Gdy byłam na zewnątrz ubrałam płaszcz i szłam przed siebie. Zatrzymałam się przed kawiarnią.
Kawowy zapach wręcz wciągał do środka. Nie było dużo ludzi, zajęłam stolik przy oknie. Kelnerka podeszła i przyjęła zamówienie.
Za oknem już się ściemniało. Zbliżała się zima, więc robiło się zimno.
Kubek gorącej kawy rozgrzewał mnie od środka i uspokajał. Mimo iż za godzinę zamykają chciałam tu jeszcze pobyć, żeby Hongki'ego już nie było.
Nie chciałam na niego patrzeć, ciekawe co jeszcze by mi powiedział?
Myśli, że jestem jakaś chętna?
Pff, stać mnie na lepszego.
I to wiele lepszego.
-Przepraszam, ale zaraz zamykamy. Nie ma pani gdzie pójść?-usłyszałam.
-Mam, ale w sumie nie chce wracać... Przepraszam już wychodzę-spojrzałam na niego.
Był to wysoki chłopak z czarnymi włosami zaczesanymi do góry. Był dobrze zbudowany. Pracował tu, ale wyglądał na ucznia. Pewnie tu dorabia.
Wstałam i oparłam się o stolik. Musiałam już wracać, bo było późno.
Nie chciałam.
-Dobrze się czujesz?-zapytał mnie.
Opierałam się o ten stolik jakbym miała zaraz upaść.
-W porządku.-odparłam.
-Może poczekasz na mnie? Zaraz wychodzę z pracy. Nie wyglądasz dobrze, a nie chciałbym żeby coś ci się stało..
-Dobrze, zaczekam. Dziękuję.
Wyszliśmy z kawiarni. Było mi raźniej, że szłam z kimś, a nie sama w takich ciemnościach.
-To gdzie mieszkasz?-zapytał.
-Pare ulic dalej-wskazałam w dobrym kierunku.
-Musisz teraz wracać?
-..w sumie nie.
-To może wybierzemy się nad rzekę? Jest niedaleko.
Co miałam do stracenia? Zgodziłam się.
Szliśmy wzdłóż rzeki. Światło księżyca odbijało się w wodzie. Nie było nikogo oprócz nas. Było magicznie.. Mogliśmy usłyszeć tylko wiatr i nasze oddechy.
Szliśmy tak aż w końcu dotarliśmy do ławki wokół której były lampy i drzewa. Usiedliśmy na niej.
-Nie powiedziałeś mi jak się nazywasz...
-Nazywam się Kim Himchan.-odparł z uśmiechem.
-__ ___. Miło mi cię poznać!-podałam mu rękę tak jakby teraz pierwszy raz się zobaczyliśmy.
-Uczysz się czy tylko pracujesz?-zapytałam się go.
-Pracuję w tej kawiarni dorywczo. Chodzę do ostatniej klasy liceum, a ty?
-Chodzę do pierwszej klasy liceum.
-Skąd jesteś? Mieszkasz tu z rodziną?
-Pochodzę z Polski..hmm..mieszkam tu z 'nową rodziną', bo moja mama..przyjechałyśmy tu i...-mój głos się załamywał-..mam rodzinę zastępczą..
Himchan złapał mnie za dłonie i spojrzał mi w oczy.
-__ proszę nie bądź smutna. Twoja nowa rodzina na pewno jest dobra. Starają się dla ciebie..Proszę uśmiechaj się zawsze..bo chce widzieć twój uśmiech..
Po tych ciepłych słowach mimowolnie się uśmiechnęłam.
-Widzisz jaka teraz jesteś ładna!
Himchan też się uśmiechnął. Przez chwile tak siedzieliśmy patrząc na wodę. Mogłabym tu siedzieć cały czas.
Jednak nie mogłam.
-Wiesz która godzina?-zapytałam.
-22:54-odpowiedział.
-Tak późno?!-wstałam-musze już iść!
Himchan szybko złapał mnie za rękę, a ja spojrzałam na niego zdziwiona.
-Puszczę cię pod warunkiem, że dasz mi swój numer telefonu-uśmiechnął się słodko.
-No dobra..
Wręczył mi swój telefon, a ja wystukałam na klawiaturze mój numer telefonu.
-Teraz zapisz-powiedziałam.
Tak też zrobił.
-To możemy teraz iść-oznajmił po czym wziął mnie za rękę.
Stąd do mojego domu prowadziła tylko droga przez park lub ta skąd przyszliśmy, ale postanowiliśmy iść tą krótrszą. Szliśmy powoli, właściwie to ja szłam wolno i go tym spowolniałam. Nie chciałam się przyznać, że się boję. Nawet szum liści był dla mnie przerażający. Światło księżyca gdzieniegdzie przebijało się przez liście drzew.
Nagle usłyszałam jakieś niewyraźne krzyki i kroki. Szli w naszą stronę.
-Słyszałeś to?-zapytałam przerażona.
-Przecież t...-nie dałam mu dokończyć. Zaciągnęłam go w krzaki, ale przez przypadek Himchan się potknął i przewrócił a ja wraz z nim.
Patrzałam mu prosto w oczy. Kroki były coraz bliżej.
-Teraz słyszysz?-wyszeptałam mu do ucha.
Potrząsnął głową.
-I co ter..-Himchan przytulił mnie. Moja głowa była na jego klatce piersiowej. Słyszałam jego bicie serca. Było przyśpieszone. Pewnie bał się tak jak ja, ale nie chciał tego okazać. Musiał zachować zimną krew?
Gdy kroki były tuż koło nas wstrzymałam oddech i mocniej zacisnęłam dłonie na kurtce Himchana.
Tamci ludzie szli wolno jakby kogoś szukali. Szczęście, że te krzaki były wysokie. Nie zauważyli nas i szli dalej.
Po jakimś czasie gdy uznałam, że jest bezpiecznie zeszłam z Himchana, usiadłam na ziemi i przyglądałam mu się. Ten zrobił to samo.
-Już się nie boisz?-zapytał jakby rozbawiony tym zajściem.
-Trochę mniej.
-Chodźmy już-wstał i podał mi rękę.
Teraz szliśmy szybciej żeby już nikogo nie napotkać.
-To mój dom.-oznajmiłam.
-Jaki wielki!
-Mam duże rodzeństwo... No to już idę, bo..pewnie się o mnie martwią.
Himchan przytulił mnie mocno na pożegnanie, co mnie trochę zdziwiło.
-Nie zapomnij co mówiłem. I nie zapomnij mnie...
Pokiwałam głową na co on się uśmiechnął. Trudno było nam się rozstać.
Weszłam do domu na palcach. Było cicho. Weszłam do salonu. Była zapalona jedna lampka. Na fotelu siedział Tao. Miał założoną nogę na nogę, a dłońmi trzymał się za kolano.
-Czekaliśmy na ciebie...-oznajmił. Chyba nie był zły..
-Naprawdę? Mogliście już pójść spać!-mówiłam jakby nigdy nic z uśmiechem na twarzy.
-Kris z Kyungsoo i Luhan'em poszli cię szukać. Zadzwonię do nich żeby już wracali.
-Dobrze..Przepraszam że się martwiliście!
-Już nieszkodzi...
Kpop Fanfiction
„Dlaczego ludzie muszą być tak samotni? Jaki to ma sens? Na tym świecie żyją miliony ludzi; każdy z nich tęskni, szuka spełnienia u innych, a jednak się izoluje. Dlaczego? Czy Ziemia powstała tylko po to, by pielęgnować ludzką samotność?”?”
czwartek, 22 maja 2014
29. Kawiarnia R8
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Jakie to było urocze! *-*
OdpowiedzUsuńUwielbiam Himchana ♥