Wracałam z mamą wieczorem do domu. Czułam się szczęśliwa. W nowym środowisku odnajdowałam się bardzo szybko. Niedługo miałam zacząć chodzić do miejscowej szkoły. Kryła się we mnie skryta nadzieja na poznanie prawdziwej przyjaciółki.
Rozmawiałyśmy ze sobą. Nagle zatrzymałam się, byłyśmy koło przejścia dla pieszych. Patrzyłam się na czerwone światło, gdy wtem usłyszałam straszny huk. Mojej mamy nie było koło mnie. Zaczełam szukać jej wzrokiem. Oczy zaszkliły mi się kiedy zobaczyłam ją na ulicy. Nikogo nie było oprócz nas i osoby w samochodzie. Był to czarny Bugatti Veyron. Krzyczałam o pomoc. Mama leżała nieprzytomna na ulicy. Byłam naprawde oszołomiona, ale zadzwoniłam po karetke.
Przyjechała naprawde szybko. Gdy zamierzaliśmy jechać, lecz nie zauważyłam samochodu. Czyli co? Sprawca poprostu sobie uciekł? Jak można być takim zwyrodnialcem?! Byłam wściekła i przestraszona jednocześnie. Jak moje szczęście mogło runąć przez taki wypadek?! Nie mogłam sobie zdać z tego sprawy.
Nagle musieliśmy wysiąść z karetki. Przenieśli moją mame na noszach do sali. Nie mogłam tam wejść. Zostałam całą noc na korytarzu. Łzy ciągle spływały po mojej twarzy. To była moja wina że nie zatrzymałam jej wcześniej. Nie poradze sobie bez niej. Nie wiedziałam co robić.
Obudziłam się około 6 rano.
-Przepraszam, ale twojej mamy już z nami nie ma..
Nie chciałam wierzyć w słowa tej pielęgniarki. Nie mogłam. Gdzie ja teraz pójdę?
-Będziesz musiała zamieszkać teraz w sierocińcu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz