen.
To skąd się tu wziąłem?! Czy to...on. Ten, którego nie znam imienia? Na pewno, bo kto inny? Tylko czemu się nie pokazał wcześniej? Jak ja bardzo chciałbym go poznać...

-Yesung, znowu się spóźniłeś!-Ryeowook ryknął na mnie w poniedziałek.
-Mhm, przepraszam.-Ukłoniłem się i poszedłem do mojego biura.
-Sungmin-zagadałem do mojego współpracownika-czy można się w kimś zakochać, jeśli nie wie się jak on wygląda?
-A z charakteru go lubisz?
-Em..no..Nieważne.
Ja nawet nie wiedziałem jaki on ma charakter!

Znowu zostałem dłużej, tym razem do 20, a Sungmin został jeszcze dłużej. Trochę spieszyłem się do domu. Byłem głodny i ogólnie zmęczony.
Koło skrzyżowania usłyszałem dzwonek mojego telefonu. Sięgnąłem do kieszeni i zaakceptowałem połączenie.
-Yesung? Zapomniałeś...
Nie usłyszałem co powiedział dalej, bo ogłuszył go głośny huk. Schowałem aparat do kieszeni i zobaczyłem co się dzieję. To ja...
Spowodowałem wypadek samochodowy!
Znowu wyszedłem na ulicę na czerwonym świetle! Ale teraz jest gorzej.
Ktoś leży na ulicy...Musi jeszcze żyć...
Podbiegłem do niego i wtedy zobaczyłem go. Był bardziej przystojny niż zapamiętałem. Nawet teraz...gdy krwawi.
Sprawdziłem puls-na szczęście żył. Zadzwoniłem po karetkę, a ona, po chwili przyjechała.

Dziś mijają trzy lata od tego zdarzenia. Nadal siedzę przy tym szpitalnym łóżku i modlę się o to, żeby wreszcie się obudził. Codziennie przychodzę do niego i rozmawiam z nim. Oczywiście, nie odpowiada mi, ale mam skrytą nadzieję, że trochę słyszy.
Choi Siwon-tak się nazywa. Znałem go od zawsze, był zawsze przy mnie, ale mimo tego i tak nie wiedziałem jak wygląda i jaki ma charakter. Teraz mogłem na niego patrzeć, ile zachciałem. Trzy lata.
Lekarz znowu przychodzi i pyta czy mogą go odepnąć, żeby już zawsze spał. Który to już raz? Ja...chyba muszę już zrezygnować.... Powiedziałem lekarzowi, że muszę z nim porozmawiać ostatni raz. Zostawił nas samych.
Podeszłem do Siwona i objąłem go czule, tak jak nigdy. Pogładziłem jego skórę, włosy i pierwszy, i ostatni raz musnąłem jego usta.
Moje serce pękało na drobne kawałeczki. Nie wiem co teraz zrobię. Nie mogłem się z nim rozstać, patrzyłem na niego tak jeszcze parę minut.
Gdy wychodziłem, usłyszałem cichy jęk. Nie mogę uwierzyć.
Obejrzałem się i zobaczyłem jak otwiera oczy... Nareszcie mogłem je zobaczyć, codziennie widziałem tylko jego powieki.
Wysilił się na słaby lecz piękny uśmiech.
Stałem się wtedy najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.

Gdy opuścił szpital, zamieszkaliśmy razem. Znalazłem też inną pracę, zarabiałem tyle samo i mniej pracowałem. Miałem wtedy więcej czasu dla Siwona.