Kpop Fanfiction

„Dlaczego ludzie muszą być tak samotni? Jaki to ma sens? Na tym świecie żyją miliony ludzi; każdy z nich tęskni, szuka spełnienia u innych, a jednak się izoluje. Dlaczego? Czy Ziemia powstała tylko po to, by pielęgnować ludzką samotność?”?”

poniedziałek, 16 czerwca 2014

39. Znamy się od zawsze (WonYe)

(A/N) No więc...Długo mnie tu nie było, no ale to był ostatni tydzień na poprawy w szkole. Teraz będę miała więcej czasu. Dziękuję za ostatnie komentarze, na które nie odpowiedziałam. Bardzo się cieszę, że ktoś to czyta, a co dopiero komentuję.

Znamy się od zawsze...

*Le Yesung*

Nie lubię poniedziałków... Wtedy najczęściej spotykają mnie jakieś nieszczęścia.
Szedłem do pracy, do mojego biura. Zapowiadał się ciężki dzień.
Usłyszałem dzwonek mojego telefonu-dzwonił Ryeowook, mój szef.
Zaakceptowałem połączenie i już chciałem coś powiedzieć, ale ktoś krzyknął 'uwaga' i mnie zatrzymał. Spojrzałem przed siebie i dotarło do mnie co się stało. Prawie weszłem na jezdnię, na czerwonym świetle. Serce zaczęło bić mi jak oszalałe. Dlatego nie lubię poniedziałków.
Spojrzałem na mojego wybawcę.
Ujrzałem jego brązowe, dobrze ułożone włosy i ciemne, tajemnicze oczy. Czy to mógł być...
Mężczyzna, który zawsze ratował mój tyłek? Mężczyzna, który był moim cieniem, chociaż i tak go nie zauważałem? Nie zdążyłem go o to zapytać.
Gdy nasze spojrzenia się skrzyżowały, on uciekł. Ehh... A tak chciałem go poznać, dziś byłem tak blisko.
Oddzwoniłem do Ryeowooka.
-No co chciałeś?
-Szybciej ruszaj tą dupę! Gdzie jesteś, spóźniłeś się 10 minut! A dziś musisz zostać jeszcze dłużej!
-Prawie mnie samochód przejechał, ale jest w porządku. Już idę-odparłem.
Tak koreańczycy są pracowici...ale nie ja. Przez ciągłą pracę nie miałem nawet czasu żeby się rozerwać, odpocząć czy nawet oglądnąć dramę.
Moje dni toczyły się tak samo. Praca, jedzenie, spanie, praca, jedzenie, spanie, praca, jedzenie, spanie, pójście do sklepu...Nie zapominajmy o dojazdach do pracy. Ciągłe harowanie i dzień, no może czasami dwa dni wolnego. Całe życie poświęcałem pracy. W sumie...i tak nie mam nic innego do roboty. Lepsze to niż nic.

-No, Yesung, podpisujemy dziś umowę z jedną firmą.
-Mhm, pamiętam-powiedziałem Ryeowookowi. Był na stanowisku o jeden stopień wyższym od mojego. Byliśmy ze sobą blisko. Oczywiście w pracy był szefem-skurwielem. Pozą biurem był całkiem miły.

Sobota
Dzisiaj znowu zostawałem dłużej, tak jak kazał mi Ryeowook. Jeszcze więcej papierkowej roboty i siedzenia na fotelu. Nie żeby siedzenie na fotelu było złe, ale jeśli cały dzień na nim siedzę, to już tyłek zaczyna mnie boleć. Do tego słyszałem w telewizji, że od siedzenia kształt tyłka zmienia się. Dziwne.
Wyszedłem z biura tak po dwudziestej drugiej. Myślałem, że wyjdę jeszcze później. Normalnie zostawałem do 16-19. Jutro miałem wolne. Nareszcie! Z tego powodu nie musiałem wracać do domu wcześnie. Znaczy...Nie wiem czy dwudziesta druga to wcześnie. No, ale wiadomo o co mi chodzi.
Poszedłem do jakiegoś klubu nocnego. Zamówiłem drinka i zapaliłem fajkę. Dym podrażniał moje gardło. Miałem z tym skończyć, ale z uzależnieniem nie jest tak łatwo skończyć. Z czymś z czym jesteś bardzo związany, nie jest tak łatwo opuścić tego. Lub z kimś. No ale ja nie mam tego 'kogoś' kogo nie chciałbym opuścić. Nie zwracałem na nikogo uwagi i nikt nie zwracał uwagi na mnie.
Ja myślałem tylko o jednej osobie.
Ten mężczyzna, który zawsze ratuję mnie z tarapatów.
Czy zakochanie to dobre określenie? Nawet nie widziałem jego twarzy... No tylko raz, dzisiaj. Był bardzo przystojny, ale nie zapamiętałem dokładnie jego twarzy. Widziałem ją zaledwie przez pięć sekund. To za mało żeby zapamiętać jak wyglada czyjaś twarz. A może to ja miałem coraz słabszą pamięć?
Ach, latka lęcą, a ja nadal nie wiem kim on jest.
Ale jaki był sposób, że zjawiał się koło mnie dokładnie wtedy, kiedy miałem kłopoty? Jakaś tajemnicza moc dawała mu znak, a może to on cały dzień mnie śledził? Nie, na pewno nie może mnie śledzić cały dzień. Musi jakoś zarabiać na siebie. A może jest jakimś tajniakiem, który musi mnie chronić? A kto by zawracał sobie mną głowę, żeby mnie chronić. Rodzice? Nie, na pewno nie...
To absurd.
Hmm, może zbadamy tą jego moc?
Chlałem jak szalony, gdy byłem już pijany, wyszedłem z klubu i zacząłem się drzeć jak głupi. Zaczepiałem przypadkowych ludzi(było ich trochę mało) i skakałem po ławkach, murkach, po czym się dało. Właściwie nie wiem dokąd szedłem. Ten tajniak mógł być wszędzie. Byłem zdesperowany.
Po kilkunastu minutach moje powieki zaczęły być niewyobrażalnie ciężkie. Nie zdziwiłem się. Dwanaście godzin pracy, a po alkoholu zawsze zasypiałem i budziłem się trzeźwy.
Wskoczyłem i nieelegancko położyłem się na jakiejś ławce w parku. Głupek ze mnie-ktoś mógł mnie okraść. Ale w końcu byłem pijany.

Kiedy się obudziłem, moje oczy przypominały spodki. Byłem we własnym łóżku! Boże! Czy ja...się teleportowałem?
Nie to nie dzieję się naprawdę, pewnie to jeszcze sen.
Uszczypnęłem się. Nie, to nie sen.
To skąd się tu wziąłem?! Czy to...on. Ten, którego nie znam imienia? Na pewno, bo kto inny? Tylko czemu się nie pokazał wcześniej? Jak ja bardzo chciałbym go poznać...

-Yesung, znowu się spóźniłeś!-Ryeowook ryknął na mnie w poniedziałek.
-Mhm, przepraszam.-Ukłoniłem się i poszedłem do mojego biura.
-Sungmin-zagadałem do mojego współpracownika-czy można się w kimś zakochać, jeśli nie wie się jak on wygląda?
-A z charakteru go lubisz?
-Em..no..Nieważne.
Ja nawet nie wiedziałem jaki on ma charakter!

Znowu zostałem dłużej, tym razem do 20, a Sungmin został jeszcze dłużej. Trochę spieszyłem się do domu. Byłem głodny i ogólnie zmęczony.
Koło skrzyżowania usłyszałem dzwonek mojego telefonu. Sięgnąłem do kieszeni i zaakceptowałem połączenie.
-Yesung? Zapomniałeś...
Nie usłyszałem co powiedział dalej, bo ogłuszył go głośny huk. Schowałem aparat do kieszeni i zobaczyłem co się dzieję. To ja...
Spowodowałem wypadek samochodowy!
Znowu wyszedłem na ulicę na czerwonym świetle! Ale teraz jest gorzej.
Ktoś leży na ulicy...Musi jeszcze żyć...
Podbiegłem do niego i wtedy zobaczyłem go. Był bardziej przystojny niż zapamiętałem. Nawet teraz...gdy krwawi.
Sprawdziłem puls-na szczęście żył. Zadzwoniłem po karetkę, a ona, po chwili przyjechała.

Dziś mijają trzy lata od tego zdarzenia. Nadal siedzę przy tym szpitalnym łóżku i modlę się o to, żeby wreszcie się obudził. Codziennie przychodzę do niego i rozmawiam z nim. Oczywiście, nie odpowiada mi, ale mam skrytą nadzieję, że trochę słyszy.
Choi Siwon-tak się nazywa. Znałem go od zawsze, był zawsze przy mnie, ale mimo tego i tak nie wiedziałem jak wygląda i jaki ma charakter. Teraz mogłem na niego patrzeć, ile zachciałem. Trzy lata.
Lekarz znowu przychodzi i pyta czy mogą go odepnąć, żeby już zawsze spał. Który to już raz? Ja...chyba muszę już zrezygnować.... Powiedziałem lekarzowi, że muszę z nim porozmawiać ostatni raz. Zostawił nas samych.
Podeszłem do Siwona i objąłem go czule, tak jak nigdy. Pogładziłem jego skórę, włosy i pierwszy, i ostatni raz musnąłem jego usta.
Moje serce pękało na drobne kawałeczki. Nie wiem co teraz zrobię. Nie mogłem się z nim rozstać, patrzyłem na niego tak jeszcze parę minut.
Gdy wychodziłem, usłyszałem cichy jęk. Nie mogę uwierzyć.
Obejrzałem się i zobaczyłem jak otwiera oczy... Nareszcie mogłem je zobaczyć, codziennie widziałem tylko jego powieki.
Wysilił się na słaby lecz piękny uśmiech.
Stałem się wtedy najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.

Gdy opuścił szpital, zamieszkaliśmy razem. Znalazłem też inną pracę, zarabiałem tyle samo i mniej pracowałem. Miałem wtedy więcej czasu dla Siwona.

2 komentarze:

  1. Pod koniec trochę jak bajka o śpiącej królewnie hehee ;3
    Na początku trochę mi brakowało większej ilości opisów, ale później było już lepiej, tylko też końcówka wydawała mi się napisana 'tak na szybko' ale fabuła ekstra <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże, jak to dobrze, że nie umarł!~
    Swietne ^-^

    OdpowiedzUsuń