Tego dnia czekałam na moich nowych rodziców. Minął miesiąc od tego felernego zdarzenia. Nie mogłam tego znieść. To było ponad moje siły. Wszystko straciło już swój blask, nie czerpałam już z niczego przyjemności. Chciałam żeby moje nowe życie w Korei wyglądało inaczej. Miało być lepsze. W sierocińcu każdą samotną chwile spędzałam na płakaniu z myślą że nie mam już nikogo. Ale jednak ktoś chciał się mną zaopiekować. Potrzebowałam tego rodzinnego ciepła, domowego zacisza i miejsca do którego zawsze mogłabym wrócić. Czyli prawdziwego domu. Zastanawiała mnie moją nowa rodzina. Ciekawe ile będą mieć lat, ile dzieci? Właśnie rodzeństwo. Zawsze marzyłam o siostrze z którą miałabym takie same zainteresowania. Nie mogłam się doczekać.
Nim się spojrzałam musiałam już wychodzić. Pożegnałam się z moimi przyjaciółmi. Dziwiło mnie to że są tacy szczęśliwi mimo iż są w takim miejscu. Miło mnie tam przyjeli, lecz dziś był dzień rozłąki. Przed budynkiem czekał ktoś przy samochodzie porsche. Kiedyś interesowały mnie auta, więc znam dużo modeli. Wziełam moją walizke i ruszyłam w jego strone. Miał okulary przeciwsłoneczne, no tak nieźle dziś grzało.
-Cześć, jestem twoim nowym opiekunem. Nazywam się Wu Yifan, ale możesz mnie nazywać Wu Fan lub po prostu Kris.-powiedział
Dopiero gdy zdjął okulary w pełni mogłam upewnić się że jest z Chin.
-J..jesteś z Chin?-zapytałam niepewnie
-Tak-uśmiechnął się. No, no rzeczywiście jest przystojny. Spokojnie, miał być tylko moim opiekunem.
-Jedziemy, daj mi swoją walizke.
Włożył ją do bagażnika i usiadłam koło niego w samochodzie.
Nie wyglądał na starego. Może z 25-30 lat. Nie śmiałam pytać o jego wiek. Jeśli będę taka to nic o nich się nie dowiem... No właśnie ciekawe czy ma dzieci, pewnie będę najstarsza. Reszta podróży mineła bez niezręcznej ciszy. Wręcz przeciwnie. Nie mogliśmy się zamknąć. Myślałam że właśnie tego mi potrzeba. Ojca i męskiego podejścia. Powiedziałam mu o mamie, o mnie i innych rzeczach.
Zatrzymaliśmy się przy wielkim jasno-niebieskim domu. Właściwie to mogłam to nazwać mini-pałacem.
-Duży dom, c'nie?-przytaknełam tylko. Chciał wziąść moją walizke, ale odpowiedziałam że sama moge ją wziąść. Słyszałam kogoś z podwórka, pewnie wyszli żeby się ze mną przywitać. Weszliśmy z Krisem na podwórko i oniemiałam.
Czemu tam stała szóstka facetów?! Dom pełen zboczeńców?!
-Co taka zdziwiona? Idziesz czy nie?
-Ta... już idę...-odpowiedziałam.
Podeszłam do nich spokojnie z udawanym uśmiechem.
-Annyeong-powiedzieli chórem.
-Annyeong. Nazywam się ___. Miło mi was poznać.
-Nazywam się Tao. Ten koło mnie to Sehun, koło niego jest Luhan, tamten to Kyungsoo i tamci dwaj to Jongin i Chanyeol.-przedstawiał ich po kolei. Tyle imion...może za 3 razem to zapamiętam...Może.
-A gdzie jest no...mama?-zapytałam
-Kto?-zapytał chyba Kyungsoo. Jego oczy zrobiły się jeszcze większe po tym pytaniu, ale serdeczny uśmiech nie znikł z twarzy.
-Matka, kobieta, rodzicielka?-wyjaśniłam
-No cóż..-zaczął Kris- nie ma tutaj mamy-powiedział po czym pocałował Tao w głowe, na co on odpowiedział rumieńcami na twarzy.
-Taa...-tylko to zdołałam powiedzieć ze zdziwieniem, a nie sztucznym uśmiechem na twarzy.
-Chłopcy weźcie jej walizke i pokażcie jej pokój. Później pojedziemy kupić rzeczy żeby Ci przystroić pokój-powiedział Kris.
Będę mogła go ustroić? Na te słowa się ucieszyłam.
Zatkało mnie jak mają luksusowo w domu. ,,Rodzice" zostali na dworzu pewnie ze sobą gruchali czy coś... No tak, coś wysoki był ten dom, mogłam się domyślić że ma 2 piętra. Ciekawe czy też ma jakieś podziemia? Pewnie niedługo się jeszcze zdziwię.
Droga na góre była dość niekomfortowa, bo nikt nic nie powiedział. Wyglądał na to że najwięcej rozmawiać będę z Krisem.
-To jest twój pokój-powiedział Sehun. Ustąpili mi miejsca żebym weszła do środka.
Mój pokój był śliczny. Ściany były koloru jasno-turkusowego, mojego ulubionego. Łóżko było bardzo miękkie ze śnieżno-białą pościelą. Była także garderoba. Hmmm..dużo tam nie będzie... Pare szaf, biurko i także balkon. Wow, mam teraz balkon. Widok był wprost cudowny. Uśmiechałam się sama do siebie. Dopiero teraz zauważyłam że moje nowe rodzeństwo bacznie mi się przyglądało. Spuściłam głowę. Pewnie nie podobało im się że ktoś nowy wkracza do ich rodziny. Byli dla mnie tacy zimni..
-No..to może ja się rozpakuję-nie bardzo wiedziałam co powiedzieć.
-Pomożemy ci-powiedział Luhan. Miał najsłodszą twarz, zapamiętałam to po nim.
-Dziękuje-lekko się uśmiechnełam. Otworzyłam walizke i wyjełam wszystkie ciuchy. Pomagali mi ze składaniem ich. Nawet dobrze im to szło. W końcu musieli tu sobie jakoś radzić bez kobiety.
Wyjełam reszte rzeczy.
-A co to jest-zapytał Luhan
-Nie dotykaj tego! Masz mi to oddać!
Zaczeliśmy się ze sobą ganiać po pokoju.
-Nie oddam-słodko zaćwierkał.
Chłopcy patrzyli na nas jak na dzieci. Gdy go wreszcie złapałam, trzymałam go żeby nie uciekł.
-Oddasz to czy nie?
-Nie oddam!
Jongin(tak myśle) podszedł i wyjął mu to z rąk i podał mi to.
-Dziękuje-uśmiechnełam się usatyfakcjonowana do Luhana.
-Więc... co jest w tym pudełku?-zapytał Kyungsoo. Postawiłam to na środku żeby zobaczyli. Chichotali na widok moich zdjęć z dzieciństwa i patrzyli z zastanowieniem na kartki z zapiskami które były po polsku.
-Więc tu są twoje wspomnienia?-zapytał Chanyeol.
-Tak-odparłam
Rozmawialiśmy ze sobą, gdy nagle Kris nas zawołał..
Ale mnie zaciekawiłaś tym opowiadaniem. Ciekawe, co takiego Kris powie. Yah! Normalnie nie umiem się doczekać następnego rozdziału xD Pozdrawiam <3
OdpowiedzUsuń