Kpop Fanfiction
„Dlaczego ludzie muszą być tak samotni? Jaki to ma sens? Na tym świecie żyją miliony ludzi; każdy z nich tęskni, szuka spełnienia u innych, a jednak się izoluje. Dlaczego? Czy Ziemia powstała tylko po to, by pielęgnować ludzką samotność?”?”
niedziela, 29 czerwca 2014
51. Rozpoznajesz mnie? (Taoris)
(A/N) Ale będę się nudzić w te wakacje. Nie będę tu pieprzyć, że mam więcej czasu, o mam go tyle samo i już wszystko zależy od lenistwa.
*Le Kris*
Tao znam już niepełny rok. Trudno mi powiedzieć, poczułem do niego coś więcej. Nie wiem czemu nie zdradziłem mu tego co czuję. To ja-unikam nowych dla mnie sytuacji, przez co żałuję.
Czasami nawet bardzo.
Tao-brzoskwinia, bo takie jest znaczenie jego imienia, mieszkał w tym samym mieście co ja. Mimo tego, nigdy nie spotkałem się z nim w cztery oczy. Poznałem się z nim w sieci, na internecie. Studiował medycynę w Kanadzie. Może to głupie, ale ja naprawdę coś do niego poczułem. Jeszcze głupsze było odrzucenie jego uczuć. Wyznał mi miłość, ale ja,bojącysię nowych sytuacji, odrzuciłem je. Nigdy się nie spotkaliśmy. Było wiele okazji do tego, ale nie. Zawsze gdy proponował spotkanie, odrzucałem zaproszenie. Byłem cholernie nieśmiały już od dziecka. I to była moja największa wada...Ale i tak nie mogłem nic z tym zrobić.
Gdy się poznaliśmy, nie sądziłem, że ta osoba tak bardzo zmieni bieg mojego życia. Nawet nie liczyłem na to, że ta znajomość przetrwa tydzień. Ba! A co dopiero miesiąc.
Rozmawialiśmy i pisaliśmy ze sobą codziennie, ale nadal jako przyjaciele. Rozmawialiśmy ze sobą intymniej niż kochankowie. Czasami dzwonił do mnie w środku nocy, po jakąś radę, a ja starałem mu udzielić sensownej odpowiedzi.
Widzieliśmy się tylko raz, właściwie to przez przypadek, a i tak nie stanęliśmy przed sobą bezpośrednio.
Byłem w galerii handlowej, kupiłem sobie nowe ciuchy i takie tam. Udało mi się wyprosić bliskiego kolegę, by ze mną poszedł. Dlatego nie musiałem iść sam. Zapewniał mi towarzystwo i doradzał przy wyborze ciuchów. Lepiej jest iść z kimś niż samemu. Kiedyś, gdy sam poszedłem na zakupy, t-shirt, który zakupiłem był inny w sklepie i w domu. No i wylądował w czeluściach mojej szafy, nigdy jej nie ubrałem.
Do tego jest z kim porozmawiać.
Po zakupach, czekaliśmy w metrze pogrążeni we własnych myślach. Gdy nadjechał pociąg(?), YiXing zamiast wsiąść, patrzył się na na coś po jego prawej stronie. Wepchnąłem go na chama do środka i nadal zachowałem milczenie. Gdy drzwi się zamknęły, wydusił z siebie te słowa:
-Czy to nie był ten Tao? Chińczyk?
Mówiłem mu o nim dużo. Oczywiście pominąłem to, co do niego czuję. Już zaczęliśmy odjeżdżać, gdy spojrzałem przez okno. To on. Stał i wpatrywał się w odjeżdżający pociąg(?), ale nasze spojrzenia się nie spotkały.
-Tak, to był on-wysapałem do YiXinga. Dalszą podróż spędziliśmy w milczeniu.
Przed wakacjami totalnie spieprzyłem sprawę. Pokłóciliśmy się i to bardzo. Kiedy wreszcie się pogodziliśmy, on wyjechał... Na zawsze wrócił do Chin.
Czułem pustkę. Było mi z tym źle. Popełniłem straszny błąd, nie mówiąc mu o tym co czuję.
Po około 2 tygodniach, wyjechałem do QingDao i wynająłem małe mieszkanko. Szybko znalazłem dobrze płatną pracę. Na początku byłem skupiony na mieszkaniu i pracy, ale później, musiałem zrobić to, po co tu przyjechałem-odnaleźć Tao. Nie mieliśmy ze sobą kontaktu, więc to graniczyło z cudem. Ale musiałem spróbować.
Tak więc, codziennie chodziłem w miejsca o których opowiadał mi Tao i w miejsca w które mógł pójść.
Trwało to przez dziewięć lat. Miałem wrażenie, że codziennie się mijamy, ale nadal nie traciłem nadziei. W między czasie zacząłem pracować jako strażak. Często jeździliśmy na miejsca wypadków, pomagaliśmy ludziom itp. Poświęcaliśmy swoje życia, by im pomagać. Ja czasami bardziej.
Tym razem byłem bardzo zmęczony i nie zauważyłem deski, która mnie uderzyła w głowę. Zemdlałem.
Obudziłem się w szpitalu, paru ludzi odetchnęło z ulgą, gdy otworzyłem oczy. W tym Wang kolega z pracy, pielęgniarka i jacyś lekarze. Obraz mi się rozmazywał i znowu zasnąłem.
Nie wiem o której się obudziłem, ale koło mnie nikogo nie było. Chciałem stąd wyjść. Odpiąłem wszystkie urządzenia do których byłem podpięty i wstałem z łóżka szpitalnego. Przez gwałtowne wstanie, zakręciło mi się w głowie i upadłem. Przewróciłem się na plecy i tak sobie patrzyłem na sufit. Byłem wycieńczony, nie miałem nawet siły by się podnieść i wrócić do tego łóżka. Wyglądało to tak, jakbym czekał na śmierć.
Ile to już tak leże? Dwie minuty? Pięć?
Nareszcie przyszedł lekarz. Trochę na mnie nakrzyczał, ale w końcu zaniósł mnie do łóżka. Był cholernie silny, skoro uniósł takiego byka jak ja. Znowu podpiał te wszystkie urządzenia.
Jaki on opiekuńczy, naprawdę.
Rankiem obudziłem się trochę bardziej wypoczęty. Wyszedłem na korytarz. Mijali mnie starsi i młodsi ludzie, zdrowsi i bardziej chorzy. W tym miejscu ratowali ludzi. Ja też to robiłem, ale w trochę inny sposób. Teraz jestem zupełnie bezużyteczny, do czasu kiedy wyzdrowieję. Nagle usłyszałem za sobą głos tego doktora:
-Co ty tu robisz? Powinieneś odpoczywać, inaczej nigdy stąd nie wyjdziesz!
Nie podobało mi się to jego rozkazywanie, ale wiedziałem, że robi to dla mojego dobra. Gdy go mijałem, potajemnie spojrzałem na plakietkę na jego kitlu(x'D). Nazywał się Edison Hu. Co to za amerykańskie imię, przecież jest chińczykiem? Może studiował w Ameryce. W sumie co mnie to obchodzi?
W tym szpitalu nudziłem się jak nigdy, aż w końcu zasnąłem.
Obudziłem się następnego dnia rano. Naprawdę świetnie się czułem. Jeszcze tego samego dnia wypisali mnie ze szpitala.
Szedłem wolno, nie spieszyło mi się do wyjścia. Wzrokiem żegnałem się ze wszystkimi przedmiotami, pielęgniarkami, pacjentami...
W pewnym momencie, do szpitala, przywieziono jakiegoś obcokrajowca, bardzo bolał go brzuch. Pielęgniarki od razy go obskoczyły, po chwili, przyszedł lekarz, ten sam co zajmował się mną.
-To ty, Huang ZiTao?-Pacjent niespodziewanie krzyknął, jakby zapomniał już o bólu.-Pamiętasz mnie? Uczyłem cię na studiach!
Edison nie odpowiadał. Powoli przeniosłem spojrzenie na jego twarz. On zrobił to samo i nasze spojrzenia się skrzyżowały. Pacjent szarpał go za rękaw, ale ten nie reagował. Kiedy pielęgniarki przywołały go do porządku, ja wyszedłem stamtąd.
Nie wiedziałem co mam zrobić, w mojej głowie panowała burza jak na polu ryżowym. Huang ZiTao...
To imię tak wiele mi mówiło... Jak mogłem go nie rozpoznać?!
Zmienił się i to bardzo. Miał teraz blond włosy, jaśniejszą skórę, był bardziej umięśniony... Jego oczy nie były tak roześmiane jak kiedyś, twarz nabrała poważnego wyrazu. Wyglądał zupełnie inaczej niż dziewięć lat temu, nie dziwie się, że go nie poznałem. Nawet głos miał bardziej męski. Ale ja, pomimo upływu tylu lat, nie zmieniłem się. Oczywiście zyskałem trochę odwagi, co było konieczne w moim zawodzie. Tyle że... On mnie rozpoznał, tylko czemu nic nie powiedział? Pewnie już dawno o mnie zapomniał i nie zaprzątał sobie mną głowy. Czułem się tak jakby ktoś mną wstrząsnął i wszystkie moje organy były na złym miejscu.
Po paru dniach powróciłem do pracy. Dostaliśmy zlecenie, doszło do wypadku samochodowego. Szybko przyjechaliśmy. Kobieta była cała we krwi, ale miała puls. Pojechałem z nią do szpitala, czasami bywałem tam ze względu na niektóre wypadki.
Gdy weszliśmy do niego, zobaczyłem Tao. Odrazu zerwał się, razem z pielęgniarkami, żeby pomóc pacjentce. Był tak przejęty, że mnie nie zauważył.
Obserwowałem go z pewnej odległości oparty o ścianę. Wszystko wykonywał starannie, szybko i dobrze. Tak za nim tęskniłem, codziennie go szukałem... A teraz stoję i wpatruję się w niego. Jestem pewny, że to on, wiem to. On też to wie. Mimo tego...I tak zachowujemy się jakbyśmy nigdy się znali. To rozrywało mnie od środka.
Po paru minutach współpracownik zawołał mnie. I wtedy Tao(a może Edison?) spojrzał się na mnie, ale już musiałem wychodzić.
W szpitalu bywałem mniej więcej co dwa dni, czasami częściej. I ciągle wpadałem na Tao. Gdy udawał obojętność przede mną, czułem jakby rozszarpywali moje wnętrzności.
Dzisiaj dostaliśmy poważniejsze zadanie. Paliło się mieszkanie, a w nim przebywało dziecko. Musieliśmy się spieszyć.
Gdy przyjechaliśmy, płomień zdawał się zjadać dom. Szybko wkroczyliśmy do akcji i zaczęliśmy gasić płomienie przy drzwiach. Wszedłem do środka, musiałem poszukać tego dziecka. Nie wiem czy to było dobre posunięcie. Na dole go nie było, nie było też dużo dymu. Przeszłem parę schodków, gdy nagle do moich nozdrzy, dostał się duszący zapach dymu. Zakryłem nos i usta i wtedy stanąłem na złym schodku. Złamał się, przez co upadłem i zemdlałem.
Obudziłem się w szpitalu, mocne światło mnie oślepiło i zakryłem oczy ramieniem. Chciałem usiąść, ale nie miałem wystarczająco sił by się podnieść. Tak jakby wyssali ze mnie całą energię. I wtedy przypomniałem sobie co się stało.
Zerwałem się na równe nogi, co było złym posunięciem. Dostałem zawrotu głowu i wypadłem z łóżka.
Ale nie upadłem.
Ktoś mnie w porę przytrzymał. Czyjeś silne ramiona czule i ostrożnie objęły mnie jakby bały się, że rozbiję się na podłodze niczym porcelanowa lalka. Spojrzałem na niego, to był on... Edison Hu.
W swoim białym kitlu(xD) wyglądał na wiele poważniejszego. Momentalnie się do niego przytuliłem, ale ten mnie odrzucił i położył znowu do łóżka. Moje serce pękło na małe kawałeczki, które rozsypały się po całym pokoju. On na pewno mnie nie już nie chciał. Po co robiłem sobię nadzieję? Jestem okropny.
Ale w sumie, nie powiedział mi tego wprost, że nie chce mnie znać.
Resztkami sił, wybiegłem na korytarz. Podążyłem za nim.
-Tao!-krzyknąłem.-Tao, stój!
Ten gdy to usłyszał, zatrzymał się, ale nie odwrócił się. Podeszłem do niego i uczepiłem się jego ramienia.
-Tao, myślisz że cię już nie kocham? Jak myślisz, co tu robię? Dziewięć lat cię tu szukam! Wreszcie cię odnalazłem, a ty mi nic nie powiesz!
-A kto mnie wtedy odrzucił? Jak myślisz, czemu teraz się do ciebie nie odzywałem?
-Tao, to był mój błąd! Wyjechałem tu za tobą i wreszcie cię znalazłem! Wybacz mi!
Tao objął mnie i zatonąłem w jego uścisku.
Znowu byliśmy razem. Ale to nie było takie łatwe. Najpierw musieliśmy pozbyć się jego faceta. Nazywał się Oh Sehun i był od Tao trochę młodszy.
Naprawdę go nie kochał i był jego 'kołem zapasowym' kiedy tylko chciał seksu. Przez cały czas myślał o mnie i chciał mnie zobaczyć, ale to nie było takie łatwe. Uwierzyłem, bo mu ufałem. Kiedy wreszcie ten młody się wreszcie wyniósł, ja się wprowadziłem. Szkoda mi go było, ale go nie przygarnę. Czułbym się na jego miejscu poniżony. I to bardzo. Ale takie jest życie, co mogę jeszcze powiedzieć?
Wprowadziłem się do niego, było nam razem cudownie. Mieliśmy trochę mało czasu dla siebie przez pracę, ale w końcu, po 4 latach bycia razem, przyzwyczailiśmy się...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Aż 9 lat?! Wow, to strasznie dużo...
OdpowiedzUsuńWydaje mi się jednak, że Tao za szybko wybaczył Krisowi. Według powinno być bardziej dramatycznie!
Ale ogólnie mi się podobało, świetna fabuła :)
Życzę weny na dalsze opowiadania~
*Według mnie
Usuń