Kpop Fanfiction

„Dlaczego ludzie muszą być tak samotni? Jaki to ma sens? Na tym świecie żyją miliony ludzi; każdy z nich tęskni, szuka spełnienia u innych, a jednak się izoluje. Dlaczego? Czy Ziemia powstała tylko po to, by pielęgnować ludzką samotność?”?”

sobota, 31 maja 2014

32. My Top 10 May

   No więc to jest coś innego i wymyśliłam, że co miesiąc będę robić takie podsumowania, bo w sumie ja bardzi lubię czytać takie podsumowania^^.
Maj był trochę...nudny. Niby wreszcie zaczęli coś znowu wydawać po kwietniu, ale jakieś szczególnie dobre to nie było.
Aż zaczęłam słuchać piosenek, tych sprzed paru lat.
Był jeden wyjątek-VIXX.

1. VIXX-Eternity
No więc...
Fajny, mroczny klimat wpadł w mój gust(nawet nie wiecie jak spodobał mi się teledysk 100%-Beat) i taki mroczny image pasuję do chłopaków. Mało jest takich mrocznych konceptów(które były by tak dobre jak VIXX)... A szkoda...
Stwierdzam, że taniec jest świetny(a widać tylko urywki), a jeśli nie udostępnią dance practice, to będę zła >.< Naprawdę. Chciałoby się nauczyć takiego tańca.
Sama piosenka ma w sobie tyle poweru, i do tego druga i ostatnia zwrotka najbardziej mi się spodobały.

2. Orange Caramel-Abing Abing
Nie wiem czemu ta piosenka zajęła 2 miejsce, ale ja lubię takie głupie piosenki, serio x'D.
Standardowo jest wanna, a co tam.
Teledysk wydaję się taki na lato, ale dobrze pasował, gdy w Gdańsku(nie wiem jak w Polsce) były ogromne upały. Nie dało się żyć, jak to ustaliła moja koleżanka-ona się paliła, a ja się topiłam x'D. Do tego musiałam nosić długie spodnie... Tak, w mojej szkole nie można nosić krótkich spodenek, tylko takie do kolan, więc musieliśmy się kisić w klasach w długich spodniach(nie wszyscy, a co, trzeba pokazać swoje nogi). Oczywiście ja nawet nie śmiałabym ubrać krótkich spodenek do szkoły(podlizuje się wychowawczyni, hehe), bo uważam, że w szkole trzeba się uczyć, a nie dobrze wyglądać, też bym się wstydziła. No, ale nie o tym mowa.
Dziewczyny są tutaj słodkie i takie...świeże? Noszą też sukienki z mv ich poprzedniej piosenki Catallena.
Teledysk wygląda czasami na tani, ale dziewczyny odwracają od tego uwagę.

3. JungIn&Gary-Your scent
Zakochałam się w tej piosence od pierwszego słuchania. Tak, miłość od pierwszego słuchania.
Rap nie jest taki zły, nawet przyjemny, ale jeszcze jeszcze przyjemniejszy jest refren. W ostatniej zwrotce JungIn aż miauczy, nie słyszałam bardziej słodszego głosu.

4. Beast-Adrenaline
Cóż, do tej piosenki mam pewne 'ale'.
Zawsze jest ale...
Na początku jest strasznie tanio, napis taki zwykły, kula, rozbite szklanki i truskawki wepchnięte na siłe... Tak, wepchnięte żeby nie było tylko scen z chłopakami.
Ot, taki teledysk zrobiony na szybko bez żadnego pomysłu.
Jedyne co tu jest dobre to piosenka. Nawet dobra.
Refren szybko wpada w ucho, aż mnie zaskoczyło, że to Yoseob nie śpiewa go(refrenu). HyunSeung...
Naprawdę wygląda na japończyka.
A i do tego nigdy nie widziałam azjaty z kolczykami.

5. Infinite-Last Romeo
W sumie trochę lepsze od Beast, ale zajmuję piąte miejsce. Teledysk... Dobry. Jest opowiadanie, dziewczyna, zbliżenia na chłopaków, taniec...
W piosence panuję chaos >.<
I w sumie słuchałam jej kilkanaście razy i nadal nie mogę jej sobie przypomnieć.

6. Mr.Mr.-Big Man
Nie rozumiałam co tam śpiewają po angielsku, dopóki nie sprawdziłam tekstu.

7. BTS-Miss Right
To mój drugi ulubiony zespół, więc czemu nie oceniłam lepiej tej piosenki?
Niczym mnie nie zaskoczyli. Myślałam(tak, domyślałam się), że tu będzie takie coś jak 'Boy in luv', coś takiego ostrego, bed boye itp.
A tu wyskakują z taką spokojną piosenką.
Tak, to mój drugi ulubiony zespół, ale przesłuchałam tą piosenką nie więcej niż 10 razy i nie spieszy mi się do tego.

8. JungGiGo ft. Beenzino-Want U
Taka lekka piosenka, aż miło się jej słucha.

9. JiYeon-Never ever 1Min 1Sec
Nic specjalnego.

10. G.NA-G.NA's Secret


A wam jakie piosenki spodobały się w maju? :)

niedziela, 25 maja 2014

31. Białe Kłamstwa R2

     Poprzedni rozdział

OMG! To był ten dzień! Dzisiaj jest dzień kiedy zacznę pracę w SME! NIE MOGŁAM SIĘ USPOKOIĆ! Obudziłam się 30 minut wcześniej i leżałam na kanapie...Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi.MaeRi wyszła z pokoju w pidżamie.
-Obudziłaś się ahhhhhh...wcześnie-powiedziała i ziewnęła.
-Oczywiście! Dzisiaj jest ten dzień!-Uśmiechnęłam się i podskoczyłam. MaeRi tylko uśmiechnęła się i poszła do kuchni.
-Nie mamy już mleka!-krzyknęła.
-Kupię po pracy!-krzyknęłam. Przyszła ze szklanką wody.
-Przyjdziesz do domu późno?
-Nie wiem, to jest mój pierwszy dzień, więc może będę w domu wcześnie, a ty?
-Najpierw pójdę do szkoły mojego brata, a następnie idę do sklepu.
-Jeśli będę miała czas później wpadnę potrenować z Shake-uśmiechnęłam się i spojrzałam na zegarek.
-Kiedy wychodzisz?
-Nie mam pojęcia, po prostu powiedział, że mam przyjść dzisiaj, ale nie podał szczegółowej godziny..
-Czy ty w ogóle wiesz, jak dostać się do SME?-MaeRi skrzyżowała swoje chude ramiona.
-Huh...fan...pamiętasz?- wskazałam palcem na siebie. Zaśmiała się uroczo.
-Wyglądam dobrze?-zmierzyła mnie wzrokiem od stóp do głów.
-Tak. Prosto, ale uroczo.
-Dobrze. Nie chce się stroić i wyglądać głupio.
-Tak. Wiem. I nadal utrzymujesz ten chłopięcy wygląd.
-W ten sposób...nikt nie będzie podejrzewać, że lubię Minho.
-Jak to?
-Jeśli będę chłopczycą będą myśleć, że nie interesuję się nimi tylko dziewczynami.
-Myślałam, że chcesz żeby Minho i inni ciebie zauważyli..?
-No, tak., Ale .. Wiesz, jaka jestem. Nieśmiała wobec osoby, którą lubisz. Pamiętasz tego ostatniego? Lubiłam go tak bardzo, ale nie mogłam nawet porozmawiać z nim poprawnie.  Rozmawialiśmy ze sobą, ale i tak byłam ostrożna żeby się nie dowiedział co czuję do niego...-skinęła głową.To ja. Mogę ukryć mój dziewczęcy urok. Miałam na sobie niebieską bluzę, dżinsy,czarna torba JanSport i buty. Włosy związałam w kitka.
-Ale wiesz, że nie będziesz w stanie ukryć tego, gdy będziesz z nimi twarzą w twarz?
-Wiem. Myślę, że mi się uda. Jestem całkiem dobra w kłamaniu.
-Jesteś brzydką kłamczuchą-zażartowała.
Pobiegła do łazienki. Była już dziewiąta. Może powinnam pójść? Wstałam i ruszyłam do drzwi.
Pojechałam autobusem do SME.

-Wow! Ale wielki!-powiedziałam w myślach, gdy wchodziłam przez szklane drzwi.
-Przepraszam, dzieciaku, ale nie wpuszczamy tutaj fanów-powiedział strażnik próbujący mnie przegonić.
-Oh. Ja tylko szukam pana _____- powiedziałam i pokazałam strażnikowi wizytówkę.
-Oh, dobrze. Jest on na 5 piętrze. Pokój 143-powiedział i odszedł.
Poszłam do windy i nacisnęłam 5 guzik.
Gdy wysiadłam zobaczyłam tą twarz...To Amber z f(x)!! Boże!! OMG! Spazz! Spazz! Nie mogłam nagle zacząć się wydzierać przed nią. Starałam zachowywać się normalnie. Przeszłam koło niej, a ona przypadkowo uderzyła mnie ramieniem.
-Omo!Przepraszam.-powiedziała swoim głębokim głosem. Spojrzała na mnie. Chyba uwierzyła że jestem chłopczycą.
-Co tutaj robisz?-zapytała.
-Oh...Jestem t-tu dla pana __.
-Oh rozumiem. Miło było cię poznać.- poklepała mnie po ramieniu i odszedła. OGAD!! AMBER dotknęła mojego ramienia! ONA  dotknęła mnie~! Uspokiłam się gdy zobaczyłam pokój oznaczony 143. Zapukałam trzykrotnie, a inny znajomy człowiek otworzył drzwi... Eunhyuk... z Super Junior!!! Nie mogłam ukryć mojego zdziwienia, ale nadal starałam się być spokojna. On jest taki przystojny! I jego blond włosy!
-O to ty!-Pan ____ powiedział i wstał z fotela. Wtedy właśnie zauważyłam, że prawie wszyscy członkowie Super Junior są tutaj! A mianowicie: Donghae, Leeteuk, Sungmin i Ryeowook. Święty Boże! Ryeowook!!! Był moim Ultimate w SuJu! Sprawiłam wrażenie, że ich nie zauważyłam.
-Dobrze, że tu jesteś! Jestem pewien, że znasz ich.-powiedział i wskazał na chłopców Suju. Skinęłam głową i ukłoniłam się.
-Anyyeong ~!-powitali mnie. Ryeowook pomachał mi dwoma rękoma. Jaki uroczy!!!
-Dzisiaj zapoznasz się z budynkiem, to może przyjdź o pierwszej i będzie przydzielony ci zespół.-Uśmiechnął się.Ukłoniłam się i podziękowałam mu, a następnie wyszłam. Odrazu pobiegłam do najbliższej łazienki.
Widziałam moich dwóch biasów!!! AHHHHHHHHHHHHHHHHHHHHHHHHHHHHHHHHHH! Niech ktoś mnie trzyma!

30. Studia w Seulu R4

No nareszcie jest.... D:

Dziś wprowadzałam się do wynajętego pokoju. Przynajmniej tam nie będę musiała schodzić z 9-tego piętra. Taką miałam nadzieję.
Wzięłam walizkę i poszłam wymeldować się z hotelu. Podeszłam do postoju taksówek. Wsiadłam do pierwszej i pokazałam kartkę z adresem. Jechaliśmy nawet szybko, ale krótko. Dom był blisko hotelu. Zapłaciłam i wyszłam. Dom był wielki, piętrowy. Miał nawet dwa balkony. Taras był piękny. W ogrodzie były kolorowe kwiaty. Dużo drzew, ładna altanka a do tego basen!
I to w ziemi!
Podążałam w stronę drzwi. Zapukałam głośno. Nikt nie otworzył, ale za to usłyszałam głośne 'PROSZE~!!!'. Weszłam do korytarza. Była tu szafka na buty, wieszaki na kurtki itp. Weszłam do najbliższego pomieszczenia. Była to kuchnia. Odrazu zagapiłam się na mahoniowe meble. Mimo iż nigdy nie zwracałam uwagi na meble to uznałam, że te są piękne(i kosztowne, rzecz jasna). Nagle ktoś zawiesił mi się na szyi.
-__!!-krzyczał.
-Hoseok, puść już ją.
Puścił mnie po czym drugi mnie przytulił. Spojrzałam na nich.
To byli Hoseok i Namjoon! Mieszkają tu?
-Co ty tutaj robisz?-zapytał Hoseok.
-Wynajmuję pokój a co ma robić-powiedział ktoś zza moich plec. Spojrzałam się na jego twarz.
-To ty jesteś tym z hotelu! Myślałam, że tam mieszkasz!
-Pracuje tam-uśmiechnął się.
-Jako boy hotelowy?-zapytałam z uśmiechem.
Hoseok i Namjoon zaczęli się śmiać.
-Jestem tam kierownikiem. Nazywam się Kim Seokjin, ale możesz mi mówić Jin.
-__ ___-przedstawiłam się i podaliśmy sobie dłonie.
-Co to za śmiechy?-ktoś wszedł do kuchni-o, to nowy współlokator!
Chłopcy się odsunęli i moim oczom ukazał się chłopak z którym zderzyłam się w sklepie.
-Oh to ty! Myślałem, że cię już nie zobaczę!-był wyrażnie ucieszony. Podszedł do mnie i mnie uściskał. Hmm, to było miłe.
-Ah... nazywam się __ ___, a ty?
-Min Yoonggi, ale możesz mnie nazywać poprostu Suga.-uśmiechał się do mnie ciepło. To było miłe jak zostałam tu przyjęta.
-Powiem reszcie że już przyjechałaś-powiedział Jin ze skwaszoną miną.
Reszta? Ile ich tu było?
Przyszli do kuchni. Zdziwiłam się. Wszystkich ich już widziałam. To było jakieś przeznaczenie?
-Oh hej~! Jestem Jeon Jungkook, to jest Park Jimin, a tamten to Kim Taehyung!
Pierwszy podał mi książkę, drugi był jego towarzyszem, a trzeci robił dziwne miny do siebie przed lustrem w łazience w samolocie.
-Miło mi was poznać, jestem __ ___~-miałam nadzieję że wypowiadam to po raz ostatni-my się już widzieliśmy.
-Gdzie?-zdziwił się Suga.
-W księgarni i mhm...ekhm... w toalecie...-odpowiedziałam.
-GDZIE?-wrzasnął Namjoon.
-Pamiętasz jak zrobiło mi się niedobrze w samolocie? Poszłam wtedy do toalety, a on nie zamknął drzwi i zobaczyłam go jak robił jakieś dziwne miny i pozy.
Zaczęli się śmiać.
-Ja tylko myłem ręcę!-oburzył się Taehyung.
-Właśnie widziałam.-zawstydził się-to gdzie mój pokój?
-Chodź zaprowadzę cię!-Yoonggi wziął moją walizke i ruszył.
-Chyba się zakochał...-usłyszałam jakieś szepty. Spojrzałam na nich z ukosa. Speszyli się.
Szłam za Sugą który otworzył drzwi do pokoju.
Ściany były koloru jasno-fioletowego, z ciemniejszymi zasłonami. Panele podłogowe były w kolorze jesionu. W kącie pokoju było ogromne okno z widokiem na całe podwórko. Szafki i biurko były koloru olchy. Łóżko było dwuosobowe ze śnieżno-białą pościelą.
-Jest świetny-przyznałam.
-Rozpakuj się. Przyjdź później na obiad.
-Okej oppa~-uśmiechnął się i wyszedł. Otworzyłam walizkę. Ciuchy i bieliznę wsadziłam do szafek. Resztę porozstawiałam po całym pomieszczeniu żeby poczuć się jak we własnym pokoju. Mój pokój wyglądał przytulnie. Lepszy od tego hotelowego.

-__~!-ktoś mnie zawołał. Poszłam do kuchni.
-Dziś jemy kalguksu na dworze. Pomożesz nam?-zapytał mnie Jin.
-Jasne~-odpowiedziałam.
Wzięliśmy jedzenie, naczynia itp. i zanieśliśmy je do altanki. Było ciepłe lipcowe popołudnie. Siedziałam koło Sugi i Jungkook'a. Jedliśmy i rozmawialiśmy jeszcze przez parę godzin. Czas mijał szybko na poznawaniu siebie. Kiedy się obejrzałam była godzina 20.
-Troche mi zimno..-przyznałam.
-Poczekaj chwilkę-powiedział Yoonggi który gdzieś szybko poszedł. Wrócił uśmiechnięty z czerwonym kocykiem. Okrył mnie i siebie. Byliśmy blisko siebie. Czułam jego ciepło. To było urocze. Naprawdę mnie tak polubił?
-Ja to wam zaraz coś przyniosę!-pochwalił się Namjoon.
Zniknął gdzieś. Po chwili pojawił się uśmiechnięty z butelką w ręku. Postawił ją na stole.
Koreańskie soju. Nie piłam nigdy, ale słyszałam, że podobne do wódki.
Zaczął wszystkim nalewać. Nawet Jungkook'owi. Ile on ma w ogóle lat?
Wypiłam mały łyk. Poczułam małą fale ciepła.
Chłopcy wypili już dużo i zaczeli wygadywać głupoty.
-Hoseok pamiętasz tego faceta z widłami z którego lała się woda?
-Imma rich muthafacka! Waddup?
-Ja to bym zjadł batona~
Dopiłam swoje soju do końca, a nawet jeszcze więcej..

Obudziłam się w jakimś ciemnym pomieszczeniu. To był domek z kocy.
Pamiętam, że budowałam takie jak byłam dzieckiem, ale teraz? Co się wczoraj stało? Byłam w bieliźnie i miałam na sobie bluzke. Zawsze tak spałam.Wyszłam z mojego domku. W salonie na kanapie leżeli Jimin i Jungkook.   W domu panował kompletny bałagan. Co my robiliśmy? Piliśmy soju, a później? Straciliśmy nad sobą kontrole. Postanowiłam zacząć sprzątanie od kuchni. Na krześle siedział Jin, z głową na stole. Ślinił się przez sen. Zupełnie jak ja. To było urocze.
Na podłodze było rozlane jakieś picie, a na blacie walały się jakieś papiery i jedzenie. Wzięłam mop z łazienki i zaczęłam myć podłogę. Skoro jest tu kobieta to musi być czysto, nie? Ciekawe czy oni sprzątają? Może mają jakieś sprzątaczki?
Gdy zabierałam się za sprzątanie poczułam ręcę oplatające się wokół mojego brzucha.
Przestraszona aż podskoczyłam.
-To tylko ja-powiedział.
Obejrzałam się. To był Namjoon.
-Ciszej bądź, bo obudzisz Jina... Co my wczoraj robiliśmy, że tu jest tak brudno?!
-Myślisz że pamiętam?
-Obudziłam się w domku z koców.
-Ja byłem w ogrodzie.
-Boże-czy tylko my obudziliśmy się w takich dziwnych miejscach?-pomożesz sprzątać?
-Dobrze~
Po chwili dołączył do nas Yoonggi i we trójke sprzątaliśmy.
-Suga, nie patrz się tak na nią!
-Wcale się nie patrze na nią!
Fakt, miałam na sobie jeszcze tą bluzkę, ale ona zasłaniała mój tyłek. A długich nóg też nie miałam. A zresztą.
Poszłam się przebrać. Wyjęłam z szafy białą koszulkę, sweterek i czarne szorty a do tego czarne tenisówki z wysoką podeszwą. Wyglądałam wręcz olśniewająco.

Po godzinie 13 już wszyscy byli obudzeni. Nie aż tak późno.
-__ może ugotowałabyś nam jakąś polską potrawe?-zapytał Hoseok.
-Czemu nie?-odpowiedziałam. Tylko co mogłam im ugotować? Nie specjalizowałam się w kuchni polskiej.. Bardziej w zagranicznej. Weszłam na internet w telefonie i wyszukałam przepis na pierogi.
Powiedziałam chłopakom co potrzebuję.
-Kookie pomóż swojej noonie!-rozkazał Namjoon.
-Myśle, że jesteśmy w tym samym wieku...Przecież też idę na studia...
-Nie ważne.-powiedziałam ignorancko, a oni spojrzeli na mnie.
Jungkook, o dziwo wyjął z lodówki wszystko czego potrzebowałam.
Zajęłam się przygotowywaniem farszu, uważnie czytając przepis. Pamiętam gdy w Święta Bożego Narodzenia zawsze z mamą lepiłyśmy pierogi.. Później jedliśmy je z dziadkiem i babcią. Nigdy nie jadłam ryb, ale za to zawsze opróżniałam całą miskę barszczu. W nocy wszyscy szliśmy na pasterkę.
Jungkook od czasu do czasu pytał czy może pomóc, ale ja poprostu dziękowałam.
Wszyscy się rozeszli oprócz Jina, który chciał zgłębiać tajniki polskiej kuchni i Sugi, który nie wiem czy patrzył się na mnie czy na jedzenie.
-Jungkook~~-zawołałam.
-Tak~?-przyszedł z salonu.
-Możesz teraz mi pomóc-uśmiechnęłam się ciepło.
-A ja to co?-obraził się Suga i skrzyżował ramiona.
-Ty też możesz jeśli chcesz..-powiedział Jungkook ze wzrokiem wbitym w podłogę.
Odrazu znalazł się przy nas.
-A więc bierzesz trochę tego, kładziesz tutaj i sklejasz.-pokazałam im jak się lepi pierogi. (x'D)
-Chyba coś mi nie wyszło..-pożalił się Jungkook.
Wzięłam jego dłonie i nakierowałam je tak żeby zrobił to dobrze.
-Już rozumiesz, Kookie?
-Dzięki, nuna-powiedział promiennie.
-To raczej ja powinnam nazywać cię oppą-wyznałam.
Skierowałam swoję spojrzenie w stronę Sugi. Przyglądał nam się rozwścieczonym wzrokiem. Spojrzałam mu w oczy na co on tylko odwrócił głowę w innym kierunku.
Wkrótce Jin do nas dołączył.
We czwórkę szło nam szybciej.

Zasiadliśmy do stołu.
Każdy zajadał się pierogami.
-Omo, jakie pyszne!
-Jaki ten farsz dobry!
-Dasz mi przepis?
-Kiedy jeszcze je zrobisz?
Reakcje wskazywały na to, że im smakowało. Robiło mi się ciepło na sercu, gdy to słyszałam.

Reszte czasu spędziliśmy w salonie oglądając dramy.
Byłam już w łóżku przygotowana do spania, gdy usłyszałam pukanie do moich drzwi...

czwartek, 22 maja 2014

29. Kawiarnia R8

    Gdy byłam na zewnątrz ubrałam płaszcz i szłam przed siebie. Zatrzymałam się przed kawiarnią.
Kawowy zapach wręcz wciągał do środka. Nie było dużo ludzi, zajęłam stolik przy oknie. Kelnerka podeszła i przyjęła zamówienie.
Za oknem już się ściemniało. Zbliżała się zima, więc robiło się zimno.
Kubek gorącej kawy rozgrzewał mnie od środka i uspokajał. Mimo iż za godzinę zamykają chciałam tu jeszcze pobyć, żeby Hongki'ego już nie było.
Nie chciałam na niego patrzeć, ciekawe co jeszcze by mi powiedział?
Myśli, że jestem jakaś chętna?
Pff, stać mnie na lepszego.
I to wiele lepszego.
-Przepraszam, ale zaraz zamykamy. Nie ma pani gdzie pójść?-usłyszałam.
-Mam, ale w sumie nie chce wracać... Przepraszam już wychodzę-spojrzałam na niego.
Był to wysoki chłopak z czarnymi włosami zaczesanymi do góry. Był dobrze zbudowany. Pracował tu, ale wyglądał na ucznia. Pewnie tu dorabia.
Wstałam i oparłam się o stolik. Musiałam już wracać, bo było późno.
Nie chciałam.
-Dobrze się czujesz?-zapytał mnie.
Opierałam się o ten stolik jakbym miała zaraz upaść.
-W porządku.-odparłam.
-Może poczekasz na mnie? Zaraz wychodzę z pracy. Nie wyglądasz dobrze, a nie chciałbym żeby coś ci się stało..
-Dobrze, zaczekam. Dziękuję.
    Wyszliśmy z kawiarni. Było mi raźniej, że szłam z kimś, a nie sama w takich ciemnościach.
-To gdzie mieszkasz?-zapytał.
-Pare ulic dalej-wskazałam w dobrym kierunku.
-Musisz teraz wracać?
-..w sumie nie.
-To może wybierzemy się nad rzekę? Jest niedaleko.
Co miałam do stracenia? Zgodziłam się.
  Szliśmy wzdłóż rzeki. Światło księżyca odbijało się w wodzie. Nie było nikogo oprócz nas. Było magicznie.. Mogliśmy usłyszeć tylko wiatr i nasze oddechy.
Szliśmy tak aż w końcu dotarliśmy do ławki wokół której były lampy i drzewa. Usiedliśmy na niej.
-Nie powiedziałeś mi jak się nazywasz...
-Nazywam się Kim Himchan.-odparł z uśmiechem.
-__ ___. Miło mi cię poznać!-podałam mu rękę tak jakby teraz pierwszy raz się zobaczyliśmy.
-Uczysz się czy tylko pracujesz?-zapytałam się go.
-Pracuję w tej kawiarni dorywczo. Chodzę do ostatniej klasy liceum, a ty?
-Chodzę do pierwszej klasy liceum.
-Skąd jesteś? Mieszkasz tu z rodziną?
-Pochodzę z Polski..hmm..mieszkam tu z 'nową rodziną', bo moja mama..przyjechałyśmy tu i...-mój głos się załamywał-..mam rodzinę zastępczą..
Himchan złapał mnie za dłonie i spojrzał mi w oczy.
-__ proszę nie bądź smutna. Twoja nowa rodzina na pewno jest dobra. Starają się dla ciebie..Proszę uśmiechaj się zawsze..bo chce widzieć twój uśmiech..
Po tych ciepłych słowach mimowolnie się uśmiechnęłam.
-Widzisz jaka teraz jesteś ładna!
Himchan też się uśmiechnął. Przez chwile tak siedzieliśmy patrząc na wodę. Mogłabym tu siedzieć cały czas.
Jednak nie mogłam.
-Wiesz która godzina?-zapytałam.
-22:54-odpowiedział.
-Tak późno?!-wstałam-musze już iść!
Himchan szybko złapał mnie za rękę, a ja spojrzałam na niego zdziwiona. 
-Puszczę cię pod warunkiem, że dasz mi swój numer telefonu-uśmiechnął się słodko.
-No dobra..
Wręczył mi swój telefon, a ja wystukałam na klawiaturze mój numer telefonu.
-Teraz zapisz-powiedziałam.
Tak też zrobił.
-To możemy teraz iść-oznajmił po czym wziął mnie za rękę.
Stąd do mojego domu prowadziła tylko droga przez park lub ta skąd przyszliśmy, ale postanowiliśmy iść tą krótrszą. Szliśmy powoli, właściwie to ja szłam wolno i go tym spowolniałam. Nie chciałam się przyznać, że się boję. Nawet szum liści był dla mnie przerażający. Światło księżyca gdzieniegdzie przebijało się przez liście drzew.
Nagle usłyszałam jakieś niewyraźne krzyki i kroki. Szli w naszą stronę.
-Słyszałeś to?-zapytałam przerażona.
-Przecież t...-nie dałam mu dokończyć. Zaciągnęłam go w krzaki, ale przez przypadek Himchan się potknął i przewrócił a ja wraz z nim.
Patrzałam mu prosto w oczy. Kroki były coraz bliżej.
-Teraz słyszysz?-wyszeptałam mu do ucha.
Potrząsnął głową.
-I co ter..-Himchan przytulił mnie. Moja głowa była na jego klatce piersiowej. Słyszałam jego bicie serca. Było przyśpieszone. Pewnie bał się tak jak ja, ale nie chciał tego okazać. Musiał zachować zimną krew?
Gdy kroki były tuż koło nas wstrzymałam oddech i mocniej zacisnęłam dłonie na kurtce Himchana.
Tamci ludzie szli wolno jakby kogoś szukali. Szczęście, że te krzaki były wysokie. Nie zauważyli nas i szli dalej.
Po jakimś czasie gdy uznałam, że jest bezpiecznie zeszłam z Himchana, usiadłam na ziemi i przyglądałam mu się. Ten zrobił to samo.
-Już się nie boisz?-zapytał jakby rozbawiony tym zajściem.
-Trochę mniej.
-Chodźmy już-wstał i podał mi rękę.
Teraz szliśmy szybciej żeby już nikogo nie napotkać.
-To mój dom.-oznajmiłam.
-Jaki wielki!
-Mam duże rodzeństwo... No to już idę, bo..pewnie się o mnie martwią.
Himchan przytulił mnie mocno na pożegnanie, co mnie trochę zdziwiło.
-Nie zapomnij co mówiłem. I nie zapomnij mnie...
Pokiwałam głową na co on się uśmiechnął. Trudno było nam się rozstać.
   Weszłam do domu na palcach. Było cicho. Weszłam do salonu. Była zapalona jedna lampka. Na fotelu siedział Tao. Miał założoną nogę na nogę, a dłońmi trzymał się za kolano.
-Czekaliśmy na ciebie...-oznajmił. Chyba nie był zły..
-Naprawdę? Mogliście już pójść spać!-mówiłam jakby nigdy nic z uśmiechem na twarzy.
-Kris z Kyungsoo i Luhan'em poszli cię szukać. Zadzwonię do nich żeby już wracali.
-Dobrze..Przepraszam że się martwiliście!
-Już nieszkodzi...

sobota, 17 maja 2014

28. Mianhaeyo 미안해요 (TaoRis)

(A/N) Zaczęłam to pisać przed dowiedzeniem się o pozwie Krisa i naprawdę to Tao w opowiadaniu miał być chory, ale zmieniłam.
Nie wierzę, że Kris wróci do SM...
I nie mam już OTP D: To chyba ostatni TaoRis tutaj...Krótkie, wiem...



      Poznaliśmy się jeszcze w gimnazjum, kiedy to przypadkowo uderzyłem go piłką. Był zwolniony z w-fu i trzymał się z boku. Nasza klasa grała w piłkę nożną. Szedł wzdłuż boiska i nie zważał na krzyki. Padł jak długi.
Obudził się w gabinecie pielęgniarki. Obrócił głowę i zobaczył jak się w niego wpatruję. Jego blond grzywka opadała na czoło.
-Co tu robię?
-To ja uderzyłem cię piłką! Krzyczałem, ale nic nie słyszałeś! Przyniosłem cię tutaj i czekałem aż się budzisz. Jak się teraz czujesz?!
-Nie jest źle.
-Jestem Huang Zitao z 1A.
-Wu YiFan z 1C.
-Wiem! Mówią na ciebie Kris!
Byłem nim zainteresowany i pytałem czasami znajomych o niego.
-To ja będę nazywać cię Tao.-kiedy to wypowiedział, zdałem sobie sprawę, że jeszcze kiedyś ze sobą porozmawiamy. Uśmiechnąłem się do niego mrużąc oczy.
Tak zaczęła się nasza przyjaźń. W gabinecie pielęgniarki.
Spędzaliśmy ze sobą przerwy, później zaczęliśmy spotykać się po szkole. Traktowaliśmy się jak przyjaciele, jednak w liceum gdy byliśmy starsi i bardziej dojrzali zrozumieliśmy, że coś między nami jest. Coś innego niż przyjaźń. Od przytulania przechodziliśmy na coraz wyższe stopnie. Pocałunki, pieszczoty, łóżko...
Wiedzieliśmy, że jesteśmy sobie przeznaczeni i zostaniemy razem NA ZAWSZE. Jak to mocno podkreślał Kris. Nigdy nie wiedziałem o co mu chodzi.
Byliśmy w tej samej klasie. Był orłem z języka angielskiego, a ja z wf-u. Niestety Kris nie lubił tego przedmiotu. Zawsze siedział na ławce, a kiedy ćwiczył to tylko robił pare ćwiczeń. Zaczęłem przypuszczać, że to z lenistwa...
Gdy byliśmy dorośli, zamieszkaliśmy ze sobą. Nasze uczucie było stałe. Ja uczyłem sztuk walki, a on pracował w biurze. Papierkowa robota, siedzenie przed komputerem i takie tam...
Zauważyłem, że coraz częściej kaszle. Starał się robić to cicho, najczęściej kiedy byłem w innym pomieszczeniu naszego mieszkania.
Pewnego razu wróciłem do domu wcześniej i zastałem go w łazience. Przyłożyłem ucho do drzwi i usłyszałem, że wymiotuję. Gdy wyszedł, zapytałem co mu się stało. Dostał ataku kaszlu i zakrywał usta. Gdy kaszel ustąpił zapytałem co mu jest, jak pomóc... On tylko się wkurzył, powiedział, że nic mu nie jest, że mam się tym nie interesować... Gdy odchodził zauważyłem, że na jego dłoni jest coś czerwonego.
Więc przestałem się interesować.
Oboje bardziej oddaliśmy się pracy, wracaliśmy później do domu... A nasz związek wypalał się.  Nie interesowały nas nasze problemy i nie robiliśmy nic żeby nasze relacje się poprawiły.
To było jakieś pół roku później...
Wróciłem późno do domu. Myślałem, że Kris śpi, ale... W sypialni, kuchni, łazience go nie było...
Ataki kaszlu...
Ostatnio nasilały się coraz bardziej, a ja nie zwracałem na to uwagi... Miałem to gdzieś. Mimo, że Kris nie chciał, powinienem zadzwonić po lekarza. Musiałem.
Obskoczyłem wszystkie szpitale w zadziwiająco szybkim tempie. Nigdzie go nie było...
Pomyślałem, o najgorszym... Nie chciałem w to wierzyć, ale... Musiałem się upewnić. Pobiegłem do kościoła.
Wchodziłem niepewny co może mnie spotkać. I tak jak się spodziewałem.
Ujrzałem jego zdjęcie i ołtarz mu złożony. Padłem na kolana i przyglądałem się temu. Nie mogłem zdać sobie z tego sprawy. Kris był poważnie chory, a ja to zignorowałem. Straciłem wszystko co miałem. Mój świat się zawalił, a do mnie nadal to nie docierało. Bez tej jednej osoby moje dalsze życie nie ma sensu.
Żałuję. I przepraszam.
Że byłem takim ignorantem.
Że w pore nie zareagowałem.
Że nie chciałem Ci pomóc za pierwszym razem, kiedy zobaczyłem, że dzieje się coś złego. Nie wybaczę sobie.
Naprawdę przepraszam...

czwartek, 15 maja 2014

41. Gra Uczuć Pt.3 (KrisYeol[KONIEC])

(A/N) Dziękuję dwóm kochanym osobom, które zostawiają tu komentarze jako jedyne!
Wstawiam ostatnią część ponad po miesiącu, heh. Zamiast skleić to w jedną całość robię jakieś trzy party. Wiem, że całe opowiadanie jest oklepane.

  Patrzyli tak na siebie przez całą minutę. Zawstydzony Kris podniósł się do siadu i nerwowo czekał na to co zrobi Chanyeol. Ten po chwili podniósł się, przytrzymując się Krisa za ramię.
-Zawstydziłeś się, co?-spytał żartobliwie starszego.
-Wcale!
-Przecież widzę twoje rumieńce.
-To przez gre!-usprawiedliwił się.
-Czy aby na pewno?-wypowiadając te słowa młodszy zbliżył się do niego. Jego dłonie były koło nóg Krisa, a ich twarze dzieliło zaledwie pare centymetrów. Wu Fan czekał na jakiś ruch z jego strony.
Właściwie...
Nie mógł dać mu się zdominować. Wziął sprawy we własne ręcę. Zamknął oczy i przyłożył swoje wargi do ust Chanyeola. Złapał go za policzki i przeszedł do rzeczy. Całował młodszego spokojnie i namiętnie. Chłopak nie protestował, odwzajemniał jego pocałunki. Nie śpieszyło im się, całowali się wolno i z uczuciem.
W końcu odsuneli się od siebie, ciężko dysząc.

15 sierpnia 1999

  Kris obudził się, a obok niego była jego sympatia-Chanyeol. Spędzili ze sobą wspaniałą noc.
Od ich pierwszego pocałunku, spędzali ze sobą całe dnie i noce. Nie widzieli poza sobą świata. Kris zaczął się przed nim otwierać. Opowiadał mu coraz więcej o swoim życiu, jego monologi były dłuższe. Kiedyś odpowiadał tylko jednym słowem. Lubił opowiadać o sobie, życiu, spostrzeżeniach... Rzecz jasna, słuchał też Chanyeola. Chłopak był niezwykle otwarty i zabawny, a jego głęboki głos działał na Krisa pobudzająco.
Sprawiał, że na twarzy Krisa, codziennie gościł uśmiech.
Sprawiał, że każdy dzień Krisa był inny.
Sprawiał, że Kris był inny. Każdy poranek, dzień, wieczór i noc toczyły się inaczej.
Osobowość Wu Fana zmieniła się, odkąd była z nim ta jedna osoba.

Szli w mroku ze splecionymi dłońmi.
Chciał pokazać młodszemu miejsce, gdzie zawsze chodził i nie, nie było to boisko. Poszli nad jezioro. Weszli na drewniany pomost, który zaskrzypiał pod nimi i oparli się o barierkę. Jasny księżyc odbijał się w tafli wody. Było cicho, słyszeli tylko własne oddechy, które się ze sobą synchronizowały.
Chanyeol zwrócił się ku Krisowi.
Ten zdziwiony odwrócił głowe w jego kierunku.
-Co jest?-zapytał starszy.
-C-czy...możesz mi coś obiecać?
-Hmm?
-Czy obiecasz, że zostaniemy na zawsze razem?-Kris złapał go za dłonie i ucałował jego czoło.
-Obiecuję, że nigdy cię nie zostawie.-powiedział z uśmiechem. Kolejne pare minut spędzili w swoich objęciach.
Niestety Kris zapomniał mu powiedzieć o jednym...

03 września 1999

   Chanyeol obudził się z nadzieją, że dziś zobaczy Krisa. Od jakiegoś tygodnia nie dawał mu znaku życia. Nie odzywał się, nie przychodził. Tak jakby gdzieś wyparował.
Chanyeol postanowił nie robić z siebie głupka. Wyszedł, skierowany w stronę domu Wu Fana. Otworzył furtkę i podszedł do drzwi. Zapukał głośno, aż go kości zabolały. Dobijał się tak z dobre pięć minut, ale w końcu zrezygnował. Usiadł na schodkach i zacisnął dłonie w pięści. Czuł się wykorzystany. Dał mu się oszukać.Był taki naiwny. A najgorsze było to, że był w nim zakochany.Był przekonany, że Kris też. Myślał, że to uczucie przetrwa i pokona wszystkie przeciwności.
Nie zobaczył go...Jednak nadzieja umiera ostatnia.
Kiedy wychodził jego wzrok mimowolnie powędrował na skrzynkę pocztową.
Coś w niej było. Zdziwił się, bo musieli to zauważyć.  List był włożony do połowy i był na widoku. Zaciekawiony podszedł i zauważył, że w rogu widnieję jego imię. Przecież tu nie mieszka, więc po co?
Może Kris pomyślał, że Chanyeol tu przyjdzie?  Chłopak wziął kopertę w dłonie i pobiegł nad jezioro, które Kris mu pokazał...

Chanyeol,
 
  Wiedziałem, że to znajdziesz. Przepraszam, że nie powiedziałem, że wyjechałem. Nie chciałem widzieć Cię smutnego, choć wiem, że to co zrobiłem, jest gorsze.
  Musiałem wyjechać do Kanady, na studia. To moja szansa, której nie chciałem zmarnować. Proszę, nie czuj, że Cię wykorzystałem. To Ty jesteś tą osobą, która mnie uszczęśliwia. Pokazałeś mi świat w inny sposób. Dzięki Tobie się zmieniłem. Zakochaliśmy się w sobie szybko, ale wiem, że nasza miłość przetrwa. Będę na Ciebie czekał i mam nadzieję, że Ty też.
Przepraszam...

Wiecznie wierny,
Kris

Z jego oczu mimowolnie poleciały łzy. Wierzył mu. I przyrzekł sobie, że też pozostanie mu wierny. Czasami tak to jest. Ludzie myślą, że są ważni, a okazuję się inaczej.

Dostawał listy co miesiąc.

...Bardzo mi się tu podoba...

...Tęsknie za tobą...

...Mam nadzieję, że Ty też o mnie myślisz...

Dopiero po pół roku Kris ujawnił swój adres. Zaczęli ze sobą korenspondować. Kris całymi wieczorami myślał o nim, a Chanyeol wypłakiwał swoje żale. Jego pierwsza miłość mocno na niego wpłynęła.
Gdy Chanyeol poszedł na studia, ich relację zaczęły się pogarszać, aż w końcu zanikły. Chanyeol dojrzał i przestał ufać ludziom.

29 września 2013

Chanyeol,
Obietnicy którą złożyłem nie zapomnę. Nie poznam nikogo lepszego. W moim sercu zawsze pozostaniesz Ty. Nie ważne ile czasu minie, to zawsze będziesz Ty.

Czekam, Kris

03 Października 2013

Nie mogę zapomnieć o Tobie. Spotykałem się z tyloma osobami, ale żadna nie uszczęśliwiła mnie tak jak Ty. Tęskniłem za Tobą. Myślałem, że Ty już nie....

Chanyeol

Chanyeol o poranku wyszedł przed dom. Teraz był jego, gdy jego mama odeszła. Wyremontował mnie.
Patrzał na wschód słońca. Pierwsze promienie zaczęły się pojawiać.
Tak jak i on.
Przetarł oczy ze zdziwienia. Wyglądał tak samo, ale czy...
-Wróciłem-oznajmił i pocałował młodszego w czarną czuprynę.
Nogi Chanyeola były jak z waty. Gdyby nie to, że Kris go złapał, już dawno leżałby na ziemi. Był w jego objęciach. Ich usta połączyły się w pocałunku.
-Nareszcie...

poniedziałek, 12 maja 2014

27. Gra Uczuć Pt.2 (KrisYeol)

 

   Czas leciał, a Kris Chanyeola już nie widział.
Codziennie przychodził na boisko, ale chłopak już się tam nie pojawił. Chciał cofnąć czas i wtedy zatrzymać go, zapytać się o jego adres, cokolwiek...
Kris chodził źlejszy niż zazwyczaj. Do tego mama wysłała go na zakupy.
Ale co miał zrobić, musiał się zgodzić.
Dała mu liste zakupów, pieniądze i poszedł do najbliższego hipermarketu.
Wziął koszyk na zakupy i zaczął szukać rzeczy z listy.
Miał już iść po ostatnią rzecz gdy nagle zobaczył...
Szedł z pełnym koszykiem w strone kas.
Nawet go nie zauważył...
Kris czuł, że musi za nim iść, bo już go nie zobaczy.
Nie biorąc ostatniej rzeczy, którą był chleb, pobiegł za nim.
Oczywiście tak by go nie zobaczył.
Skradał się za sklepowymi półkami i poszedł do kasy.
Tak daleko by go nie zobaczył i na tyle blisko żeby nie stracił go z oczu.
Śledził go cały czas aż do jego domu.
Gdy dowiedział się gdzie mieszka aż podskoczył z radości.
Jednak postanowił przyjść później.
Zapamiętał całą droge na pamięć. Nie mógłby zapomnieć.
Skądże.
-Co ty nagle taki wesoły jesteś?-zapytała jego matka gdy wrócił z zakupami.
-To przez pogode.-odparł i skinął na okno.
Dziś było słonecznie, ptaki śpiewały, a wczoraj padało, słońce schowało się za chmurami.
Zupełnie jak jego humor.
Bez Chanyeola było pochmurnie, a gdy był wszystko było inne.
Kris pomyślał, że to głupie, zakochiwać się w kimś gdy zna się tylko jego imię.
Wiedział, że musi zawalczyć, spróbować.
Późnym popołudniem wyszedł skierowany w strone domu Chanyeola.
Musiał to zrobić żeby go nie zapomniał.
Właśnie.
Czy on go zapomniał?
Kris odepchnął tą myśl od siebie.
Na pewno pamiętał jego imię.
Kris powtarzał imię Chanyeola codziennie.
Było zbyt piękne by zapomnieć.
Stanął przed drzwiami i zrobił wdech i wydech.
Spokojnie
Zapukał lekko i czekał, patrząc na ziemie.
Drzwi otworzyły się i ujrzał w nich tą znajomą sylwetkę.
-Kris, co ty tutaj robisz?!-więc jednak pamiętał jego imię. Jak miło.
-Ja...Już się nie pojawiłeś na boisku...Myślałem, że cię nie zobacze...
-Ale skąd wiesz gdzie mieszkam?
-Śledziłem cię.-odparł Kris i poruszył znacząco brwiami.
Chanyeol zdziwił się i przeraził jednocześnie.
-Chcesz iść pograć?-zaproponował młodszy.
-Jasne-odparł Kris podnosząc wzrok na niego.
Chanyeol zniknął w domu by po chwili wrócić z piłką.
Zamknął drzwi za sobą i powędrowali na boisko.
  Poruszali się jeszcze szybciej, byli równi sobie.
Ich ciała niby to 'przypadkiem' ocierały się o siebie.
Chanyeol chciał trafić do kosza gdy nagle Kris złapał go za rękę.
Ten upuścił piłkę, stracił równowage i pociągnął Krisa za sobą.
Przewrócił się z zamkniętymi oczyma.
Kiedy je otworzył twarz Krisa była tuż przy jego twarzy...

niedziela, 11 maja 2014

26. Zmiana na lepsze (WonYe)

Króciutkie i dziwne, wiem to D:

   Brunet przedzierał się przez las w nocy. Musiał uciekać przed ludźmi z mafii. Oznajmił im, że chce z tym skończyć, chce być kimś innym. Uświadomił to sobie kiedy Cho, osoba która go wychowała umierał. Był jedyną osobą którą mógł nazwać ojcem. Tylko on go chronił. Wziął go z ulicy i wychował jak własne dziecko.
Niestety, Cho nie był dobrym człowiekiem. Kierował miejscową mafią.
Wychował Siwona w inny sposób przez co dużo rzeczy rozumiał inaczej. Gdy był nastolatkiem Cho przygotowywał go do walk i uczył jak posługiwać się bronią.
Gdy umierał jego ostatnie słowa skierowane do Siwona brzmiały 'Przepraszam że cię tak wychowałem'...
Wtedy Siwon coś zrozumiał. Że nie chce być tym kim jest i musi coś z tym zrobić.
Powiedział o tym chłopakom, ale oni go tylko wyśmiali. Powiedzieli że nie poradzi sobie bez nich, że jest NIKIM bez nich. Siwon puścił to mimo uszu i postanowił coś zmienić. Oni jednak na to mu nie pozwolili i tak znalazł się w tym bagnie.
Dosłownie.
Przebiegał teraz koło bagna, przyśpieszając kiedy usłyszał krzyki za sobą. Nie mógł tak tutaj skończyć. Chciał żeby ktoś go zapamiętał. Nie jako złego człowieka, tylko kogoś lepszego.
Zwolnił tuż przy dużym kamieniu kiedy niczego nie słyszał. Krzyki zaczęły się oddalać, a on mógł wreszcie odsapnąć. Oparł się o kamień po to by zsunąć się na ziemię.
Teraz zauważył w jakim stanie jest jego ciało. Miał dużo zadrapań z których sączyła się krew. Jego spodnie były porwane.
Dopiero teraz zdał sobie sprawę jaki był zuchwały. NIE miał nic. Nie wiedział jak sobie poradzi. Ze zdenerwowaniem zacisnął pięści. Był nikim.
  W oddali zauważył postać zbliżającą się w jego stronę. Był ubrany na biało.
-Nie zbliżaj się do mnie! Nie podchodź!-Mimo krzyków Siwona chłopak nadal nie rezygnował.
Siwon czując jak wszystkie siły go opuszczają zamknął oczy.

Siwon obudził się przykryty kocem. Gdzie on, u licha się znajdował?
Teraz przypomniał sobie jego ucieczkę. Jednak nie wykrwawił się na śmierć...
Spojrzał pod koc. Wszystkie jego rany były opatrzone! Kto by chciał mu pomóc? Takiej osobie jak on? Nie mógł w to uwierzyć.
Że komuś chciało się ruszyć dupe, przenieść go tutaj i jeszcze opatrzyć? Czuł że powiniem tam zgnić i zostać na dobre.
Ktoś wszedł do pokoju. Przed oczami Siwona pojawił się chłopak. Ten sam co zeszłej nocy. Mógł mu się teraz lepiej przyjrzeć.
Miał ciemne, błyszczące oczy i czarne włosy. Chłopak uśmiechnął się do niego lekko. Wyglądał na zatroskanego. Siwon stwierdził też że jest od niego starszy.
-Nareszcie się obudziłeś! Spałeś przez dwa dni! Straciłeś dużo krwi..więc może zjesz coś teraz żeby mieć więcej sił?
-Mhm-mruknął tylko nie pewnie i pokiwał głową. Chłopak uśmiechnął się i popędził do kuchni. W tym czasie Siwon usiadł na łóżku. Zasłonięte okna nie wpuszczały do pokoju żadnego światła. Jedynie lampa która wisiała na suficie rozświetlała pomieszczenie. Koło łóżka stała szafka nocna, a obok niej krzesło na którym leżały nowe ciuchy na zmianę.
W rogu mieściła się duża szafa.
Siwon nie mógł uwierzyć jak ktoś może być taki miły dla niego. Nie mieściło mu się to w głowie.
Po paru minutach chłopak wrócił z tacą pełną kanapek.
Siwon spojrzał na niego.
-Nie krępuj się.-powiedział chłopak.
Siwon zjadł je wszystkie ze smakiem. Był cholernie głodny i nie mógł sobie przypomnieć kiedy ostatni raz jadł.
Gdy skończył jeść nastała między nimi niezręczna cisza.
-Nie boisz się mnie..?-wyszeptał Siwon do chłopaka który siedział na przeciwko niego.
-Nie...-odpowiedział cicho, gładząc znamie Siwona które znajdowało się na szyi.
Wzdrygnął się czując jego dotyk na własnej skórze, ale był zbyt wyczerpany by coś z tym zrobić.
-Ja..Jestem mordercą, nie boisz się mnie?!-Siwon nie wytrzymał i wykrzyczał to.
-Mnie też zabijesz?!-Młodszemu wyrwały się te słowa z ust.
Obaj spojrzeli na siebie zdziwieni. Przez chwile Siwon nie mógł nic z siebie wydusić.
-Oszalałeś?!-odetchnęli z ulgą i lekko się zaśmiali.  Uśmiech młodszego dodawał Siwonowi sił.
-Nazywam się Jongwoon, ale możesz mówić mi Yesung.
-Siwon. Choi Siwon.
Nim się obejrzał jego życie zaczęło się kręcić wokół tego miejsca i nie tylko.
Nadzieja

Wieczorem Siwon był na ganku i popijał gorącą herbate. Patrzył jak słońce chowa się za drzewami. Pomyślał jakie to piękne. Dotychczas myślał że tylko kosztowne rzeczy mogą być piękne, ale gdy był z Yesungiem wszystko było inne. Jego świat się zmieniał.
Siwon się zmieniał.
Yesung pokazał mu jak cieszyć się z nawet najmniejszej rzeczy. Jak szanować to co się ma.
Gdy był z Yesungiem uczucia takie jak: wrażliwość, uprzejmość czy empatia wróciły do niego. A najważniejsze uczucie jakie doznał to miłość.
Zmiana

Yesung wyszedł na ganek a delikatny wietrzyk zmierzwił jego włosy. Niósł ze sobą koc.
Dosiadł się do Siwona na huśtawkę ogrodową i opatulił ich kocem żeby nie było im zimno. Ich ciała dzieliło zaledwie pare centymetrów. Yesung mógł poczuć jego oddech na szyi. Obrócił głowę i wtedy spojrzał starszemu prosto w oczy.
-Nigdy nie myślałem że sprawy się tak potoczą..-rzekł Yesung.
-Wierzysz w przeznaczenie?-zapytał Siwon.
-Chyba zacznę.
Yesung zbliżył się jeszcze bardziej i ich usta złączyły się ze sobą w pocałunku.
Miłość

piątek, 9 maja 2014

25. EXO Chat 1,2,3

Nicki

Chat 1: Gucci Problems (Kris&Tao)

→ Kris.Duizhang zalogował się.

Kungfu Pandaz rozpoczął rozmowę z Kris.Duizhang.

Kungfu Pandaz: Wu Yi Fan-ah

Kris.Duizhang: Co

Kungfu Pandaz: http://www.gucci.com/us/category/m/men_s_shoes# look929653lookA113

Kris.Duizhang: Nie

Kungfu Pandaz: ; __; proszę?

Kris.Duizhang: Nie

Kungfu Pandaz: Dlaczego nie? Nie są to najbardziej doskonałe buty, jakie kiedykolwiek widziałeś?

Kungfu Pandaz udostępnił zdjęcie.

Kris.Duizhang: Nie

Kungfu Pandaz: Nienawidzisz mnie? Nienawidzisz mnie, prawda?

Kris.Duizhang: Co?

Kungfu Pandaz: Zawsze widzę Chanyeola zaczynającego rozmowę z tobą, ale nigdy nie  ze mną. Czy naprawdę jestem taki zły? Naprawdę mnie nienawidzisz? Wtedy też nienawidzę siebie!

Kris.Duizhang: ...

Kungfu Pandaz: Zobacz, wszystkie twoje  odpowiedzi to albo jedno słowo lub kropki. Zawsze jesteś taki zimny dla mnie.

Kris.Duizhang: Um...

Kungfu Pandaz: Wiedziałem. Jest ok, wróć do rozmowy z Chanyeolem. Przepraszam, że przeszkadzam.

Kris.Duizhang: ...

Kungfu Pandaz: Jeśli nie chcesz ze mną rozmawiać to nie. Możesz mnie zablokować.

Kris.Duizhang opuścił konwersację.

Kungfu Pandaz {wiadomość offline}: Omg naprawdę mnie zostawiłeś...D:

Kris.Duizhang rozpoczął rozmowę z Kungfu Pandaz.

Kris.Duizhang: Pospiesz się. Nie mam dużo pieniędzy na moim koncie.

Kungfu Pandaz: OMG NAPRAWDĘ! ; ~ ~ ~ ~;

Kris.Duizhang: ... dlaczego ja zawsze robię to dla ciebie = _ =

Kungfu Pandaz: YAYYYYYYY! Już idę!

Kris.Duizhang wylogował się.
Kungfu Pandaz wylogował się.

Chat 2: Long Distance 'Relationship' Problems (Sehun & Luhan ft. Xiumin)

→ Luhannie zalogował się.
→ The 세훈 zalogował się.

Luhannie rozpoczął konwersację z The 세훈.

Luhannie: Sehun-ah! Co za zbieg okoliczności, że zalogowaliśmy się w tym samym czasie!

The 세훈: Czekałem na Ciebie ... ^ ^

Luhannie: Och woahhh ~ naprawdę?

The 세훈: Tak ^ ^

Luhannie: Powinieneś powiedzieć mi wcześniej, że czekasz. Co tam słychać w Korei?

The 세훈: Wszystko jest dobrze. Jak u ciebie w Chinach?

Luhannie: Ahh wszystko jest dobrze! Świetnie się bawimy!

The 세훈: Naprawdę? No ... Nauczyłem się trochę mandaryńskiego.

Luhannie: Co? Jak to? Menedżerowie zmuszają cię?

The 세훈: Nie, ja tylko ... chciałem się nauczyć, żeby mówić do ciebie lepiej

Luhannie: Oh to tak? Hehe ~ Ok to może cię sprawdzimy! Jak jest dziękuję w mandaryńskim?

The 세훈: 多谢 - doh je

Luhannie:

세훈:

Luhannie:

The 세훈: Dobrze?

Luhannie: Sehun-ah to kantoński...

The 세훈: Oh.

Luhannie: Wygląda na to, że nauczyłeś się niewłaściwego języka LOL

The 세훈: = _ = * westchnienie *
Taaak, jak myślisz, kiedy wrócisz? Tęsknię za naszymi wycieczkami na bubble tea.

Luhannie: Hmm ... kierownik Hyung powiedział mi, że powinniśmy wracać do Korei w przyszłym miesiącu.

The 세훈: W przyszłym miesiącu? Tak długo ...

Luhannie: Naprawdę tak za mną tęsknisz?

The 세훈:...tak tęsknię bardzo = _ =

Luhannie: Awww nie martw się, ja wróce!

The 세훈:Hyung chciałem ci powiedzieć...

Luhannie: Niestety Sehun-ah! Baozi  zadzwonił do mnie i idziemy jeść! Porozmawiamy wkrótce, ok?

The 세훈: Oh, ok ...

Luhannie: Do zobaczenia wkrótce ~ paaaa!

The 세훈: Cześć.

Luhannie opuścił konwersację.
→ Luhannie wylogował się.

The 세훈 rozpoczął rozmowę z Baozi.

Baozi jest offline. Wysyłasz wiadomości offline do Baozi.

The 세훈 {wiadomość offline}: Xiumin-Hyung nie zapominaj, że HunHan jest prawdziwy i doh je jest po kantońsku.
Już nigdy więcej nie naucze się mandaryńskiego od ciebie.

Chat 3: It's a Roommate Thing (Baekhyun & Chanyeol)

→ SunGun-Baekhyun zalogował się.

Chanster-yeol rozpoczął rozmowę z SunGun-Baekhyun.

Chanster-yeol: YAYYY jesteś!

SunGun-Baekhyun: Wtf siedzimy w tym samym pomieszczeniu, dlaczego rozmawiamy tutaj?

Chanster-yeol: Jestem społecznie dziwny

SunGun-Baekhyun: Jasne!

Chanster-yeol: ᄏ ᄏ ᄏ ᄏ tak jest fajnie~

SunGun-Baekhyun: ... wyloguje się

Chanster-yeol: nieeeeeeeee! Nieeeeeee prooosszzeeeeee

BACONN; ~;

SunGun-Baekhyun: Nie nazywaj mnie bacon! Jesteś naprawdę kłopotliwy wiesz?

Chanster-yeol: Dlaczego? Co ja zrobiłem?

SunGun-Baekhyun: Przestań się śmiać, słyszę cię!

Chanster-yeol: Ja się nie śmieję! LOL

SunGun-Baekhyun: Jesteś tak irytujący Oddychasz jak sumo i śmiejesz się jak hiena!

Chanster-yeol: LOL Zgadzam się

SunGun-Baekhyun: WTF!

Chanster-yeol: Skoro jesteśmy przy tym, to wyjesz jak pies przed pójściem spać, więc myślę, że jesteśmy równo irytujący.
Jesteśmy niczym dziwna para.

SunGun-Baekhyun: Nie wyje jak pies ...

Chanster-yeol: Tak, tak! Zobacz, kto jest teraz kłamcą!

SunGun-Baekhyun: ty!

Chanster-Yeol: asfhwejfaads

SunGun-Baekhyun: Omg ...

Chanster-yeol: Wow słyszę twój wkurzony oddech

haha ~

SunGun-Baekhyun: Cóż pachniesz jak kanalizacja, przejdź się pod prysznic.

Chanster-Yeol: LOL spójrz się na swoją twarz w tej chwili, to derp.

SunGun-Baekhyun: Jestem z idiotą, który DERPI CODZIENNE

Chanster-Yeol: Nie derpie, co ty palisz narkotyki

SunGun-Baekhyun: Naprawdę teraz ...

SunGun-Baekhyun udostępnił zdjęcie.

SunGun-Baekhyun: Wyjaśnij, to

Chanster-yeol: LOL, skąd to masz?

SunGun-Baekhyun: To się nazywa Google = _ = Szukaj

"Derp Chanyeol" i masz wszystkie derpy odkąd zadebiutowaliśmy

powinno tam być :D

Chanster-yeol: Czekaj, wpisałem "Baekhyun derp ' i zobaczyłem zbyt wiele hahahaha

SunGun-Baekhyun:T_T Mother of kimchi.

Chanster-yeol: Sprawdź to

Chanster-yeol udostępnił zdjęcie.

Chanster-yeol: Hubba Hubba co to za sexy mama? LOL

SunGun-Baekhyun: OMG NIE NAWIDZE CIĘ

Chanster-yeol: Omg Jestem legendą

SunGun-Baekhyun: Nie każ mi przypominać o  twoich włosach.

Chanster-yeol: ...

SunGun-Baekhyun udostępnił zdjęcie.

Chanster-yeol: Co za piękna dziewczynka!

SunGun-Baekhyun: = _ = jesteś niesamowity.

Chanster-yeol: Dziękuję, że jesteś taki słodki!

SunGun-Baekhyun: ... jesteś chory i to był

sarkazm!

Chanster-yeol: Właściwie ...

Chanster-yeol:Jesteś bardzo niski...v (^ ___ ^) v

SunGun-Baekhyun: Park Chan Freaking Yeol gdybym cię dzisiaj nie zabił, nie jestem Byun Baekhyun!

Chanster-yeol: LMAO

SunGun-Baekhyun wylogował się. Chanster-yeol wylogował się..

24. EXO Chat Room Informacje

Autor: lycheeroses

23. Gra uczuć Part 1 (KrisYeol)

(A/N) Tyle mam dla was nowości, ale nie wiem kiedy wstawie :(. Miałam pracowity tydzień w szkole i nie miałam tyle czasu na pisanie. Nie miałam czasu na nic >.< Króciutkie wiem i przepraszam.

29 września 2013

Chanyeol,
Obietnicy którą złożyłem nie zapomnę. Nie poznam nikogo lepszego. W moim sercu zawsze pozostaniesz Ty. Nie ważne ile czasu minie to zawsze będziesz Ty.

Czekam, Kris

04 lipiec 1999

  Wu Fan wolno szedł na boisko, co jakiś czas odbijając piłkę do koszykówki. Nie śpieszyło mu się mimo, że powoli zbliżał się wieczór. Lubił grać samotnie, gdy nikt mu nie przeszkadzał i nie przyglądał się mu.
Izolował się od ludzi. Nie lubił ich towarzystwa. Nie cierpiał ich za to jacy są fałszywi.
Wszedł na boisko i zaczął odbijać piłkę. Zbliżył się znacznie i wrzucił prosto do kosza. Powtórzył czynność pare razy i za każdym razem trafił. Zastanawiał się, czy może być jeszcze lepszy niż teraz.
Uśmiechnął się na tą myśł.
Czasami się przechwalał, ale nie tak często.
Był chłodny dla większości osób, a przez jego wyraz twarzy wyglądał na wrednego. Lubił włóczyć się wieczorami i nocą po mieście. Było cicho i spokojnie, a przede wszystkim uwielbiał oglądać gwiazdy. Mógł wtedy o wszystkim zapomnieć.
O tym jaki jest samotny.
Nagle speszył się. Poczuł się niekomfortowo.
Tak jakby...ktoś mu się przyglądał.
Rozejrzał się i...nagle zobaczył go.
Niepewnie stał na drugim końcu boiska i przyglądał się Krisowi.
Błyszczące oczy chłopaka obserwowały każdy jego ruch od paru minut.
Kris był zdziwiony, ale starał się zachować kamienną twarz. Wolnym krokiem zbliżał się do chłopaka. Miał czarne włosy i był nawet wysoki. Przestępywał z nogi na nogę, patrząc na ziemie, gdy Kris podchodził.
-Co cię tu sprowadza?-wypalił Kris.
-Ja? Emm...tylko przechodziłem i tak sobie zajrzałem...
-Umiesz grać?-zapytał. Chłopak pokiwał twierdząco głową po czym Wu Fan rzucił mu piłkę. Złapał ją szybko i pobiegł do kosza zasłaniając się tak by Kris nie zabrał mu piłki.
Pobiegł za nim, lecz ten już dawno rzucił piłkę do kosza.
-Dałem ci fory-poinformował go.
Ta jasne-pomyślał chłopak.
Za kogo on się uważał?
Nim się obejrzeli grali już całą godzine. Zdyszani usiedli na ławce, która znajdowała się tuż przy boisku.
-No, no. Dobrze grasz młody.-pochwalił go Kris.
-Mam już 16 lat, nie jestem taki młody...
-W każdym razie młodszy ode mnie-poprawił-ja mam 19 lat.
-Park Chanyeol
-Wu YiFan, ale mów mi po prostu Wu Fan lub Kris.
-Przepraszam, ale musze iść. Za długo grałem i..
-Ale...
-Przepraszam.
Chanyeol pobiegł zanim Kris zdążył coś powiedzieć.
Żałował, że nie mógł z nim porozmawiać dłużej.
Że nie mógł dowiedzieć się o nim czegoś więcej.
Żałował, że niczego nie zrobił...

piątek, 2 maja 2014

22. Lunch i Kolacja R7

   Dzisiaj szłam do szkoły z Sehunem, Chanyeolem, Kyungsoo, Hansolem który się do nas przyczepił i Baekhyunem który mieszka po drodze. Baek który zna się na plotkach opowiedział mi trochę o tym Danielu.
-On zawsze je lunch w tym samym miejscu. Nikt go nigdy nie widział z dziewczyną. Przeniósł się tu w pierwszej klasie. Ma dwóch braci. Lubi grać w piłkę i zawsze ma przy sobie mp3. A to tylko podstawowe informację!
-Tyle mi wystarczy!-powiedziałam.
Jak zwykle Baek'owi buzia się nie zamykała. Zagadywał wszystkich oprócz Hansol'a. Ten był cicho. Nawet był cichszy od Sehuna. A o Danielu nawet słowem nie pisnął. Może był zazdrosny?

Lekcje mijały mi nieśpiesznie. Trochę porozmawiałam z Kyungsoo, ale reszte czasu się nudziłam.
Zadzwonił dzwonek. Wreszcie nadeszła długa przerwa na lunch. Spakowałam książki, zasunęłam krzesło i wyszłam z klasy. Przed wejściem czekał Niel.
-Hej~! Pamiętasz że mieliśmy razem zjeść lunch?-zapytał.
-Jasne, właśnie chciałam cię szukać-jego duże usta uśmiechnęły się.
-To chodź-powiedział i wyszliśmy na dziedziniec. Prowadził mnie w stronę przeciwną od stolika w którym jadłam.
Było tu mniej uczniów.
-To tutaj-powiedział. Zobaczyłam stół piknikowy koło drzewa. Na drzewie była solidna huśtawka. Rosły tu kolorowe kwiaty. Czułam się jakbym była w magicznym ogrodzie.
-Jak..pięknie-wyszeptałam. Nie mogłam wyjść z podziwu.
-Prawda? Zawsze tu jem.-uśmiechnął się.
-Też chyba zacznę.
Usiedliśmy i zaczęliśmy jeść.
-Więc...od kiedy z nimi mieszkasz?-zapytał.
-Dopiero pare dni. Nie jest tak źle-uśmiechnęłam się-Lubicie się?
-Jestem w klasie z Luhanem..czasami ze sobą rozmawiamy.. Ogólnie 'oni'-zaakcentował to słowo-zadają się tylko i wyłącznie ze sobą.
-Pewnie dziewczyny są zawiedzione?
-Żebyś wiedziała!-jego usta wygięły się w uśmiechu. Miło mi się z nim rozmawiało. Był zupełnie inny od Hansola. Mniej porywczy, za to bardziej nieśmiały.
Zjadłam po czym obudziło się we mnie ,dziecko'. Wskoczyłam na huśtawkę i zaczęłam odpychać się nogami od ziemi.
-Pohuśtać cię?-zapytał się.
-Tak~-jego dłonie dotykały moich pleców. Pchał mnie(x'D) żebym leciała wyżej.
Letni wietrzyk rozwiewał moje włosy.
Mogłabym teraz zapomnieć o wszystkim..
Niel nagle przestał.
Przypomniały mi się te czasy kiedy to moja mama zabierała mnie na plac zabawa, kiedy mnie huśtała, bawiła się ze mną w piaskownicy.
Teraz tej osoby nie było, a ja musiałam dalej żyć. Tylko że to dla mnie za trudne..Chciałabym powstrzymać płacz i się teraz nie rozklejać..
Poczułam oddech na mojej szyi.
-Co się dzieje?-zapytał.
-Nic..poprostu przypomniała mi się moja mama..już dobrze..
-Na pewno?-czułam jak jego dłonie dotykały moich ramion.
-Tak..jest dobrze. Musze nauczyć-głos mi drżał-..się żyć bez..niej. Już dobrze.
Nie usłyszałam odpowiedzi.
Poczułam tylko jego ramiona oplatające się wokół mojej talii i jego brodę położoną na moim prawym ramieniu.
-Powiedz mi..będzie ci lżej.
-..Dobrze więc..przyleciałam z mamą do Korei..Miała zacząć chodzić do nowej pracy a ja do szkoły..-zawahałam się-wracałyśmy raz wieczorem do domu..mama wyszła na ulice na czerwonym..świetle... Samochód ją potrącił, a oprawca uciekł. Rozumiesz?! Uciekł! Do tej pory nie wiedzą kto to był!!-pozwoliłam moim łzom polecieć.
Ręcę Daniela przytuliły mnie ciaśniej. Jego ręka starła moje łzy.
-Dziękuje..że mnie wysłuchałeś.. Jeszcze nikomu o tym nie powiedziałam.. nawet swoim nowym 'rodzicom'.
-To nic takiego..Mogę być przy tobie kiedy tylko zapragniesz.-przytuliłam swoją twarz do jego przez co stykaliśmy się policzkami. Czułam ciepło bijące od niego.
Przywróciłam swoje włosy do ładu i wytarłam łzy. Poprawiałam swoje ubrania gdy zadzwonił dzwonek.
Wzięliśmy plecaki i złapałam go za rękę. Spojrzał mi w oczy uśmiechnięty.
-Chodź-powiedziałam i pobiegliśmy do szkoły.



-W sobote przychodzi mój współpracownik na kolacje-oznajmił domownikom Kris kiedy wrócił do domu.
-Znowu ten Hongki?-Tao przewrócił oczami.
-Tak, znowu on. Coś nie pasuję?
-Nie.-powiedziałam, a oni spojrzeli się na mnie jak na głupią.
-Dobrze...-powiedział Kris.
Było stosunkowo późno, więc każdy poszedł się umyć lub pójść spać.

Wierciłam się i nie mogłam znaleźć odpowiedniej pozycji do spania. Nie tylko dlatego nie mogłam zasnąć. Kris już półgodziny rżnął Tao w dupe, a ja tylko słyszałam ,,OH TAK TATUŚKU!!MOCNIEJ!". Czemu to ja musze mieć pokój nad nimi?!
Wiem, że muszą sobie trochę ulżyć, ale nie mogą robić tego trochę ciszej? Ich dzieci muszą wyspać się do szkoły!
Wzięłam kołdrę i wyszłam na balkon.
Usiadłam na krześle z wyprostowanymi nogami. O dziwo, nie było aż tak zimno.
-Kai, nie rób tego!
-Chanyeol bądź cicho!
Usłyszałam jak siebie przekrzykują. Nie dość że Tao i Kris to jeszcze oni! Nie mogłam wytrzymać i też zaczęłam kryczeć.
-Może ciszej?! Ludzie chcą spać!
Usłyszałam otwierane drzwi a później zobaczyłam Kai'a i Chanyeol'a wychylających się z nich.
-__? Co ty tu robisz?-zapytał Kai.
-No wiesz mieszkam tu jakiś czas.
-Ale co robisz na balkonie?!
-Nie moge spać, bo tatuś jest w akcji!-powiedziałam wkurzona.
-Chodź tu. Nie słychać ich-powiedział Chan.
Wzięłam kołdrę i powędrowałam do pokoju Kyungsoo, który siedział na swoim łóżku. Wymieniliśmy się uśmiechami i usiadłam koło niego.
-Wiesz że Hansol był zazdrosny?-zagadał Kai.
-I co w związku z tym zrobił?-zapytałam.
-No nic..
-Więc..znacie tego Hongki'ego?
-Taaak, pracuję z Krisem a kiedy przychodzi do nas na obiad Tao aż kipi ze wściekłości.-opowiedział Chan.
-Przecież Kris by go nie zostawił!-oburzyłam się-Ten Hongki jest tego wart?
-Jest nawet..fajny-odparł Kai.
-Przecież Tao jest śliczniejszy..-w głębi serca wiedziałam że Kris by nie posunął innego. To w jaki sposób patrzy na Tao jest nie do opisania.. W jego oczach widać troskę. Jest taki męski i rozsiewa wokół siebie jego władczą aure. Tao jest szczęściarzem. Kto by nie chciał takiego faceta?
Chłopcy zaczęli rozmawiać ze sobą na inne tematy, których ja już nie słuchałam. Moje powieki stawały się cięższe, a moja głowa opadła na ramię Kyungsoo. Oddałam się w objęcia Morfeusza..

Obudziłam się w łóżku Kyungsoo. Ten spał koło mnie. Dźwignęłam się na ręcę. Byłam przykryta kołdrą. Koło naszych nóg leżał Kai. Jego korpus był na łóżku, a jego nogi były na ziemi. Wyglądał całkiem niewinnie gdy spał.
Na podłodze leżał Chanyeol z podkulonymi nogami. Miał otworzone oczy.
-Dzieńdobry~-powiedział.
-Dzieńdobry. Ciszej troche!-wyszeptałam.
-Ja już nie śpie-poinformował nas Kyungsoo który usiadł na łóżku.
-To może obudzimy Jongin'a?-zapytałam.
-Taa..-powiedział Chan.
Kopnęłam go, ale w ogóle nie zareagował. Powtórzyłam czynność, tym razem mocniej.
-Kris, już wstaję!-powiedział i usiadł na łóżku przecierając oczy.
-Nie jestem Krisem-odparłam.

Tydzień zleciał szybko. Zapoznaliśmy się bardziej z Danielem. Z Hansolem też spędzałam czas, wszystko wróciło do normy.
W sobotę Kris wszystkim kazał wyglądać 'ładnie' i zachowywać się przyzwoicie. Przeszukiwałam moją szafę w celu znalezienia czegoś ładnego.
Wybrałam białą sukienke z koronkową górą przez którą były widoczne plecy, ale nie przód. Była zwężona w talii, przez co uwydatniała sylwetkę. Założyłam też czarne baleriny. Włosy odgarnęłam na bok. Musnęłam też swoje usta różowym błyszczykiem. Zeszłam na dół.
-Wyglądasz uroczo~~-skomplementował mnie Tao.
-Dziękuje-podziękowałam z uśmiechem.
Poszłam do jadalni i zajęłam pierwsze krzesło. Jako że nic nie musiałam robić poprostu czekałam.
Kyungsoo stał przy garach. Luhan stał przy nim znudzony. Miał mu pomagać, ale Kyungsoo w kuchni jest taki szybki że nie potrzebuję pomocy. Tao z Krisem sprzątali, Chanyeol nakrywał do stołu a Kai'a nie było na dole. Pewnie zastanawiał się co ubrać.
Sehun za to siedział naprzeciwko mnie ze złożonymi ramionami i wpatrywał się w stół.
Zaczęłam patrzyć się w tą samą stronę co on i zastanawiałam się co on tam widzi.
Zauważył to i odwrócił głowę w stronę okna.
Zrobiłam to co on i złożyłam ramiona.
Otworzył szeroko usta żeby coś powiedzieć, ale Kai mu przeszkodził.
-Już jestem gotowy!-krzyknął.
-To wspaniale..-odrzekł Kris, jakby nie przejęty tym i zaczął coś mówić do Tao-__ jak wyglądam?
Miał na sobie czarne rurki, podkreślające jego szczupłe nogi. Biała podkoszulka i czarna rozpięta koszula z podwiniętymi rękawami. Nie miał grzywki, ale za to włosy miał zaczesane do góry.
Szkoda że jest moim bratem.
I gejem.
-Wyglądasz...nawet..Nie moge opisać jak świetnie wyglądasz.-powiedziałam.
Uśmiechnął się, i usiadł koło mnie.
Powróciłam do patrzenia za okno ze skrzyżowanymi ramionami, tak jak Sehun. Kai również zaczął to robić.

Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi.
-No już przywitać się z naszym gościem-ponaglił nas Kris. Poszliśmy do przed pokoju.
-No hej, wchodź-powiedział Kris.
Usłyszałam że mężczyzna wchodzi do środka. Ściągnął płaszcz, który Kris powiesił na wieszaku.
-To jest nasza córka. Opowiadałem ci o niej.
Ciemny blondyn zmierzył mnie wzrokiem. Wyglądało jakby mnie oceniał.
-Ładniejsza, niż mówiłeś. Miło cię poznać, nazywam się Lee Hongki.
-Mi cię też miło poznać. Nazywam się __.-wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
  Zasiedliśmy do stołu i zaczęliśmy jeść gorące jedzenie. Wszystko co Kyungsoo ugotował było wyśmienite.
Wszyscy zjedli ze smakiem.
   Hongki z Krisem mówili o pracy, Tao patrzył się na nich zazdrosny, ja plotkowałam z Kai'em a reszta była znudzona. 
Nagle Kris przestał z nim rozmawiać. Atmosfera też się zepsuła, bo każdy milczał i patrzył po sobie.
-Więc __ jak ci się tu mieszka?-zapytał mnie Hongki. Zdziwiło mnie to nagłe pytanie.
-Bardzo dobrze.
-Nie brakuję ci prawdziwego faceta tutaj? Jeśli chcesz ja mo...
-Wystarczy.-odparłam zdenerwowana.
Wstałam i odeszłam od stołu.
Poczułam się poniżona. Także chłopaków poniżył w pewnym sensie.
Jedyne co zrobiłam to wzięłam płaszcz, torebkę i wyszłam...