(Wyjaśnie o co chodzi w następnym poście!!!)
Chociaż dzielą nas tysiące mil,
ten sam księżyc świeci nad nami.
Su Dongpo(1036-1101), poeta z dynastii Song
*Le Key* *Soundtrack 1* (Wczujcie się trochę w muzykę, żeby chociaż do połowy dojść)
Dziś było strasznie ciepło, postanowiłem pójść na plażę. Studiowałem w San Francisco, to mój ostatni rok. Miałem tu zostać, ale kompletnie mi się tu nie podobało. Planowałem od razu wracać do Korei-tam czułem się najbezpieczniej.
Irytowali mnie już ci gangsterzy i prostytuki na każdym kroku. Cóż, chciałem jak najszybciej skończyć studia i się stąd wynieść.
Szedłem po deptaku, delikatna bryza rozwiewała moje ciuchy i włosy.
Zatrzymałem się i zacząłem patrzeć przed siebie.
Koło mnie zatrzymał się jakiś chińczyk z torbą i apartem zawieszonym na szyi. Nie wiedziałem czy to naprawdę jest chińczyk. Zacząłem twierdzić jak ci wszyscy biali ludzie, że każdy azjata to chińczyk.
Był bardzo umięśniony i rozglądał się dookoła uśmiechnięty. Wiatr rozwiewał jego brązową grzywkę.
-Będziesz tu zdjęcia robić czy pływać...-zadrwiłem z niego po koreańsku. Usłyszał to i odwrócił się w moją stronę.
-Myślisz, że nie rozumiem?
A więc to był koreańczyk...
-Mam mało czasu, więc nie pójdę pływać-powiedział zrezygnowany i zrobił zdjęcie morzu.
Poczułem...smutek? Że musiał już iść?
Chciałem z nim pobyć chwile więcej, zamienić kilka słów więcej, popatrzeć na niego chwilkę dłużej...
Wyrwałem się z zamyślenia i dogoniłem go. Zapytałem się go ile będzie w San Francisco.
-Jeszcze trzy dni.
Zapytałem go czy nie potrzebuję przewodnika, a on skorzystał oferty.
Dzień zleciał nam szybko. Zdecydowanie za szybko. Ale było przyjemnie. Opowiedział mi o sobie, a ja mu o mnie.
Zwiedziliśmy kilka ciekawych miejsc, a na koniec odprowadziłem go do hotelu. Wymieniliśmy się numerami i umówiliśmy na jutro.
Do późna wpatrywałem się w księżyc. Rozmyślałem o Jonghyunie-bo tak się nazywał. Cholernie mi się podobał. Każdy jego ruch, spojrzenie, wypowiedziane słowo przyprawiały mnie o dreszcze. I to jak seksownie wyginał swoje ciało... Pragnąłem dotknąć każdy skrawek jego ciała, upajać się jego zapachem i czochrać jego włosy.
Czochrać jego włosy? Kibum, co ten facet z tobą zrobił?
Uśmiechnąłem się na tą myśl.
Szalenie go pożądałem, ale bałem się. Co jeśli nie pociągają go chłopcy tylko dziewczyny z długimi nogami?
Podniecony zasnąłem.
Dzień 1 *Soundtrack 2*
Czekałem przed jego hotelem, miał za chwilę przyjść.
Po dwóch minutach, przyszedł uśmiechnięty, ubrany w białą koszulę i białe spodenki do kolan. Świetnie kontrastowały z jego ciemną skórą. Na nosie miał okulary przeciwsłoneczne. Wyglądał seksownie, ale mu tego nie powiedziałem. Od kiedy faceci mówią sobie, że seksownie wyglądają? I znałem go dopiero od wczoraj...
Ja miałem na sobie biały t-shirt i czarne, obcisłe rurki. Dobrze podreślały mój tyłek.
-Dobrze wyglądasz-skomplementował mnie przez co się zarumieniłem. Na mojej twarzy zagościł uśmiech, ale odwróciłem głowę tak by Jonghyun tego nie zauważył.
Byliśmy w kilku ciekawych miejscach, w zoo i koreańskiej restauracji.
W zoo najbardziej podobały mi się tygrysy-moje ulubione zwierzę. Chciałem w nie wpatrywać się godzinami, ale nie mogłem.
Przez godziny otwarcia i Jonghyuna, bo chciał zwiedzić całe zoo, nie tylko tygrysy. Chociaż podobały mu się.
Rozprzestrzeniały wokół siebie władczą aurę, były takie silne, a ja słaby.
W pewnym momencie jeden odwrócił łeb w moją stronę. Myślałem, że patrzy mi wprost w oczy, zagląda do mojej duszy i odkrywa moje uczucia.
Wtedy odwrócił łeb z przękąsem.
Poszliśmy dalej, jak wywnioskowałem, do ulubionego zwierzęcia Jonghyuna. A mianowicie to była puma.
To zwierzęcie wydawało się bardzo tajemnicze i pociągające. Patrzał na nas i znikał za krzakami na swoim wybiegu.
Jego sierść była koloru głębokiej czerni, błyszczała w słońcu.
Później poszliśmy oglądać foki. Ich wybieg był w ziemi, widzieliśmy je z góry. Miały tam dużo wody w której pływały. Była też wysepka na której pare fok się wygrzewało.
Pochyliłem się by lepiej przyjrzeć się jednej. Nagle straciłem równowagę.
W porę, ramiona Jonghyuna zacisnęły się wokół mojego pasa. Łapczywie powąchałem(tak żeby nie zauważył) jego prawe ramię. Wyczułem trochę potu, pomarańczy no i oczywiście zapach męskości. Upoiłem się tym.
No więc jeden cel wykonany-upoić się jego zapachem.
Szybko wróciłem do rzeczywistości. Jonghyun wpatrywał się we mnie zatroskany i trzymał dłonie na moich barkach. Uwolniłem się od jego dotyku i spojrzałem w inną stronę. Byłem cały czerwony. Jonghyun spowodował to swoją bliskością.
Później poszliśmy do koreańskiej restauracji. Pracowali tu sami koreańczycy, więc na pewno doskonale znali się na koreańskiej kuchni.
Obsłużyła nas urodziwa dziewczyna. Wyglądała na studentkę, też była koreanką. Jak każdy facet spojrzałem na jej piersi, które wręcz wylewały się z dekoltu jej bluzki. Kiedy odchodziła zwróciłem uwagę na jej zgrabne nogi. Miała do tego krótką spódniczkę. Cóż, musiała uwydatniać to co miała najlepsze...
Co mnie zdziwiło, to to, że Jonghyun nie raczył nawet spojrzeć na tę dziewczynę.
Zamiast na nią, wpatrywał się we mnie. To było chyba dobrze dla mnie.
Niech to szlag! Taka natura faceta, że patrzy na piersi... No nie wszystkich, przykładem był Jonghyun. Źle zrobiłem, bo pewnie pomyślał, że lubię dziewczyny. A było przeciwnie!
Pożegnaliśmy się po dwudziestej, odprowadziłem go do hotelu.
Tego wieczoru znowu wpatrywałem się w księżyc. Rozmyślałem o tym co robi Jonghyun, czy może on tego myśli o mnie? Bardzo tego bym chciał, pragnąłem tego.
Dzień 2 *Soundtrack 3*
Dziś postanowiliśmy się bardziej odprężyć. Najpierw wybraliśmy się na plażę. Zarumieniłem się, gdy zobaczyłem go w koszulce na ramiączkach. Teraz lepiej widziałem jego umięśnione ramiona i trochę pleców. Był boski.
Jeszcze bardziej się zarumieniłem, gdy ją zdjął. Patrzyłem na niego zahipnotyzowany. Odparł, że nie będzie pływać w koszulce.
Też odkryłem swoje niezbyt umięśnione ciało. Gruby nie byłem. Jonghyun przeszył mnie wzrokiem, ale nic nie powiedział. Zauważyłem, że jeden jego kosmyk włosów źle się ułożył przez wiatr. Podeszłem do niego i poprawiłem to. Patrzał na mnie zdezorientowany.
Drugi cel osiągnięty-poczochrać jego włosy!
Może ich nie czochrałem, ale dotknąłem ich. To było coś. Były takie mięciutkie i puszyste, szkoda, że nie mogłem dłużej ich dotykać.
Gdy weszliśmy do wody, Jonghyun mocno mnie ochlapał. Nie pozostając mu dłużny, też to zrobiłem. Chlapaliśmy się wodą, zupełnie jak dzieci, śmiejąc się przy tym. Pływaliśmy i nurkowaliśmy.
Gdy wyszliśmy z wody, osuszyliśmy się i kupiliśmy lody.
Później zaprowadziłem go do innego miejsca, daleko od tego miejskiego zgiełku. Było już późno, niedługo miało się ściemniać.
Wreszcie doszliśmy do łąki, która znajdowała się koło lasu. Była tu też mała altanka. Poszliśmy tam usiąść.
Jonghyunowi bardzo podobało się to miejsce.
Był zachód słońca, niezauważalnie przysunąłem się bliżej do chłopaka. Było tak romantycznie, gdyby Jonghyun wiedział jak mi się podoba...
Byliśmy tam do późna. Rozmawialiśmy, żartowaliśmy, w pewnym momencie zamieniło to się w gonitwę. Jonghyun gonił mnie, przedzierając się przez wysoką trawę. Kiedy był tuż koło mnie, upadłem, a on razem ze mną. Gdy otworzyłem oczy, jego cudowna twarz była tuż przed moją. Leżeliśmy w trawie, nie było nas widać. Poczułem się trochę zażenowany tą sytuacją, co zdradzała moja mina. Jonghyun zauważył to i po chwili jego dłoń zaczęła gładzić mój policzek. Zdziwiło mnie to, ale uśmiechnęłem się. On zrobił to samo.
Ale to jeszcze nie było spełnienie marzeń. On tylko gładził mój policzek. Ja...chciałem czegoś więcej.
Zwróciłem uwagę na księżyc. Była pełnia więc błyszczał jak perła. Patrzyliśmy tak na niego przez chwilę, zastanawiając się co myśli ten drugi.
Nagle wyrecytowałem wers z chińskiego wiersza:
Półksiężyc budzi melancholię, pełnia sprzyja zakochaniu.
Tego się nie spodziewał. Spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy. Pomyślałem sobie, że to moja szansa, muszę spróbować, teraz albo nigdy.
Powoli zaczęłem przybliżać swoje wargi do ust Jonghyuna. Po chwili usłyszałem jak wstaję. Zrozumiałem, że wszystko zepsułem. Sylwetka Jonghyuna znikała w oddali, mimo moich krzyków, próśb nadal się oddalała.
Zrobiłem najgorszą rzecz, jaką mogłem zrobić...
Dzień 3 *Soundtrack 4*
Dziś nie obudziły mnie ptaki, śpiewające pieśni o poranku. Zastąpiły je cisza.
I wtedy sobie przypomniałem.
Muszę o coś zawalczyć. O kogoś.
W ciągu pięciu minut opuściłem swoje skromniutkie mieszkanie. W hotelu go nie było, wymeldował się, nie zdążyłem. Ale może nie wszystko stracone?
Wsiadłem do pierwszej taksówki. Dałem kierowcy więcej pięniędzy, by był szybciej na lotnisku.
Sprawdziłem wszystkie godziny odlotów... Właśnie jeden samolot leciał do Korei! Pobiegłem tam gdzie była odprawa i..i...
Wtedy zobaczyłem go jak wchodzi do samolotu. Twarz miał smutną nawet bardzo. Do tego mnie nie zauważył...
Czułem taki ból jakby ktoś obdzierał mnie ze skóry. Straciłem coś cennego...
Miłość nie boli. Boli to, że nie możesz być z ukochaną osobą.
Przypomniałem sobie wszystko spędzone chwilę z Jonghyunem. Było ich mało, ale wiele dla mnie znaczyły.
Przez te dwa dni spędzone z nim, odżyłem na nowo. Teraz on odszedł bez pożegnania, nawet nie mogliśmy wyjaśnić sobie niektórych kwestii. To bolało.
Miałem jego numer! Nie, przecież to jego tymczasowy numer podczas pobytu w San Francisco...Nawet nie znałem jego nazwiska, adresu zamieszkania. Kompletnie nic.
Bez słowa pokazał mi czym jest miłość i bez słowa odszedł.
Dni upływały, a ja żyłem ze świadomością, że już go nie ma. Spędziłem wiele samotnych, cichych dni. Wieczorami zawsze wpatrywałem się w księżyc i recytowałem ciągle ten sam wiersz Su Dongpo:
Tyle lat we mgle pomiędzy życiem i śmiercią;
Nawet jeśli nie chcę myśleć, nie mogę zapomnieć.
Samotny grób oddalony o tysiąc mil nie znajduje słów dla swojej melancholii.
Boję się, że kiedy się spotkamy, moja twarz będzie szara, a włosy białe.
Tym razem trochę dłużej ^-^
OdpowiedzUsuńAle dlaczego Jonghyun odszedł? T-T
Myślałam, że Key mu się podoba :'(